Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 22 października 2026 04:53
Przeczytaj!
Reklama
Reklama

Rocznica bitwy pod Osuchami: Dziennik pisany w matni

"Od rana natrętny terkot karabinów maszynowych. A więc zaczęło się. Niemcy rozpoczęli od dawna oczekiwaną akcję na las" – pisał 21 czerwca 1944 r. (o godz. 8) Konrad Bartoszewski ps. Wir, legendarny dowódca AK, uczestnik bitwy pod Osuchami. "Walczy przypuszczalnie oddział "Corda". Czekam na rozkaz od Kaliny. Niezręcznie maskowane podniecenie dostrzec można na twarzach chłopców".
Rocznica bitwy pod Osuchami: Dziennik pisany w matni
Rekonstrukcja bitwy pod Osuchami. Na zdjęciu grupy rekonstrukcyjne.

Autor: Bogdan Nowak

Obszerne fragmenty wspomnień "Wira" (zostały przysłane przez autora w 1963 r. na konkurs ogłoszony przez "Wrocławski Tygodnik Katolicki") pojawiły się jakiś czas temu na łamach "Kroniki Tygodnia". Zostały one przygotowane przez autora m.in. na podstawie dziennika spisanego przez niego podczas bitwy pod Osuchami. Oryginał tego dokumentu nie zachował się. Jednak "Wir", jeszcze w latach 60. ub. wieku, opracował ów dziennik (zachował się w maszynopisie). 
Ta żywa, wartka, pisana "na gorąco" relacja jest wyjątkowa, bezcenna. Została opublikowana m.in. w 2003 r. w pierwszym numerze "Zeszytów Osuchowskich". Przypominamy jej fragmenty.

W ciemnościach
Konrad Bartoszewski był porucznikiem rezerwy WP, komendantem rejonu AK Józefów w obwodzie biłgorajskim, ps. "Wir", "Zadora", "Łada". Zasłynął jako jeden z najzdolniejszych dowódców polskiego podziemia niepodległościowego. W drugiej połowie czerwca 1944 r. znalazł się wraz ze swoim oddziałem w niemieckim okrążeniu, w Puszczy Solskiej. Polskie zgrupowanie liczyło wówczas ok. 1,2 tys. partyzantów. "Leśni" musieli stawić czoła świetnie uzbrojonym, niemieckim oddziałom. Liczyły one ok. 30 tys. żołnierzy!     
"Przybywają oddziały "Corda" (chodzi o Józefa Steglińskiego) i "Rysia" (Stanisław Basaj). Jak przewidywaliśmy "Cord" stoczył rano walkę. Wycofał się bez strat. W obozie tłok (było to miejsce koncentracji oddziałów – przyp. red.). Obawiam się nalotów. Ale jest nas więcej. Samotność nie zawsze krzepi. Chętnie dzielimy się naszym niepokojem z innymi" – pisał "Wir" 21 czerwca 1944 r. (o godz. 12). A dzień później w swoim dzienniku notował: "Bliskie strzały z rejonu obozu "Woyny" (chodzi o Adama Haniewicza). Wysyłam patrol do szpitala. Telefon od "Kaliny" (to major Edward Markiewicz, dowódca całego zgrupowania). Nakazuje pogotowie marszowe i podaje trasę marszu. Nareszcie". 
O godz. 9 do obozu nadciągnęła kompania "Woyny". Przybył także sztab inspektoratu. "Odprawa. "Kalina" podaje trasę marszu i kolejność oddziałów. Mam ubezpieczać kolumnę od tyłu" – notował "Wir". 
W południe Bartoszewski i dowodzeni przez niego partyzanci dotarli do gajówki Dębowiec. W ten sposób partyzanci opuścili las położony pomiędzy szosami Biłgoraj – Zwierzyniec i Aleksandrów – Józefów. "Spotykamy oddziały radzieckie. Mży deszcz. Z opuszczonego kompleksu leśnego dochodzą odgłosy kanonady" – czytamy w dzienniku. "To jednak nie walka. Niemcy ostrzeliwują każde podejrzane miejsce i kładą ogień artylerii przed posuwającą się w głąb lasu piechotą. Drażniąca jest ta dokładność i metodyczność ich poczynań". 
Partyzanci dotarli do gęstego lasu nad Nepryszką, a potem zamierzali ruszyć w kierunku Karczmisk. "Wir" miał wiele wątpliwości na temat tego kierunku marszu. "Błotnistymi duktami posuwamy się w głąb Puszczy Solskiej, ku dolinie Sopotu. Ściemnia się tu wcześnie" – notował. "Oddziały zapadają na nocleg (...). Odprawa. "Kalina" przedstawia swój plan wyjścia z kotła następnej nocy między Pardysówką i Hamernią (obok folwarku Izbice – przyp. red.). Mam niejakie wątpliwości. W tym kierunku poszedł niedawno jakiś oddziałek radziecki. Jutro będzie tam trudno coś zrobić. Tłumię w sobie swój krytycyzm (...). Parno i duszno. Tak musi być zawsze w pułapce. Artyleria niemiecka maca las ogniem nękającym. Od czasu do czasu pada gdzieś blisko z poświstem pocisk, wypełniając wszystko wybuchem". 
To negatywnie działało na psychikę "leśnych". "Wyczuwa się w tych wilgotnych ciemnościach obecność wroga. Zaciskanie żelaznej obręczy obławy" – notował "Wir".

Zazdroszczę moim chłopcom
23 czerwca 1944 r., przed południem, autor dziennika zauważył: "Przechodzi koło nas oddział radziecki, który w nocy próbował wyjść z kotła. Nie udało się. Mają rannych. Nasza służba sanitarna udziela im pomocy (w nocy z 23 na 24 czerwca Sowieci, bez porozumienia z "Kaliną" sforsowali Tanew w okolicach wsi Kozaki i przerwali pierścień okrążenia – przyp. red.) (...) Odprawa u "Kaliny". Mamy przesunąć się za Sopot. Przechodzimy rzekę i zapadamy w gęstych zagajnikach. Ostrzelał nas niemiecki samolot wywiadowczy. Strat nie ma. Obok obozuje większy oddział radziecki. "Kalina" pertraktuje z dowódcami radzieckimi". 
W południe tego dnia doszło do walki. "Strzały nad rzeką. Pociski sieką po gałęziach. Kilka strzałów z małokalibrowych działek. Rozwijam kompanię i szybko posuwamy się ku rzece. Ogień przeciwnika słabnie, nasz wzmaga się" – notował "Wir". "Wychodzimy z zagajników. Za rzeką dwa czołgi niemieckie i wycofujący się Niemcy. Był to spory oddział rozpoznawczy, który usiłował przekroczyć rzekę. Ubezpieczający nas od tej strony oddział "Woyny", wsparty przez "Corda", odrzucił Niemców bez trudności (...), okopujemy się wzdłuż Sopotu. Mamy rannych. Mimo to nastroje wyraźnie poprawiają się". 
Nad Sopotem zostaje tylko oddział "Topoli" (Jana Kryka). W tym czasie odbywają się kolejne odprawy dowódców oddziałów. Nie podnoszą one jakoś "leśnych" na duchu. 
"Jedzie obok mnie "Kruk" (Stanisław Makuch). Krytycznie ocenia decyzję "Kaliny" pozostania w kręgu obławy" – pisał m.in. Konrad Bartoszewski 24 czerwca. "Twierdził, że przed kilku dniami można było wyjść z kotła bez walki. Wiem o tym dobrze. Razem z "Cordem" przedkładaliśmy mu taki plan (...). Odpoczywamy w wysokim, podmokłym lesie. Znowu mży deszcz. Zatraciłem zupełnie rachubę czasu. Sytuację ratuje zrzutowy zegarek (...). Znowu zatrzymujemy się na skraju szerokiej, leśnej łąki (...). Ubezpieczam kolumnę od czoła. Całością dowodzi "Miecz" (Mieczysław Rakoczy). "Kalina" oddalił się niedawno od oddziału z jednym gońcem. I oto przybywa ów goniec z rozkazem, aby kolumna pociągnęła w oznaczone przez niego miejsce, gdzie czeka z oddziałem "Topoli". 
Wydarzyło się wówczas coś bardzo dziwnego... Major "Kalina" w niewyjaśnionych okolicznościach zginął w lesie od kuli. Jedni historycy twierdzą, że popełnił samobójstwo, inni winą za jego śmierć obarczają agentów NKWD. Tak czy owak, sytuacja "leśnych" stawała się coraz bardziej nerwowa. 
"Po przybyciu we wskazane miejsce nie zastaliśmy nikogo. Przeczuwam coś niedobrego (...)" – pisał "Wir". "Jesteśmy znowu nad Sopotem. Podjeżdżam do naszych ubezpieczeń. Widać stąd patrole nieprzyjacielskie, a za nimi tyralierę piechoty niemieckiej posuwającą się ze wschodu na zachód. Niemcy przeczesują kompleks leśny na północ od rzeki (...). Dokładna robota. Przed posuwające się oddziały Niemcy kładą ogień artyleryjski. "Miecz" proponuje mi opracowanie planu działania". 
Nie było wielkiego wyboru. "Jedyna możliwość jaką widzę, to przebicie się przez kordon obławy pod Osuchami. Zdaję sobie sprawę z ryzyka tego przedsięwzięcia. Tam znajdą się dziś w nocy jednostki biorące udział w przeczesywaniu północnego kompleksu. Ale jednocześnie miejsce najdogodniejsze, tak ze względu na to, że przechodzimy obydwa schodzące się trakty, jak i ze względu na to, że rzeka nie biegnie tam głębokiej dolinie" – pisał autor dziennika. "Poza tym, w dużym, ale zmęczonym obławą zgrupowaniu, czujność będzie mniejsza. Plan ma jednak przeciwników i ostatecznie nie jest zaaprobowany. Będziemy się przebijać między Fryszarką i Karczmiskami".
O godz. 12 Konrad Bartoszewski natomiast notował: "Ostatnie przygotowania do walki i marszu. Nastroje dobre. Zazdroszczę moim chłopcom, że są tacy ufni".
Jednak decyzja o miejscu przebicia okrążenia znowu została zmieniona... 

Jednym życie, innym śmierć
"Ściemniło się dziś wcześnie. Niebawem będziemy u celu. Jadę z "Krukiem" na czele kolumny. Nadbiega ktoś ze szpicy. Zatrzymuję kolumnę (...)" – notował "Wir" w dzienniku pod datą 24 czerwca (o godz. 21.30). "Przed nami Niemcy. Brzęk oporządzenia, szczekanie psów (...). Jesteśmy więc w kociołku o niewielkich rozmiarach. Przebijać się tu na styku dwu linii byłoby szaleństwem. Za linią obławy muszą być poważne rezerwy i zaledwie kilka kilometrów lasu". 
Inne kierunki także były bardzo ryzykowne. "Na północ, trzeba by forsować głęboką dolinę Sopotu, za którą okopani są Niemcy, a do tego w każdej chwili groziłaby od tyłu interwencja oddziałów, które mamy za sobą (...). Przedstawiam sytuację "Mieczowi". Pozostawia mi wolną rękę. A więc Osuchy"  – pisał Konrad Bartoszewski. Natomiast w zapiskach z godz. 23 czytamy: "Trudny, szybki marsz. Mamy przed sobą ok. siedmiu kilometrów ciężkiej drogi, w zupełnych ciemnościach, tunelem, który tworzy starodrzew sklepiony nad naszymi głowami. Na odległość kilku kroków nic nie widać. Teraz pojąłem ryzyko mojego planu. Czas. Czy wystarczy go na przygotowanie natarcia?". 
A tak "Wir" pisał tego dnia w dzienniku o godz. 23.30 i o godz. 24. "Droga rozszerza się, przechodzi w bród. Szerokie rozlewisko. Zrobiło się jaśniej. Kilka gwiazd, które wymknęły się szybko przesuwającym się po niebie obłokom, odbija się w jeziorku. Koń zatrzymał się, sięgając pyskiem wody. Puściłem wodze. Gdzieś z boku za sobą słyszę chlupot idących żołnierzy. Odszedł gdzieś niepokój. Została pustka. Przecież nie ma już wyboru (...). Ostatnia odprawa. Nowy cios. W czasie szybkiego marszu zgubił się oddział "Woyny" i część oddziału "Rysia"". 
Pierwsze godziny 25 czerwca 1944 r. były dla partyzantów "Wira" szczególnie ważne. Sytuacja potoczyła się błyskawicznie. "Jesteśmy na miejscu (ok. godz. 0.30). W tym momencie na wschód od nas strzały. Walka. Nasilenie ognia wzrasta. "Topola", "Woyna", może oba oddziały razem... Sytuacja się komplikuje. Nie ma czasu na stracenie. Wysyłam patrol z "Krukiem" na rozpoznanie (...). Wraca "Kruk". Niemców z tej strony Sopotu nie ma. Wszystko gotowe (to relacja z godz. 1.40 – przyp. red.). Teraz już tylko jedno słowo: "marsz". I pójdą. Jak wiele znaczy to słowo (...). Dla jednych życie, dla drugich śmierć. Wsiadam na konia. "Marsz!". 

Więcej o tej fascynującej historii przeczytają Państwo w najnowszym numerze Kroniki Tygodnia i e-wydaniu. 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Kronika Tygodnia

Chcesz częściej widzieć nasze newsy?

Dodaj Kronikę Tygodnia do preferowanych źródeł w Google i bądź bliżej najważniejszych spraw z regionu.

Reklama
Kawalerka po remoncie 35 m² z balkonem – centrum Hrubieszowa Cena: 310000 PLN Na sprzedaż funkcjonalna kawalerka o powierzchni 35 m², położone na parterze bloku przy ul. Piłsudskiego w Hrubieszowie.Lokal jest po remoncie, dzięki czemu nowy właściciel może wprowadzić się bez konieczności ponoszenia dużych nakładów na start.Dużym atutem mieszkania jest balkon, który zwiększa komfort codziennego użytkowania, a położenie na parterze będzie szczególnie wygodne dla seniorów, rodzin z małym dzieckiem czy osób, które nie chcą korzystać ze schodów.Do mieszkania przynależy również piwnica o powierzchni 2,85 m², zapewniająca dodatkowe miejsce do przechowywania.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 35 m²partermieszkanie po remonciebalkonpiwnica: 2,85 m²lokalizacja: Hrubieszów, ul. Piłsudskiegobezpośrednie sąsiedztwo dworca autobusowegobardzo dobra lokalizacja w centrum miejskiej infrastrukturyNieruchomość znajduje się w miejscu zapewniającym wygodny dostęp do najważniejszych punktów miasta. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, komunikacja, placówki medyczne oraz inne elementy codziennej infrastruktury.To dobra propozycja zarówno dla osoby poszukującej mieszkania dla siebie, jak również pod wynajem — centralna lokalizacja i niewielki metraż mogą być dużym atutem inwestycyjnym.Cena: 310 000 złZapraszam do kontaktu i umówienia prezentacji mieszkania.Monika Hart723 771 [email protected]ółnoc Biuro Nieruchomości Zamośćul. Żeromskiego 3 Bezpłatnie pomagamy w formalnościach związanych z uzyskaniem kredytu na zakup nieruchomości. Nasz doradca kredytowy bezpłatnie sprawdzi Twoją zdolność kredytową i przedstawi najlepsze oferty z ponad 10 banków.Posiadasz podobną nieruchomość? Skorzystaj z bezpłatnej konsultacji – odpowiemy na pytania dotyczące ceny, procesu sprzedaży oraz możliwości poprawy atrakcyjności oferty.Oferujemy również:•⁠ ⁠Pośrednictwo w kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.•⁠ ⁠Pomoc w sprzedaży nieruchomości o skomplikowanej sytuacji prawnej.•⁠ ⁠Rzetelne oceny wartości nieruchomości.•⁠ ⁠Uzyskanie świadectwa energetycznego.Nie zwlekaj, zadzwoń już teraz!Oferta została przygotowana przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji. Data dodania ogłoszenia: 17.10.2026 Kawalerka po remoncie 35 m² z balkonem – centrum Hrubieszowa
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama Baner reklamowy B1 firmy WORK CENTRE
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: kibic Treść komentarza: aj szkoda :( ,można by było jezdzic i kibicować na mecze w Zawadzie np: SuchowiczTeam czy innych druzyn, ktore by tam grały Data dodania komentarza: 21.10.2026, 23:28 Źródło komentarza: MZK nie pojedzie do Szczebrzeszyna. Radni wstrzymali linię przez koszty samorządu Autor komentarza: Z ciekawości Treść komentarza: Ile relacji świadków, jeszcze żyjących zebrał IPN? To jest jakiś dramat, mając możliwości robi się tak mało, na co czekają? Aż wszyscy umrą? Data dodania komentarza: 21.10.2026, 22:01 Źródło komentarza: Wołyń – Pamięć Pokoleń w Tomaszowie Lubelskim. Dwa wykłady i wystawa Autor komentarza: Z TL 49 L. Treść komentarza: Ja tylko moge powiedziec tyle ze takiego złodziejstwa jakie bylo za rzadow PiSu i dranstwa w aferach nie bylo nawet za komuny jak mi wiadomo kochani . Data dodania komentarza: 21.10.2026, 20:25 Źródło komentarza: Emerytury 2027. Hojniejszej waloryzacji nie będzie Autor komentarza: Kosmita Treść komentarza: Tak przy środzie i względem powyższego KOMENTA, to wsłuchajmy się w słowa Mazurka Dąbrowskiego: Marsz, marsz Dąbrowski, Z ziemi włoskiej do Polski. Za twoim przewodem Złączym się z narodem. Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę, Będziem Polakami. Dał nam przykład Bonaparte, Jak zwyciężać mamy. Teraz rozważmy w czysto Ludziackim oglądzie sens słów powyższej pieśni. To ile kobiet, dzieci starców i powstańców włoskich, wyrżnęli Legioniści na rozkaz Napoleona np. w miejscowości Ferentino? Zdaje się parę ładnych tysięcy. Teraz weźmy Polaków oblegających Saragossę. W wyniku tej zacnej operacji straciło życie 50 000 Hiszpanów, że o gwałtach na zakonnicach i babinach już nie wspomnę. Ciekawostka, Polacy pod jarzmem niemiecko-rosyjsko-austryjackim, nawet się nie zająknęli, gdy Napoleon wydał im rozkaz stłumienia dążeń wolnościowych Hiszpanów. Na rozkaz tegoż Napoleona, Polacy wybili tysiące Murzynów z Haiti. Ale to byli Murzyni, więc Polacy są usprawiedliwieni, prawda?. Fakt, paru Polaków zrozumiało swój błąd i przeszli na stronę Haitańczyków. Ale co wytłukli, to wytłukli. To tylko kilka „wspaniałości” wycinankowych dokonań Polaków. Mało? Bardzo mnie interesuje jedna sprawa, ilu to Ukraińców, dawniej zwanych Rusinami, zostało wyciętych przez Polaków od czasu, gdy w 1018 roku Bolesław Chrobry wybrał się na Kijów? Czy aby to nie będą to MILIONY? Oni mają swojego Banderę a Wy macie Dmowskiego. A co ma do tego Dmowski? Pan Roman Dmowski był niechętny Ukraińcom i nie uważał Ich za naród, w związku z tym przez Ukraińców może być uznany za UKRAINOFOBIA. Pan Roman sprzeciwiał się niepodległości Ukrainy i uważał, że powstanie niepodległego państwa ukraińskiego jest niemożliwe i szkodliwe dla polskich interesów, postulując, aby ziemie te pozostały w sferze wpływów rosyjskich lub zostały podzielone. Traktował kwestię ukraińską jako zagrożenie. W jego ujęciu, rozwój świadomości ukraińskiej stanowił zagrożenie dla integralności Polski, co prowadziło do niechęci wobec ukraińskich dążeń niepodległościowych. Takie są fakty HISTORYCZNE. Cóż, ale to Polak, więc ma mnóstwo ulic w Polsce ze swoim imieniem. Jakie to POLACKO-KATOLACJE podejście do świata w koło, nieprawdaż? To teraz wszyscy stańcie na baczność i zaśpiewajcie, „Jeszcze….”, i tak dalej. W uzupełnieniu, poza Francją i Polską, Napoleon jest uważany za zbrodniarza. Dobranoc. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 19:01 Źródło komentarza: Pełny bak nawet 16 zł taniej. Nowe ceny paliw od 20 października Autor komentarza: prącisław Treść komentarza: wysyłają na upadlinę ile tylko mogą, a żymianin klaun i rada lwowa ogłasza rok 2027 rokiem upa i szuchewycza, to nie jest prowokacja ? tylko nie piszcie że to prowokacja Putina. ludzie obudźcie się zróbmy rok 2027 rokiem zamkniętej granicy dla wyznawców widlarzy i dzieciobójców Data dodania komentarza: 21.10.2026, 14:36 Źródło komentarza: Pełny bak nawet 16 zł taniej. Nowe ceny paliw od 20 października Autor komentarza: qwerty Treść komentarza: Jeśli można coś podpowiedzieć, to niech w przyszłości organizatorzy zgłaszają turniej w portalu chessarbiter. Zapewne jest wielu szachistów (np.ja), którzy byliby skłonni wystartować, ale zwyczajnie nie wiedzieli o zawodach. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 11:16 Źródło komentarza: Szachiści rywalizowali o Puchar Burmistrza Lubyczy Królewskiej
Reklama
Reklama
Reklama