Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 11 lipca 2026 08:53
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama
Chodkiewicz nie pozwala zasnąć sumieniom

Piekło w szybiku, a z ognia pod nadzór esbeków. Historia sztygara z Tarnogrodu

Tarnogród może kojarzyć się ze spokojem roztoczańskich krajobrazów, ale dla Władysława Chodkiewicza, jednego z jego mieszkańców, cisza ta ma zupełnie inny wymiar. Emerytowany górnik od lat prowadzi misję, która nie pozwala zasnąć sumieniom i nakazuje pamiętać o tych, którzy z szychty nigdy nie wrócili. Chodkiewicz pomaga też innym, którzy mierzą się z różnymi problemami, jak choćby walka z cukrzycą.
Pewnego razu, na swojej szychcie, Władysław Chodkiewicz został wysłany do gaszenia pożaru w szybiku.
Pewnego razu, na swojej szychcie, Władysław Chodkiewicz został wysłany do gaszenia pożaru w szybiku.

Autor: Archiwum Wł. Chodkiewicza

 Władysław Chodkiewicz urodził się w Zamchu, a wychowywał w Aleksandrowie, gdzie ukończył szkołę podstawową, a w Biłgoraju – Technikum Elektryczne. W wieku 18 lat wyjechał, jak sam mówi – „za chlebem” na Górny Śląsk, a konkretnie do Bytomia. Pracę podjął w tamtejszej kopalni Dymitrow jako elektromonter. W Bytomiu przepracował 10 lat. Potem przeniósł się do Bogdanki i zamieszkał w Lublinie. Pracował na kopalni, szkolił młodych górników, a 30 lat temu przeszedł na emeryturę. Już jako emerytowany górnik wydał dwie książki.

– W 1979 r. na kopalni zginęło 34 górników – wspomina Władysław Chodkiewicz. – Zginął też mój kolega, sztygar, który tego dnia był z moją zmianą, a także elektryk przodowy i elektryk z mojej zmiany. Wybuch pyłu węglowego objął około 3 km wyrobisk. Podejrzewano, że to z winy instalacji elektrycznej – w jednym z chodników wyjeżdżał kombajn AN-50 i najechał na przewód. 

Nastąpiło zwarcie, i od tego miał nastąpić wybuch pyłu węglowego. Przez pewien okres chodziłem z kontrolerami Urzędu Górniczego i Wyższego Urzędu Górniczego do przebierania tego zawału. Oni mieli nadzór, a ja musiałem być z nimi, jako znający teren kopalni. Oczywiście musiałem jeszcze prowadzić całą zmianę tego dnia. I wykluczyli hipotezę, że uszkodzenie instalacji elektrycznej było przyczyną eksplozji pyłu węglowego i śmierci 34 górników. Powód był inny. Prawdopodobnie fuszerka górnika strzałowego, który miał zlikwidować uskok na jednym z chodników – opowiada emerytowany górnik z Tarnogrodu.

Takich dramatycznych historii Władysław Chodkiewicz ma całkiem sporo pod ręką.

Władysław Chodkiewicz z Tarnogrodu wydał własnym sumptem dwie książki pt. „Tam czyhała śmierć” oraz „Przeżyłem to sam”. Opisał w nich wiele dramatycznych zdarzeń, jakich doświadczył na swojej górniczej drodze.

Piekło w szybiku

Pewnego razu, na swojej szychcie, Władysław Chodkiewicz został wysłany do gaszenia pożaru w szybiku. Gdy dotarł na miejsce, spojrzał w górę i zobaczył obraz, którego nie da się zapomnieć – cała kopuła szybiku stała w ogniu. Czerwona łuna rozświetlała mrok chodnika, a żar stawał się nie do zniesienia. Decyzja musiała być błyskawiczna. Telefon do naczelnego: „Wyłączajcie zasilanie! 6000 woltów na transformatory musi zgasnąć, inaczej zginiemy, zanim zaczniemy gasić!”.

Zaczęła się walka. Górnicy ruszyli z wężami, ale fizyka podziemi była nieubłagana. Lanie wody pionowo w górę, w zapylonym wyrobisku, zamieniło ich w mgnieniu oka w „ludzkie prosiaki” – mieszanka sadzy, pyłu i błota zalewała oczy, wdzierała się pod ubrania. Trzy razy ogień i dym brały górę. Rozgrzane, nadpalone elementy spadały z góry, a cug powietrza wypychał trujące wyziewy prosto w ich płuca. Dopiero za czwartym razem, z zaciśniętymi zębami i nadludzkim uporem, przebili się wyżej. Doszli do górnego pokładu. Ogień został zduszony. Dopiero wtedy, wycieńczeni i czarni od sadzy, zluzowały ich zastępy ratownicze.

Z ognia pod nadzór esbeków

Kiedy szybem Staszic dotarli na powierzchnię, zamiast podziękowań czekał na nich zimny prysznic rzeczywistości PRL-u. Na górze nie stali lekarze, lecz funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Esbecy weszli za nimi pod prysznice. Nie spuszczali z nich oka, nawet podczas mycia. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Zaczęło się od Rakiety. Tysiąc zegarków kolekcjonera spod Werbkowic

Zamiast odpoczynku po traumie było 14 dni niekończących się przesłuchań. SB-cy nie szukali prawdy o pożarze – oni szukali winnego, spisku i odpowiedzi, którą wcześniej sami sobie uknuli. Władysław Chodkiewicz przetrwał ogień w szybiku, ale to te dwa tygodnie w pokojach przesłuchań stały się prawdziwym testem jego charakteru.

Upadek w dziesięciopiętrową otchłań

27 czerwca 1993 roku, niedzielny poranek, godzina 8:07. To miały być spokojne imieniny, ale zamiast życzeń i kawy ciszę rozdarł dzwonek telefonu, który każdy sztygar słyszy potem w koszmarach przez lata. Głos przodowego w słuchawce nie pozostawiał złudzeń: „Sztygar, Krakowiak wjechał do zbiornika!”

To brzmiało jak wyrok śmierci. Zbiornik na węgiel to gigantyczna, pionowa paszcza. Krakowiak runął w dół z wysokości odpowiadającej 10. piętru bloku. W kopalnianym systemie to czarna dziura – bez drabin, bez dostępu, wypełniona jedynie mrokiem.

PRZECZYTAJ: Pierwsze sukcesy Kryształu Werbkowice. W cyklu "Historia piłki nożnej"

Wyścig z czasem, walka z materią

Zastępy ratownicze były w pełnej gotowości. Władysław Chodkiewicz, jako dowodzący akcją, od której zależało życie człowieka, podejmował decyzje. Akcja ratownicza była improwizacją pod presją. Każda minuta decydowała o tym, czy kręgosłup poszkodowanego wytrzyma. Nie można było użyć krzesełka – Krakowiak musiał wyjechać na sztywnych noszach. Pojawił się problem: góra zbiornika była zakryta blachą. „Palnikiem nie weźmiesz!” – wspomina Chodkiewicz. Iskry i ogień nad człowiekiem leżącym na węglu to prosty przepis na kolejną katastrofę. Zamiast nowoczesnej technologii, w ruch poszły mięśnie i stal – młotek i przecinak. W potwornym hałasie, uderzenie po uderzeniu, ratownicy rwali blachę, by otworzyć drogę do ratunku. Po dwóch godzinach morderczego wysiłku Krakowiak był już w karetce.

Kiedy lekarze zbadali poszkodowanego, nikt nie mógł uwierzyć w raport. Upadek z wysokości 30 metrów powinien zmiażdżyć człowieka. Tymczasem bilans był wręcz nieprawdopodobny: zdarty naskórek na policzku i pęknięta śledziona. Życie uratował mu... usypany na dnie zbiornika stożek miału węglowego. Miękki pył zadziałał jak poduszka powietrzna, zamortyzował uderzenie, które powinno być śmiertelne.

Praca górników pod ziemią należy do wyjątkowo niebezpiecznych – czasami jedna iskra może doprowadzić do eksplozji, która pod pokładami węgla pogrzebie górników pracujących w podziemnych korytarzach.

Finał tej historii ma dwa oblicza. „Policja górnicza” była nieubłagana. Choć akcja się udała, zasady bezpieczeństwa zostały złamane. Przodowy, odpowiedzialny za pomocnika, zapłacił najwyższą zawodową cenę – został natychmiast zwolniony z pracy. Natomiast Krakowiak, żywy i w miarę zdrowy, do dziś przechadza się po kopalnianej łaźni, żartując, że renta powypadkowa to całkiem niezły prezent za ten „lot” do zbiornika. A Władysław Chodkiewicz za zimną krew, błyskawiczne decyzje i sprawną akcję ratunkową otrzymał oficjalną pochwałę.

To właśnie te doświadczenia sprawiły, że książka Władysława Chodkiewicza pt. „Tam czyhała śmierć” ma spory ładunek autentyczności. Chodkiewicz rzuca czytelnika prosto w mrok chodników kopalnianych, gdzie linia między życiem a śmiercią jest cieńsza niż nitka. Książka jest swoistym hołdem dla kolegów po fachu. Autor, sam czując na plecach oddech „czarnej pani”, przelał na papier strach, ale i niezłomną górniczą solidarność.

Społecznik z krwi i kości

Choć górniczy mundur Chodkiewicza spoczął w szafie, on sam nie przeszedł na emeryturę od bycia człowiekiem. W Tarnogrodzie i okolicach znany jest jako tytan pracy społecznej. Jego aktywność jest dowodem na to, że „górniczy hart ducha” przekłada się na realne działanie dla lokalnej wspólnoty. Pierś tarnogrodzkiego społecznika zdobią liczne odznaczenia, będące dowodem uznania na szczeblu regionalnym i państwowym.

PRZECZYTAJ: Uwięzieni w „holenderskim szrocie”. Czy pasażerowie ze wschodniej Polski to podróżni drugiej kategorii?

Działalność społeczna Władysława Chodkiewicza to druga, równie intensywna „szychta”, za którą został uhonorowany najważniejszymi odznaczeniami w kraju. Jego walka o zdrowie i godność drugiego człowieka zyskała uznanie na najwyższych szczeblach władzy. Prezydent RP nadał Chodkiewiczowi Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności społecznej i zawodowej. 

To jedno z najwyższych cywilnych odznaczeń państwowych. W 2013 roku otrzymał tytuł Społecznika Roku – prestiżowe wyróżnienie przyznane w konkurencji z przedstawicielami ponad 500 oddziałów organizacji społecznych z całej Polski. Kryształowy Koliber jest szczególnym wyróżnieniem przyznanym osobiście przez Prezesa Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków (PSD). 

To dowód najwyższego uznania za organizację obchodów Światowego Dnia Walki z Cukrzycą w Tarnogrodzie. Jako osoba od 23 lat zmagająca się z cukrzycą, Władysław Chodkiewicz stał się ambasadorem chorych, organizując cykliczne wydarzenia pod patronatem Wojewody Lubelskiego.

O swojej pracy, różnych dramatycznych zdarzeniach, a także o działalności społecznej Władysław Chodkiewicz wkrótce opowie uczestnikom spotkania w Centrum Kultury i Sportu w Adamówce na Podkarpaciu.
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Dyktatura 07.04.2026 08:27
Wcześniej KLD, Pedofilię Obywatelską zakładali SBecy oficerowie Olechowski Płażyński i konfident ps OSKAR, teraz jak ktoś idzie z psem to domyślnie przyjaciel czy KOchanek

Kronika Tygodnia

Chcesz częściej widzieć nasze newsy?

Dodaj Kronikę Tygodnia do preferowanych źródeł w Google i bądź bliżej najważniejszych spraw z regionu.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Drosed
Reklama
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama Baner reklamowy B1 firmy WORK CENTRE
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: MARIA Treść komentarza: Bo olbrzymie koszty wypłat dla lekarzy pielęgniarek na leczenie chorych zostaje niewiele OTO POLSKA Data dodania komentarza: 10.07.2026, 13:43 Źródło komentarza: Dlaczego szpitale bankrutują? Lekarz ujawnia, co nie działa w polskiej ochronie zdrowia Autor komentarza: Ocena . Treść komentarza: Chociaz jedno słowo wyszukałem w słowniku ! Data dodania komentarza: 10.07.2026, 13:32 Źródło komentarza: Jakie są szanse na bazę NATO w Hrubieszowie? Burmistrz wysłała śmiałą ofertę do BBN Autor komentarza: Ludzie hańby . Treść komentarza: Tak nieudacznicy i ludzie poprzedniej patologi za premiera Pinokia nawet potrafili swoich oszustow obsadzać na wysokich stanowiskach w szpitalach gdzie istniała studnia bez dna zadłużając na niespotykana skale . Gdyby nie młody oszust z ze szpitala południowego w Warszawie to ta mafia koryciarzy istniała by dalej. Bezszczelnosc tych ludzi nie miała granic i sumienia. Nie mieli wstydu za grosz nawet Obajtek wypasiony oszust okradał swojego stryja kiedy był u niego zatrudniony jako magazynier . Data dodania komentarza: 10.07.2026, 13:15 Źródło komentarza: Kilkuminutowe zabiegi, milionowe rachunki. NFZ i CBA zajęło się grupą neurochirurgów Autor komentarza: cyk fotka POszła na fejsa Treść komentarza: Ten tłuścioch od kasy działeczkę tanio wyszarpał a sklepowa dalej będzie POzować i focić się na wiejskich festynach ! Ludzie pogońcie tych nierobów , najlepiej do innej gminy !!! Data dodania komentarza: 10.07.2026, 13:07 Źródło komentarza: Wójt Tomaszowa Lubelskiego bez absolutorium. Kolejny rok opozycja jest na „nie” Autor komentarza: Darek_zmc Treść komentarza: W zamościu cisza.... , Pan prezydent i całe Duchowieństwo zaspało... dobranoc Data dodania komentarza: 10.07.2026, 12:28 Źródło komentarza: 83. rocznica „krwawej niedzieli”. W regionie odbędą się uroczystości pamięci o ofiarach Autor komentarza: as Treść komentarza: "Mam talent". Tak się rozwalić na takiej drodze... Wchodząc w artykuł zastanawiałem się tylko czy Audi czy BMW. Data dodania komentarza: 10.07.2026, 11:50 Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek na obwodnicy Tomaszowa. Nie żyje 35-letni kierowca BMW
Reklama
Reklama
Reklama