Gdy wydawało się, że po niedawnym głośnym odkryciu starożytnego umba w skupie złomu w Hrubieszowie emocje już nieco opadły w powiecie hrubieszowskim, historia po raz kolejny wymierzyła sporego kuksańca. Tym razem chodzi o kolejną sensację archeologiczną! Do Muzeum im. ks. Stanisława Staszica w Hrubieszowie trafiło całe wyposażenie ciałopalnego pochówku wandalskiego jeźdźca. Okoliczności? To wątek jak z prawdziwego kryminału.
Czytaj też: Okradł BMW z tablic, 41-latek z gminy Hrubieszów trafił do celi
Tajemniczy pośrednik i porzucony skarb
Muzealnicy nie kryją zaskoczenia. Nie znają personaliów oryginalnego odkrywcy ani osoby, która po latach zdołała odzyskać archeologicznie bezcenne przedmioty. Ktoś po prostu zostawił paczkę z muzealnym skarbem we wskazanym miejscu i rozpłynął się w powietrzu. W rolę mediatora, który doprowadził do uratowania historycznego dziedzictwa, wcielił się słynny w środowisku Artur Troncik „Saper” z Centrum Detektorysty.
Z ustaleń wynika, że unikalny grób został rozorany przez ciągnik na jednym z pól w gminie Werbkowice kilka lat temu. Dopiero teraz, dzięki sprzyjającym i wciąż owianym tajemnicą okolicznościom, starożytne militaria udało się wyrwać z rąk prywaciarzy lub handlarzy.
– Nie znamy ani odkrywcy, ani nawet osoby, która odzyskała zabytki z zamiarem przekazania ich anonimowo do naszego muzeum, pozostawiając je do odbioru we wskazanym miejscu – mówią pracownicy hrubieszowskiej placówki.
Miecz wojownika z elity. Kto spoczął w ziemi?
To, co znalazło się w tajemniczej przesyłce dla muzealników przyprawia ich o szybsze bicie serca. To nie są zwykłe rzemieślnicze drobiazgi, a ekwipunek prawdziwego możnowładcy lub elitarnego wojownika konnego sprzed dwóch tysiącleci.
Są to: żelazny miecz – zachowany w trzech częściach, wraz z misternie wykonanymi okuciami pochwy, zawieszką i trzewikiem; broń zaczepna – dwa groty (włóczni i oszczepu), rytualnie zgięte i złamane na stosie pogrzebowym; wyposażenie tarczy i jeźdźca – okucie tarczy (umbo) z groźnym kolcem, imacz, fragmenty noża, sprzączka do pasa oraz dwie ostrogi; a także ozdoby i przedmioty osobiste – piękna brązowa fibula (spinka do płaszcza) i fragmenty kościanego grzebienia.
Czytaj również: Grób po 20 latach. Kiedy trzeba zapłacić za miejsce?
Wszystko nosi wyraźne ślady potężnego ognia. Taki zestaw bezsprzecznie dowodzi, że pochowano kogoś z najwyższych poziomów w wandalskiej hierarchii. Co ciekawe, archeolodzy na tym etapie nie wykluczają nawet... że mogła to być kobieta-wojownik!
Wyścig z czasem w gminie Werbkowice
Niestety, 2 tysiące lat pod ziemią i ostrza pługów i innych maszyn rolniczych zrobiły swoje. Stan żelaznych zabytków jest krytyczny. Artefakty pojechały w trybie pilnym trafiły do pracowni konserwatorskiej pod opiekę specjalistów zamojskiej delegatury Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Walka o ich ratowanie potrwa przez co najmniej kilka miesięcy.
Prawdziwa emocjonująca gra rozegra się jednak latem przyszłego roku. Hrubieszowscy archeolodzy planują ruszyć ze specjalistycznymi wykopaliskami w gminie Werbkowice. Wszystko wskazuje na to, że pole orne kryje pod sobą potężne cmentarzysko, a maszyny rolnicze każdego roku niszczą kolejne groby z czasów rzymskich.
Choć muzealnicy żałują, że nie mogli być na miejscu w momencie odkrycia artefaktów - bo bezpowrotnie utracono wiedzę o dokładnym ułożeniu przedmiotów w ziemi – to jedno jest pewne: Ziemia Hrubieszowska nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. A Wandalowie, którzy niegdyś siali postrach w Europie, tutaj, zostawili po sobie ślady, o których znów będzie mówić cała Polska!
Czytaj także: Skandal po meczu dzieci w Tomaszowie Lubelskim. Raca zniszczyła murawę, sprawą zajęła się policja


Napisz komentarz
Komentarze