Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 31 października 2026 18:07
Przeczytaj!
Reklama
Reklama

Oskarżeni twierdzą, że nie zawinili. Sąd zdecyduje w sprawie tygrysów

Ruszył proces w sprawie transportu tygrysów, który ponad 3 lata temu utknął na przejściu granicznym w Koroszczynie. Na ławie oskarżonych zasiadło dwóch weterynarzy z inspektoratu granicznego i trzech cudzoziemców transportujących tygrysy z Włoch do Dagestanu. Nie przyznają się do zarzutów stawianych im przez prokuraturę.
Oskarżeni twierdzą, że nie zawinili. Sąd zdecyduje w sprawie tygrysów
Ruszył proces w sprawie transportu tygrysów, który utknął na przejściu granicznym w Koroszczynie. Na ławie oskarżonych zasiadło m.in. dwóch weterynarzy

Autor: Joanna Danielewicz

31 marca w Sądzie Rejonowym w Białej Podlaskiej ruszył proces, w którym prokuratura oskarża dwóch weterynarzy, dwóch włoskich kierowców i Rosjanina, o to co przydarzyło się tygrysom transportowanym z Włoch do Rosji jesienią 2019 roku.

Osoby, które uczestniczyły w transporcie zwierząt, czyli Włosi i Rosjanin, oskarżone są o znęcanie się nad zwierzętami poprzez niezapewnienie odpowiednich warunków w trakcie podróży, doprowadzenie do ich cierpienia i pogorszenia ich dobrostanu. Nie przyznają się do winy. Weterynarz graniczny Jarosław Nestorowicz oskarżony jest o niedopełnienie obowiązków, natomiast Eugeniusz Karpiuk, który bezpośrednio dokonywał kontroli weterynaryjnej, ma te same zarzuty i dodatkowo zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Obaj weterynarze uważają, że są niewinni, chcą występować pod pełnymi nazwiskami i nie chcą utajniać wizerunku.

Prokurator Przemysław Goławski, odczytując akt oskarżenia, zarzut niedopełnienia obowiązków przez weterynarzy opisywał tak: – Posiadając niewiarygodne informacje o długotrwałym transporcie 10 tygrysów na trasie z Republiki Włoch do Dagestanu na terenie Federacji Rosyjskiej, braku lub wadliwości wymaganej dokumentacji, pogarszającym się stanie zdrowia zwierząt, a także zakończonych niepowodzeniem próbach przewiezienia ich przez granicę Republiki Białorusi, której władze odmówiły dokonania odprawy celnej i wjazdu na swoje terytorium, oraz dysponując wiedzą o warunkach, w jakich odbywa się przewóz zwierząt, zaniechał niezwłocznego sprawdzenia ich stanu zdrowia i podjęcia działań na rzecz ochrony zwierząt, w szczególności odnoszących się do poprawy dobrostanu, przez co działał na szkodę porządku prawnego w zakresie przeciwdziałania cierpieniu zwierząt.

Transport źle przygotowany?

Jarosław Nestorowicz na stanowisku granicznego lekarza weterynarii od 30 lat, twierdzi, że nie złamał prawa. – Kontrola wewnętrzna nie wykazała uchybień przy prowadzeniu tej sprawy. Dokumentacja przekazana została Głównemu Lekarzowi Weterynarii, który również nie dopatrzył się uchybień. Rzecznik odpowiedzialności zawodowej nie stawiał ani mnie, ani innym pracownikom inspektoratu zarzutów – wyliczał przed sądem, składając obszerne wyjaśnienia, Jarosław Nestorowicz.

Jego zdaniem transport tygrysów był źle zorganizowany już we Włoszech. Lekarze na granicy nie mieli wiedzy o jego skierowaniu na przejście graniczne w Koroszczynie, do momentu w którym się pojawił, bo nie wydano komunikatu w systemie informatycznym, który awizuje tego typu transporty i zaświadcza że zostały przygotowane zgodnie z przepisami unijnymi. 

– Nie mieliśmy więc wiedzy wcześniej, że taki transport przyjedzie, Dopiero gdy się pojawił inspektorzy mogli go obejrzeć i stwierdzić jego stan  – wyjaśniał lekarz graniczny. 

Dokumenty, które inspektorzy powinni dostać w wersji elektronicznej przed pojawieniem się transportu, otrzymali w wersji papierowej dopiero od jego rosyjskiego opiekuna, który towarzyszył tygrysom w podróży. – Doktor Karpiuk zauważył że brakuje urzędowego świadectwa zdrowia tygrysów, które jak wiemy z doświadczenia, jest wymagane przez służby białoruskie – mówił lek. wet. Nestorowicz. – Pan Rinat V. zapewnił, że ten dokument jest na Białorusi.

Transport z przejścia w Koroszczynie odjechał 25 października po 11.00, by po 21.00 tego dnia pojawić się z powrotem. Okazało się, że kierowcy z Włoch nie mają wiz i na Białoruś nie mogą wjechać. Z ich zeznań wiemy, że po cofnięciu z granicy białoruskiej podjęli decyzję, że za kierownicą samochodu siądzie Rinat V. Przejedzie z tygrysami przez granicę, a później wróci, by oddać Włochom samochód. W zeznaniach obcokrajowcy zapewniają bowiem, że w Brześciu zaplanowany był popas dla zwierząt. Tą kwestią zajmowała się dyrektor ogrodu zoologicznego w Dagestanie, która tygrysy z Włoch nabyła.

- W nocy z 25 na 26 października Rinat V. wyjechał na przejście w Białousi. Nie było go całą sobotę. Transport został cofnięty z przejścia na Białorusi i wrócił do Koroszczyna. Jak później liczyliśmy, po 21 godzinach – zeznał Nestorowicz. - Białorusini cofnęli transport, bo nie miał oryginalnych świadectw weterynaryjnych zdrowia tygrysów i była jakaś pomyłka w dokumentach związana z numerem pojazdu. Pan Rinat miał elektroniczną wersję dokumentów, które chcieli Białorusini, ale oni zażądali oryginałów ze znakiem wodnym – relacjonował przed sądem Jarosław Nestorowicz. Mówi, że obejrzał zwierzęta w poniedziałek 28 października, w godzinach 7.30 – 8.30. 

– Ponieważ wyjazd na Białoruś był coraz bardziej niepewny, a pan Rinat V. się przy tym upierał, podjąłem decyzję o szukaniu miejsca rozładunku dla tych zwierząt – wspomina Nestorowicz.

O pomoc prosił Biuro ds. Granic w GIW, informacja poszła do ministerstwa środowiska, administracji celnej, wojewódzkich lekarzy weterynarii. – Od razu dostałem informację, że odmówiło ZOO w Zamościu i Warszawie – wspomina . – Miałem kontakt z dyrekcją ZOO w Poznaniu. Dyrektor poinformowała mnie, że mogą przyjąć 3 tygrysy, jeśli zapewnimy finansowanie pobytu. Ja nie mam środków w budżecie na takie cele. Natomiast zaproponowała, że wyśle osoby z doświadczeniem w opiece nad takimi zwierzętami i lekarza weterynarii, który zna się na dużych dzikich kotach.

Jak mówi lekarz graniczny w tym czasie inspektorzy sprawdzali kondycję zwierząt, pilnowali, by były karmione i pojone, ale miejsca na ich wyładunek nie zdołali zorganizować. – Uważam, że wszyscy pracownicy inspektoratu zrobili co możliwe dla poprawy dobrostanu tych zwierząt, przy równoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa publicznego na przejściu granicznym – dodał Jarosław Nestorowicz.

Zwierzęta bezpośrednio po ich przybyciu na granicę kontrolował Eugeniusz Karpiuk, 30 lat w zawodzie. – Kontrole przeprowadzono w reżimie zapewnienia bezpieczeństwa kontrolujących i innych obecnych na terminalu. Nie było możliwości wyładowania klatek ani ich przesunięcia wewnątrz samochodu. Widzieliśmy około 5 zwierząt przez klapę tylną i boczną. Te nie były osłabione, nie miały otarć ani ran – wspomina Karpiuk, i zaznacza, że kontrola na trasie wyjazdowej z kraju dotyczy sprawdzenia ogólnego dobrostanu. Dopiero zwierzęta wjeżdżające do kraju są badane pod względem kondycji klinicznej. - W momencie gdy zwierzęta trafiły do Koroszczyna, stwierdziliśmy że są w stanie, który pozwala im kontynuować podróż do Brześcia, gdzie jak zapewniano, miały być wyładowane na odpoczynek – mówił doktor Karpiuk.

Problem zaczął się , gdy zwierzęta wróciły z przejścia białoruskiego po raz drugi. 

– Wiedzieliśmy, że nie mamy miejsca na ich rozładunek. Organizatorzy transportu nie mieli natomiast żadnego planu awaryjnego na taką sytuację – wspomina Karpiuk.

Przez weekend sytuacja się pogorszyła, jak wspomina lekarz zwierzęta były zmęczone, opiekunowie zdezorientowani. – Gdy dobrostan zwierząt się pogarsza, a transport przedłuża, trzeba podjąć decyzję gdzie go wysłać, by rozładować. Do Włoch było trzy dni drogi, do Brześcia 3 godziny. Lepiej było wysłać do Brześcia.

To zdaniem Eugeniusza Karpiuka decydowało o niepodejmowaniu decyzji o cofnięciu transportu. Liczono, że w poniedziałek 28 października rosyjski opiekun zwierząt skompletuje dokumenty i przejedzie granicę.

Nikt nie odpowiadał?

Rinat V., wysłany przez ZOO w Dagestanie do Włoch po transport tygrysów twierdzi, że miał go tylko nadzorować, takie zlecenie dostał od dyrekcji ZOO. Zawodowo zajmuje się transportami zwierząt dla różnych podmiotów. – Pojechałem, bo chciałem nawiązać kontakty i zwiedzić Rzym – zeznawał. Jego wyjaśnienia odczytała podczas posiedzenia sędzia Barbara Wójtowicz. Oskarżony nie ma możliwość wyjechać obecnie z Rosji do Polski. W zeznaniach składanych na etapie postępowania stwierdził, że za przygotowanie transportu nie odpowiadał. Włosi załadowali tygrysy do klatek, przygotowali ich dokumentację, zorganizowali samochód do przewozu oraz dwóch obsługujących transport mężczyzn. Rinat V. zaznaczył, że on jechał swoim samochodem. Mówi, że to Włosi decydowali o postojach i o karmieniu zwierząt. Pożywienie i wodę mieli przygotowaną przez organizatorów transportu. Twierdzi, że pomagał Włochom w karmieniu zwierząt, żeby było szybciej. Z Włoch do granicy polsko-białoruskiej jechali 30 godzin.

Zeznania Włochów również zostały odczytane przez sędzię. Marco A. zeznał, że został wynajęty przez firmę, w której pracuje, do wykonania transportu. Nigdy nie woził tygrysów, zajmował się transportem koni. – Moim zadaniem było dowieźć zwierzęta do Brześcia, nie rozmawiałem z cyrkiem organizującym transport, o jego warunkach – mówił Marco A. podczas przesłuchania na etapie postępowania. Mówił, że klatki w samochodzie zostały tak ustawione, by był do nich swobodny dostęp, żeby można było karmić i poić zwierzęta. Wspomina, że gdy transport utknął na granicy zwierzęta zaczęły się denerwować, rzucały się w klatkach, obijały o nie i przez to raniły.

Drugi z Włochów Alessio D. twierdzi, że w opiece nad tygrysami w ogóle nie uczestniczył, bo boi się tych zwierząt. Mówi, że za wizy dla nich odpowiadała strona rosyjska, a on nawet nie wiedział, że żeby wjechać na Białoruś, potrzebne są wizy. Twierdzi, że został wynajęty tylko do kierowania samochodem i wiedział, że ma dostarczyć transport do Brześcia.

Winni, niewinni

- Ta sprawa nie była inaczej nazywana jak transport śmierci. Tygrysy najpierw zostały wykorzystane dla ohydnej rozrywki w cyrku. Dzisiaj oskarżeni stwierdzili, że tygrysy były zdolne do transportu i miały prawidłowe warunki. Były transportowane w klatkach, w których nie mogły nawet się wyprostować, jechały samochodem przystosowanym do przewozu koni, a lekarze weterynarii stwierdzili, że transport był prawidłowy. Wreszcie stwierdzili, że były zdolne do dalszego transportu, podczas gdy jeden z tygrysów tego transportu nie przeżył – odnosił się do złożonych przez oskarżonych zeznań mec. Katarzyna Topczewska, pełnomocnik Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt VIVA, pełniącej funkcję oskarżyciela posiłkowego. - Ten transport nie miał prawa przejechać przez granice Polski, a przejechał dwa razy. Powinien być natychmiast zatrzymany, a lekarze powinni podjąć natychmiast działania, by ten transport rozładować. Lekarze weterynarii powinni znać dokument pod tytułem Ustawa o ochronie zwierząt, on nie jest długi. Kwestia odbioru zwierząt, których życie i zdrowie jest zagrożone, została opisana w pierwszych 7 artykułach i lekarze powinni byli te przepisy bezzwłocznie zastosować.

Uważa, że "dobre samopoczucie" oskarżonych jest dla niej niezrozumiałe. - Wszyscy oskarżeni zdają się świetnie czuć z tą sytuacją, twierdzą że dopełnili wszystkich obowiązków, tylko że finał jest taki, że jedno zwierzę nie przeżyło, pozostałe były w stanie bezpośredniego zagrożenia życia – konkluduje.

Natomiast mec. Adam Szkodziński, pełnomocnik weterynarzy z inspektoratu granicznego w Koroszczynie kwestię odpowiedzialności widzi inaczej: 

- Obarczenie odpowiedzialnością lekarzy, urzędników państwowych w tej bardzo trudnej sytuacji jest niesprawiedliwe i krzywdzące.  Zrobili wszystko, żeby pomóc tym tygrysom. Przestrzegali przepisów prawa, realizowali rozporządzenie unijne. Wiedząc o tym, że punkt odpoczynku zwierząt miał być 15 km od Koroszczyna, czyli w Brześciu, ich działania zmierzały do jak najszybszego rozładunku tych zwierząt. Niestety włoskie służby lekarsko-weterynaryjne zezwoliły na  transport w tym stanie, nawet nie widząc tygrysów w momencie wyjazdu. 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Kronika Tygodnia

Chcesz częściej widzieć nasze newsy?

Dodaj Kronikę Tygodnia do preferowanych źródeł w Google i bądź bliżej najważniejszych spraw z regionu.

Reklama
Konkurs syndyka - nieruchomość w miejscowości Siemierz Cena: 16000 PLN Syndyk masy upadłości Barbary Rogowskiej , osoby fizycznej nieprowadzącej działalności gospodarczej zaprasza do składania pisemnych ofert w konkursie na sprzedaż wchodzącego w skład masy upadłości prawa własności nieruchomości gruntowej niezabudowanej obejmującej działkę ewidencyjną nr 1055 oraz działkę ewidencyjną nr 1665 o łącznej powierzchni 1,427 ha, położonej w miejscowości Siemierz, gminie Rachanie, powiecie tomaszowskim, dla której Sąd Rejonowy w Tomaszowie Lubelskim, IV Wydział Ksiąg Wieczystych prowadzi księgę wieczystą numer ZA1T/00070216/0. Sprzedaż dokonywana jest w postępowaniu upadłościowym prowadzonym w Sądzie Rejonowym dla Krakowa - Śródmieścia w Krakowie VIII Wydział Gospodarczy dla spraw upadłościowych i restrukturyzacyjnych pod sygn. akt: KR1S/GUp-s/834/2025 przez syndyka z wolnej ręki. Podstawą prawną sprzedaży nieruchomości jest art. 311 ust. 1, w zw. z art. 49111a ust. 1 ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe oraz inne właściwe przepisy prawa. Cena wywoławcza nieruchomości wynosi 16.000,00 zł (słownie: szesnaście tysięcy złotych i zero groszy). Termin składania pisemnych ofert do kancelarii syndyka oraz wpłacania przez oferentów wadium w kwocie 1.600,00 zł na rachunek bankowy masy upadłości podany w szczegółowych warunkach konkursu, pod rygorem odrzucenia oferty, upływa w dniu 23 listopada 2026 r. (decyduje data wpływu wadium na rachunek bankowy masy oraz wpływu oferty do Kancelarii Syndyka), natomiast otwarcie ofert, przeprowadzenie konkursu oraz ewentualnej licytacji nastąpią w dniu 24 listopada 2026 r. o godzinie 1000 w Kancelarii Syndyka Pauliny Duwer przy ul. św. Marka 7-9/2 w Krakowie. Osoby zainteresowane udziałem w rozstrzygnięciu konkursu ofert mogą uczestniczyć osobiście albo za pośrednictwem wideokonferencji przy wykorzystaniu platformy Zoom zgłaszając syndykowi chęć udziału w trybie zdalnym najpóźniej do dnia składania pisemnych ofert. Wadium wpłacone przez oferenta, którego oferta zostanie przyjęta, podlega zaliczeniu na poczet ceny nabycia, a pozostałym uczestnikom konkursu zostanie niezwłocznie zwrócone w terminie do siedmiu dni od daty rozstrzygnięcia konkursu. Syndyk zachowa wpłacone wadium, jeżeli oferent, którego oferta została przyjęta, nie dokona wpłaty całej ceny lub uchyli się od zawarcia umowy w terminie do trzech miesięcy od daty rozstrzygnięcia konkursu. Szczegółowe informacje o przedmiocie sprzedaży oraz o szczegółowych warunkach konkursu ofert, w tym wymogach formalnych oferty, sposobie wpłacania wadium, sposobu dokonania zgłoszenia chęci uczestnictwa w rozstrzygnięciu konkursu w formie zdalnej, czy innych warunkach sprzedaży można uzyskać w godzinach 900 - 1500 osobiście w Kancelarii w Krakowie przy ul. św. Marka 7-9/2, a także pocztą elektroniczną. Zapytania proszę kierować na adres e-mail: [email protected], ewentualnie telefonicznie pod numerami (12) 623 54 21 lub +48 795 822 426. Oględziny nieruchomości możliwe są w każdym czasie (działki nie są ogrodzone). Syndyk zastrzega sobie prawo odwołania lub zamknięcia konkursu bez wybrania oferty, swobodnego wyboru oferty bez przeprowadzenia licytacji jak również unieważnienia konkursu lub licytacji bez podania przyczyny. Data dodania ogłoszenia: 30.10.2026 Konkurs syndyka - nieruchomość w miejscowości Siemierz
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama Baner reklamowy B1 firmy WORK CENTRE
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Seba. Treść komentarza: Jaki z Ciebie Polak bezczelna gnido smrodzie o parszywym pysku jak i ci ktorych popierasz takiego sutenera i alfonsa z Grand Hotelu w Sopocie . Ten czlowiek nie ma honoru i wstydu za grosz . Pluc wam w oczy a jeden z drugim powiesz ze pada deszcz , a Kosmita napisał sluszna prawde i go popieram a ciebie to zabolalo. A Ty blaznie i prorosyjski patolu z obsrana koszula w zębach przynosisz wstyd stojąc jak śmiec pod brama Trybunału Konstytucji w W-wie . Data dodania komentarza: 31.10.2026, 17:56 Źródło komentarza: Masowa akcja "Trzeźwość" na drogach powiatu hrubieszowskiego Autor komentarza: Polak Treść komentarza: On nic nie musi mieć w rękach , wystarczy że podszedł by do ciebie to byś się Zesrał jak czarzasty w POlu , POtem by ci tylko dał z plaskacza aż byś w to gówno siadł lewaku ! Ale tego nie zrobi , bo nie będzie se w gównie babrał , dlatego stój jak obsrany uj na paradzie pedalskiej ! Data dodania komentarza: 31.10.2026, 17:07 Źródło komentarza: Masowa akcja "Trzeźwość" na drogach powiatu hrubieszowskiego Autor komentarza: Do pampersa vel folksdojcza Treść komentarza: A ty powiedz starej żeby tak często koloru szminki nie zmieniała Data dodania komentarza: 31.10.2026, 17:06 Źródło komentarza: Tajemnicze zaginiecie nad Bugiem, czy rzeka skrywa tajemnicę? Mija rok od zaginięcia Damiana Autor komentarza: Kosmita Treść komentarza: Obwołując Pana Nawrockiego godnością Naczelnego Kibola Rzeczypospolitej, zapomniano o pewnych detalach, zwanych też insygniami władzy. Uważam, że każdy Ludziak dostępując zaszczytu związanego z WŁADZOWANIEM nad społecznością, zwaną też narodem, powinien demonstrować siebie za pomocą atrybutów, charakteryzujących jego dokonania życiowe i pochodzenie. Kiedyś królowie mieli berła, korony oraz jabłka, jako symbole władzowania. Nie będę tu tłumaczył znaczenia tych przeminiętych symboli królowania. Zastanówmy się, co Panu Nawrockiemu mogłoby się przydać i co Go najlepiej charakteryzuje jako Ludziaka PIERWSZEGO POLAKA? Mam propozycję, zamiast berła obdarzyć Pana Nawrockiego BEJSBOLEM, wykonanym z najstarszego rosnącego DĘBU, pamiętającego jeszcze czasy Mieszka I. To zamiast berła. Jako, że burz dziejowych nie przetrwały korony Piastów, to tu proponuję KASK BOKSERSKI a zamiast jabłka KASTET. Dziś takie atrybuty władzy jak znalazł, bądźmy w końcu nowocześni. Tak, Pan Nawrocki STWORZAKA KOPYTNEGO ma, więc wyposażony w powyższe insygnia dziś by zrobił porządek raz i po wsze czasy z tym TK. Wtedy Wieniawa, to może się schować ze swoimi kawaleryjskimi dokonaniami. Data dodania komentarza: 31.10.2026, 14:36 Źródło komentarza: Masowa akcja "Trzeźwość" na drogach powiatu hrubieszowskiego Autor komentarza: Trudno zrozumiec. Treść komentarza: Tak jak zachował sie czlowiek Nawrocki to jest nieprawdopodobne . Przyniósł wstyd i hańbę dla naszego kraju . Bezszczelne zachowanie na niespotykana skale . Brakowało mu tylko kija bejsbolowego jakiego używał w ustawkach ze swoimi kolesiami szajki przestępczej . Do czego to doszło zeby tacy ludzie ktorzy stoją przed trybunałem pluli na policjanta, zachowując sie jak bydło ! Data dodania komentarza: 31.10.2026, 12:54 Źródło komentarza: Masowa akcja "Trzeźwość" na drogach powiatu hrubieszowskiego Autor komentarza: Z Treść komentarza: Nic ująć. A dodać wypada, że masowe łapanki, nazywane akcjami "Trzeźwość", są niezbyt zgodne z prawem. Data dodania komentarza: 31.10.2026, 11:41 Źródło komentarza: Masowa akcja "Trzeźwość" na drogach powiatu hrubieszowskiego
Reklama
Reklama
Reklama