Mieszkańcy Machnowa Nowego alarmują, że przerwy w dostawie wody zdarzają się regularnie – nawet kilka razy w miesiącu.
– Non stop mamy zakręcaną wodę. W miesiącu nawet 5-6 razy. Prezes z Lubyczy tłumaczy to awarią. Zgadzam się, ale czasem woda jest zakręcana bez podania informacji. Po 12 godzin nie mamy wody i nikt nam jej nie dostarcza. Tak było w marcu, kwietniu, nawet w Wielką Sobotę – mówi mieszkaniec Machnowa Nowego, który zgłosił problem redakcji.
Awarie, komunikaty i wyłączenia
Z komunikatów publikowanych przez Zakład Usług Komunalnych wynika, że problemy z siecią wodociągową powtarzają się regularnie w różnych częściach gminy.
26 sierpnia ubiegłego roku mieszkańców Machnowa Nowego poinformowano o przerwie w dostawie wody spowodowanej remontem infrastruktury wodociągowej. 1 listopada doszło tam do awarii pompy głębinowej. Wówczas ZUK ostrzegał, że po uruchomieniu studni rezerwowej woda do picia będzie nadawała się wyłącznie po przegotowaniu z powodu wysokiego stężenia chloru.
CZYTAJ TEŻ: Ostatnie uroczystości Straży Granicznej w Lubyczy Królewskiej. Od dziś funkcjonariusze będą służyć w Ulhówku
Kilka dni później, 7 listopada, pojawił się kolejny komunikat – tym razem dotyczący awarii trakcji energetycznej. Informowano wtedy, że usunięcie problemu przez PGE potrwa kilka godzin, a do zasilania hydroforni zostanie użyty agregat prądotwórczy.
W kolejnych miesiącach mieszkańcy informowani byli o następnych wyłączeniach związanych z modernizacjami, konserwacjami i tzw. strefowaniem sieci. Problemy dotyczyły nie tylko Machnowa Nowego, ale także Hrebenne, Rudy Żurawieckiej-Osady czy Nowosiółek Kardynalskich.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że część komunikatów pojawia się zbyt późno, a nie wszyscy korzystają z internetu.
ZUK wyjaśnia, że robi, co może i informuje tak szybko, jak to możliwe, awarii przecież nikt nie umie przewidzieć.
Żółta woda i frustracja mieszkańców
Dalsza część artykułu pod zdjęciem.
Mieszkańcy pokazują zdjęcia żółtej wody płynącej z kranów i przyznają, że obawiają się ją pić.
Prezes Zakładu Usług Komunalnych Paweł Bożyk przekonuje jednak, że nie chodzi o skażenie.
– To nie jest zanieczyszczona woda. Żółtawy kolor i osad to najczęściej efekt korozji starych stalowych rur albo piasku wciąganego przez pompy podczas awarii i ponownego uruchamiania sieci – tłumaczy.

Jak dodaje, po przywróceniu dostaw wodę należy spuszczać do momentu jej oczyszczenia. Jeśli problem nie ustępuje, mieszkańcy powinni zgłaszać to do ZUK.
– Po otrzymaniu takiego zgłoszenia wysyłamy pracowników w celu zerwania plomby i demontażu wodomierza, po tej czynności płuczemy instalacje w danym lokalu, po przepłukaniu ponownie montujemy wodomierz i go plombujemy" – mówi prezes.
„Musimy dalej szukać wycieków”
Prezes ZUK nie ukrywa, że mieszkańców czekają kolejne utrudnienia.
– W Machnowie będą prowadzone dalsze czynności, dopóki nie uda nam się wykryć wszystkich wycieków, które są w tej miejscowości – zapowiada Paweł Bożyk.
Wyjaśnia, że lokalizacja awarii jest trudna ze względu na stan i wiek sieci wodociągowej.
– Najpierw musieliśmy wymienić uszkodzone zasuwy. Będziemy wymieniać kolejne, bo te zamontowane na przyłączach również nie trzymają. Na starym, wykonanym ze słabych materiałów, 20-letnim wodociągu takie działania zajmują mnóstwo czasu – mówi.
Zapewnia też, że pracownicy usuwają awarie możliwie szybko, często pracując nocą. Robią wszystko, by skracać czas awarii.
CZYTAJ TEŻ: Lubycza Królewska: 41-latek nie przeżył wypadku na hulajnodze. Zmarł w szpitalu
– Wszystkie awarie usuwamy jak najszybciej, pracujemy nawet nocą. Gdy coś naprawiamy staramy się wyłączać wodę w godzinach, gdy większość mieszkańców będzie już w pracy i szkole, by to było dla nich jak najmniej uciążliwe – mówi Paweł Bożyk.
Przyznaje jednocześnie, że emocje mieszkańców bywają coraz większe i pracownicy ZUK muszą mierzyć się nie tylko z awariami, ale i ze złością. Dodaje, że dochodzi już do sytuacji, w których jego pracownicy zaczynają się czuć zagrożeni. Apeluje o spokojne podejmowanie rozmów, kulturę osobistą i powstrzymywanie nerwów na wodzy. Nikt nie robi niczego złośliwie.
Jeśli chodzi o dostarczanie wody w butelkach lub beczkowozami do mieszkańców to prezes ZUK wyjaśnia, że ma taki obowiązek tylko jeśli awaria i brak dostępu do wody w kranach utrzymuje się dłużej niż 12 godzin.
Podwyżki cen i koniec dopłat
Frustrację mieszkańców gminy Lubycza Królewska dodatkowo potęgują podwyżki cen wody. Po zmianie taryf zatwierdzonych przez Wody Polskie stawki wzrosły, a dodatkowo pojawiły się opłaty abonamentowe.
Prezes ZUK tłumaczy, że przez lata ceny były utrzymywane na niższym poziomie dzięki dopłatom z budżetu gminy. Jak wyjaśnia, do maja 2025 roku mieszkańcy płacili 6,34 zł brutto za metr sześcienny wody, przy dopłacie gminnej wynoszącej 3,16 zł brutto.
– Od 1 listopada 2026 weszły w życie nowe taryfy zatwierdzone przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie w Lublinie i wynosiły dla indywidualnego odbiorcy 8,79 zł netto (9,49 zł brutto), z uwzględnioną dopłatą z Urzędu Miasta do wody w wysokości 4,77 zł netto (5,15 zł brutto). Jednocześnie w związku ze zmianą taryfy zobligowani byliśmy do przygotowania taryfy według obowiązujących przepisów. W związku z powyższym od 1 listopada 2026 stawka abonamentowa przy dostarczanej wodzie wynosi 7,89 zł/m-c netto (8,52 zł brutto) oraz przy dostarczanej wodzie i odprowadzanych ściekach stawka za dostarczaną wodę wynosi 5,82 zł/m-c netto (6,29 zł brutto) – wylicza szczegółowo prezes Bożyk.
Podkreśla, że przedsiębiorstwo nie uwzględniło w taryfach zysku, a ceny wynikają z kosztów utrzymania infrastruktury, energii, podatków i opłat środowiskowych.
„Nie zostawię mieszkańców”
Burmistrz Marek Łuszczyński przyznaje, że obecna sytuacja jest efektem wieloletnich zaniedbań.
– Przez poprzednie lata nikt nie inwestował w wodociągi i kanalizację. To są skutki – mówi Marek Łuszczyński.
Jak podkreśla, gmina jest rozległa, a 13 hydroforni obsługuje stosunkowo niewielką liczbę mieszkańców, co generuje ogromne koszty.
Burmistrz przekonuje, że zamiast dalszego dopłacania do cen wody samorząd chce skupić się na modernizacji całego systemu.
– Mógłbym dalej dopłacać do wody i utrzymywać niższe ceny, ale za kilka lat byłoby jeszcze gorzej, bo nic by się nie zmieniło – tłumaczy.
To potrwa jeszcze kilka lat
Docelowym rozwiązaniem ma być nowe ujęcie wody i hydrofornia w miejscowości Pawliszcze, która miałaby zasilać praktycznie całą gminę.
– Jeśli wybudujemy nowe ujęcie w tym miejscu to jakość wody będzie bardzo dobra – przekonuje burmistrz.

Jednocześnie przyznaje, że cały proces jest niezwykle długi i trzeba się uzbroić w cierpliwość.
– Niestety to proces długofalowy. No nie da się tego zrobić szybko. O ile wybudowanie drogi to jest proces o wiele szybszy, o tyle budowa wodociągów wymaga długiego okresu – dodaje.
Jak wylicza, prace przygotowawcze trwają już od 2020 roku: najpierw powstała koncepcja przygotowana przez Politechnikę Lubelską, później wykonano odwierty, badania jakości i wydajności wody, a obecnie trwa projektowanie nowego ujęcia.
– Najpierw musimy mieć pozwolenie na budowę. Później trzeba uzyskać środki zewnętrzne i wtedy dopiero budować. A to niestety to są drogie inwestycje – podkreśla.
Realny termin realizacji inwestycji to lata 2027-2030, ale pod warunkiem zdobycia dofinansowania.
Do tego czasu mieszkańcy gminy prawdopodobnie nadal będą musieli mierzyć się z kolejnymi awariami, przerwami w dostawie wody i problemami starej, wyeksploatowanej sieci wodociągowej.

Napisz komentarz
Komentarze