Czarne amerykańskie furgonetki na waszyngtońskich blachach widziane były w Zamościu już w czwartek, mimo że ambasador Paul W. Jones rozpoczął zwiedzanie miasta w piątkowy słoneczny poranek (29 września). Ambasadora powitał prezydent Zamościa Andrzej Wnuk i przewodniczący Rady Miasta Jan Matwiejczuk. Paul W. Jones miał okazję podziwiać Stare Miasto z wieży ratusza, ale też zwiedzić je, spacerując m.in. po Rynku Wielkim. Obejrzał pokaz musztry (razem z prezydentem Wnukiem strzelali nawet z historycznych muszkietów), był w synagodze i Muzeum Zamojskim. Zanim udał się na obiad, skosztował także znakomitych zamojskich cebularzy.
Rowerem do Szczebrzeszyna i Guciowa...
Po wizycie w Zamościu ambasador wsiadł na rower i udał się do Szczebrzeszyna. Do granic miasta odprowadzili go m.in. prezydent Wnuk i dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 4. Całą trasę przebył rowerem wraz z grupką współpracowników. Na trasie żywił się energetycznymi batonikami. Kiedy dojechał do Szczebrzeszyna w ogóle nie było widać po nim zmęczenia.
Przy drewnianym pomniku chrząszcza przywitał się z władzami miasta i dziećmi ze Szkoły Podstawowej nr 1. Dzieciaki uczyły ambasadora wiersza Jana Brzechwy "W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie". Trzeba przyznać, że Amerykanin świetnie poradził sobie z wymową niełatwych dla obcokrajowca szeleszczących wyrazów.
– Po polsku mówię tylko trochę. Staram się codziennie uczyć języka polskiego, bo kocham ten język i ludzi stąd – wyznał nieśmiało.
– To, że ambasador największego mocarstwa przyjeżdża do niewielkiego Szczebrzeszyna, to dla nas duże wyróżnienie i promocja dla miasta – cieszył się Marian Mazur, burmistrz Szczebrzeszyna.
Więcej o pobycie ambasadora USA w naszym regionie w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia.


Napisz komentarz
Komentarze