Jak wyglądała Pani droga do finału Miss Polski?
– Wszystko zaczęło się od wiadomości na Instagramie od oficjalnego profilu Miss Polski. Na początku byłam przekonana, że to żart albo fałszywe konto. Nigdy wcześniej nie miałam nic wspólnego z modelingiem czy konkursami piękności, dlatego postanowiłam pojechać na casting bardziej z ciekawości niż z konkretnymi oczekiwaniami. Pamiętam, że kiedy zobaczyłam liczbę pięknych dziewczyn, które przyjechały z całej Polski, po prostu zwątpiłam. Pomyślałam wtedy, że to była fajna przygoda i wróciłam do domu, praktycznie zapominając o konkursie.
To było w grudniu. Pod koniec lutego byłam z siostrą na wymarzonych wakacjach na Sri Lance. To właśnie tam dowiedziałam się, że zostałam oficjalnie ćwierćfinalistką Miss Polski 2026. Kilka razy czytałam tę wiadomość, żeby upewnić się, że to dzieje się naprawdę.
Dziś myślę, że chyba tak chciał los, bo kilka miesięcy później zgrupowanie Miss Polski ponownie sprowadziło mnie do tego pięknego kraju. Później przyszedł kwiecień i ćwierćfinał. Każdy kolejny etap był ogromnym przeżyciem i emocjami, których naprawdę nie da się opisać. Zawsze powtarzałam, że niczego się nie boję i niczego się nie wstydzę, ale udział w takim konkursie okazał się dla mnie ogromnym wyjściem ze strefy komfortu. Później dostałam szarfę półfinalistki, a na początku maja – finalistki Miss Polski.
Jak przyjęła to Pani i Pani najbliżsi?
– Półfinał był jednym z najpiękniejszych momentów mojego życia. Do dziś pamiętam głos mojej mamy, który łamał się ze wzruszenia i szczęścia. Mój tata natomiast, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, od początku był pewny mojego awansu. To bardzo mnie zdziwiło, bo ja sama długo nie potrafiłam w to uwierzyć.
Moim największym wsparciem jest siostra Weronika. To moja najlepsza przyjaciółka, moje oparcie w każdej sytuacji, towarzyszka podróży, zakupów i wszystkich ważnych momentów w życiu. Jest osobą, do której dzwonię zarówno wtedy, gdy jestem najszczęśliwsza, jak i wtedy, gdy jest mi trudno. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej siostry.
PRZECZYTAJ TEŻ: Wielki artysta z małych Kotlic. Franciszek Maśluszczak odsłonił swoją tablicę w Alei Sław
Marzenia się spełniają?
– Dorastałam na wsi, pomagałam rodzicom w gospodarstwie i to właśnie rolnictwo było moją codziennością. Zamiast wybiegów były pola, ciągniki i praca od najmłodszych lat. Dlatego ten konkurs jest dla mnie czymś wyjątkowym. Pokazał mi, że czasami warto wyjść ze swojej strefy komfortu i spróbować czegoś, co na pierwszy rzut oka wydaje się nierealne.
Myślę też, że moja historia może być inspiracją dla innych dziewczyn, szczególnie tych z małych miejscowości. Nie trzeba mieć doświadczenia w modelingu ani pochodzić z dużego miasta, żeby spełniać marzenia i sięgać po rzeczy, które wydają się poza naszym zasięgiem.
Czasami po prostu trzeba dać sobie szansę, którą dostajemy od losu. Choć przez większość życia powtarzałam, że nie ma marzeń, są tylko cele, bo marzenia wydają się mało realne, a do celów po prostu się dąży, dzisiaj myślę trochę inaczej. Uważam, że w życiu wszystko dzieje się po coś.
Jak przebiegają przygotowania do finału?
– To dla mnie bardzo intensywny czas, ponieważ przygotowania łączę z codzienną pracą w gospodarstwie. Rolnictwo nie zna wolnych dni ani urlopów, dlatego staram się pogodzić wszystkie obowiązki najlepiej, jak potrafię. Przed nami zgrupowanie, które rozpocznie się 24 lipca i potrwa do finału.
Szczerze mówiąc, nie mam zbyt wiele czasu na rozmyślanie o samym konkursie. Staram się po prostu płynąć tą rzeką, w której się znalazłam, i czerpać z niej jak najwięcej.
PRZECZYTAJ: 20 lat więzienia dla Łukasza Żaka. Sędzia: „Tym wyrokiem chronię społeczeństwo”
Celebruję każdą chwilę, każdy dzień i każde nowe doświadczenie. Finał trwa tylko jeden wieczór, ale to właśnie ta droga do niego jest najpiękniejsza.
Ten konkurs daje nam coś znacznie więcej niż możliwość założenia korony. Uczy nas kochać siebie, lepiej rozumieć własne emocje, dostrzegać swoje mocne strony i odważniej je podkreślać. Najpiękniejsze są jednak relacje, które tworzą się między nami.
Praca na roli to nie przelewki...
– Moja codzienność jest bardzo różnorodna, bo w rolnictwie nie ma dwóch takich samych dni. Jeden dzień potrafi być spokojny, a drugi przynosi wyzwania, których nikt się nie spodziewał. Właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że ta praca uczy pokory i cierpliwości. Obecnie rolnictwo przeżywa bardzo trudny czas.
Ten rok jest wyjątkowo ciężki dla wielu gospodarstw. Zmagamy się z ogromną suszą, która odbija się na uprawach i przyszłych plonach. Jednocześnie koszty produkcji cały czas rosną. Drożeje praktycznie wszystko, co jest potrzebne do prowadzenia gospodarstwa i utrzymania plantacji. Ludzie nie zawsze widzą, ile wysiłku, stresu i niepewności wiąże się z prowadzeniem gospodarstwa. Razem z siostrą chcemy nadal pokazywać prawdę o polskiej wsi i o pracy rolnika.
Chcemy mówić o problemach, ale też pokazywać piękno i wartość tego zawodu. Nasi dziadkowie się nie poddali. Nasi rodzice również się nie poddali. I my także nie zamierzamy się poddać. Będziemy kontynuować to, co rozpoczęły poprzednie pokolenia, bo rolnictwo to dla nas coś więcej niż praca. To część naszej tożsamości, naszych korzeni i naszego życia.
Czym dla Pani jest konkurs Miss Polski?
– To przede wszystkim piękna przygoda, ogromne wyjście ze strefy komfortu i lekcja o samej sobie. Ten konkurs pokazał mi, że czasami sami nakładamy na siebie ograniczenia. Wydaje nam się, że czegoś nie potrafimy, że do czegoś nie pasujemy albo że pewne rzeczy są poza naszym zasięgiem. A później życie stawia nas w miejscu, w którym zaczynamy odkrywać zupełnie nową wersję siebie.
Miss Polski to dla mnie także ludzie. Myślę, że każda z nas przyjechała tutaj po koronę, ale wyjedzie z czymś znacznie cenniejszym – nowymi przyjaźniami, wspomnieniami i większą wiarą w siebie. To również platforma, która daje możliwość mówienia o ważnych dla mnie wartościach – o szacunku do drugiego człowieka, o przełamywaniu stereotypów i o tym, że miejsce, z którego pochodzimy, nie powinno definiować naszych możliwości.
Dla mnie ten konkurs jest też pewnym symbolem. Pokazuje, że dziewczyna z małej miejscowości, rolniczka, która na co dzień pracuje w gospodarstwie, również może znaleźć się w takim miejscu i spełniać swoje marzenia. Niezależnie od tego, jak zakończy się ta historia, już dziś wiem, że konkurs Miss Polski zmienił mnie na lepsze.
Jeśli Pani wygra, to…
– Jeśli wygram, będzie to dla mnie ogromny zaszczyt i spełnienie jednego z najpiękniejszych marzeń. Będę reprezentować nie tylko swoje województwo i swoją małą ojczyznę, ale przede wszystkim wszystkie kobiety pochodzące z małych miejscowości.
Chciałabym swoim przykładem pokazać, że rolniczka, kobieta ze wsi, również może stanąć na największej scenie i zawalczyć o koronę Miss Polski. Bardzo chciałabym wykorzystać ten tytuł do przełamywania stereotypów i pokazywania nowoczesnego oblicza polskiej wsi.
Chcę mówić o tym, że miejsce, z którego pochodzimy, nie definiuje naszych możliwości, a marzenia nie mają kodu pocztowego. Korona byłaby dla mnie czymś więcej niż pięknym symbolem. Byłaby moim największym życiowym osiągnięciem i pewnego rodzaju pieczęcią wszystkiego, o czym mówię od lat. Jednocześnie wiem, że niezależnie od wyniku już dziś czuję się wygrana.
Jakie ma Pani hobby?
– Najbliższe mojemu sercu jest ogrodnictwo i wszystko, co związane z naturą. To właśnie tam najbardziej odpoczywam i wyciszam głowę, obserwując, jak z małych rzeczy powstaje coś wyjątkowego i żywego. Interesuję się też architekturą krajobrazu i estetyką, czyli tworzeniem harmonijnych przestrzeni oraz zwracaniem uwagi na detale, które budują klimat miejsca. Lubię, kiedy otoczenie ma swój porządek i naturalne piękno.
Lubię podglądać też nowoczesne technologie, szczególnie te związane z rolnictwem. Fascynuje mnie rozwój maszyn, które na co dzień wykorzystujemy w pracy, takich jak ciągniki czy kombajny, oraz całe rolnictwo precyzyjne.
Drony, autonomiczne maszyny, inteligentne systemy zarządzania gospodarstwem czy przyszłościowe rozwiązania, jak napęd wodorowy, pokazują, jak bardzo zmienia się ta branża. Bardzo lubię obserwować, jak tradycja łączy się z nowoczesnością i jak rolnictwo rozwija się w stronę coraz bardziej świadomej i technologicznej pracy.
CZYTAJ: Zespół Wrzos świętuje 30 lat. Jubileusz połączono z 40-leciem Zofii Kot
Kotlice to Pani miejsce na Ziemi?
– Kotlice to zdecydowanie moje miejsce na ziemi. To tutaj się wychowałam, tutaj są moje korzenie, rodzina i wspomnienia, które mnie ukształtowały. Zawsze wiedziałam, że chcę mieszkać na wsi. Miasto nigdy mnie nie zachwycało. Traktowałam je raczej jako miejsce, które można odwiedzić od czasu do czasu, ale nie jako miejsce do życia na co dzień.
Miałam naprawdę magiczne dzieciństwo – takie, którego nie zamieniłabym na żadne inne. Pamiętam kolczyki robione ze strąków fasoli, gołąbki z liści babki i błota, wianki plecione z łąkowych kwiatów czy pieniądze z liści, które dla nas miały wtedy ogromną wartość. Pamiętam zabawy w kostkach słomy i siana, z których potrafiliśmy budować całe swoje małe światy. Pamiętam też wieczorny kubek ciepłego mleka prosto od krówki, bo kiedyś prowadziliśmy również hodowlę.
Dziś wydaje się to takie zwyczajne, ale z perspektywy czasu wiem, jak wyjątkowe były to chwile. To właśnie takie małe rzeczy stworzyły moje dzieciństwo i nauczyły mnie cieszyć się prostymi momentami. Są wspomnienia, które zostają z człowiekiem na zawsze, i właśnie te należą do najpiękniejszych, jakie noszę w swoim sercu. Tutaj mam swoje życie, rodzinę, pracę i miejsce, z którym jestem bardzo związana.
Potrzebuję bliskości najbliższych, poczucia, że dom jest niedaleko i że zawsze mogę do niego wrócić. Nauczyłam się jednak, że w życiu nigdy nie powinno się mówić „nigdy”, bo ono często pisze własne scenariusze. Jednego jestem pewna – gdziekolwiek zaprowadzi mnie los, wieś zawsze będzie częścią mnie, a Kotlice na zawsze pozostaną moim domem i miejscem, do którego będę wracać sercem.
Dziękuję za rozmowę i trzymamy kciuki 2 sierpnia.


Napisz komentarz
Komentarze