Dzisiejsza dominacja kobiet na szczeblu habilitacyjnym to finał drogi rozpoczętej walką o samo prawo do obecności w murach uczelni. Sukces ten nie jest przypadkiem, lecz efektem wieloletniej ewolucji ról społeczno-zawodowych oraz ogromnej determinacji kolejnych pokoleń badaczek. Współczesne naukowczynie nie tylko wypełniają lukę po dekadach systemowego wykluczenia, ale stają się kluczowymi architektkami rozwoju nowoczesnych ośrodków akademickich, wprowadzając nowe standardy w zarządzaniu projektami i jakości kształcenia.
Co istotne, ta przewaga buduje się już na bardzo wczesnych etapach edukacji. Raport GUS potwierdza dominację kobiet na niemal każdym etapie edukacji – stanowią one ponad 58 proc. studiujących, 62 proc. absolwentów oraz aż 70 proc. słuchaczy studiów podyplomowych. Choć na szczytach hierarchii ich udział wynosi 38 proc., to rok 2025 jest już drugim z rzędu, w którym Polki zdobyły więcej habilitacji niż mężczyźni.
CZYTAJ TEŻ: Książnica Zamojska ma nowego dyrektora. Dr Polańska pokonała 4 kandydatów
Dane OECD oraz krajowe analizy edukacyjne wskazują jednoznacznie: dziewczęta nie tylko osiągają średnio lepsze wyniki w nauce, ale wykazują się większą sumiennością i rzadziej porzucają system edukacji. Młodzi Polacy znacznie częściej rezygnują ze studiów przed uzyskaniem dyplomu. Szacuje się, że zjawisko to dotyczy aż 40 proc. z nich, podczas gdy wśród kobiet wskaźnik ten oscyluje wokół 23 proc. Ten solidny fundament edukacyjny sprawia, że kobiety naturalnie przejmują stery w świecie akademickim, choć na samej górze hierarchii wciąż muszą mierzyć się z reliktami przeszłości.
Od „ławkowego getta” do habilitacyjnych rekordów
Na przełomie XIX i XX wieku nauka była dla kobiet światem niemal całkowicie zamkniętym. Jeszcze w 1937 roku w Krakowie publikowano traktaty takie jak „O umysłowym i moralnym niedorozwoju kobiety”, w których neurolog Paul Julius Möbius przekonywał, że rzekomo mniejszy mózg kobiety determinuje jej intelektualną niższość i ogranicza ją do roli matki i strażniczki domowego ogniska. Tego rodzaju pseudonaukowe teorie stanowiły intelektualne uzasadnienie systemowego wykluczenia kobiet z życia akademickiego.

W czasach zaborów edukacja kobiet była formą politycznego oporu. W odpowiedzi na agresywną rusyfikację, Polki tworzyły sieć tajnych pensji, które stały się bastionami tożsamości. Aby zmylić carskich inspektorów, placówki te oficjalnie figurowały jako warsztaty rzemieślnicze.
Podczas gdy na papierze kursantki uczyły się haftu czy modelarstwa w glinie, w rzeczywistości uczestniczyły w zakazanych wykładach z historii Polski, ojczystej literatury i nauk przyrodniczych. Prowadziła je wybitna kadra, która mimo groźby więzienia kształtowała świadomość narodową młodych adeptek nauki. W ten sposób kobieca ścieżka akademicka od samych narodzin nierozerwalnie związała się z konspiracją i odważnym przekraczaniem narzuconych granic.
PRZECZYTAJ: Józefa Dajczak – kolejna mieszkanka gminy Tyszowce z takim jubileuszem! Skończyła 100 lat
Nawet gdy pod koniec XIX wieku Uniwersytet Jagielloński formalnie dopuścił kobiety do studiów, droga ta była naznaczona upokorzeniami. Pierwsze studentki – farmaceutki Jadwiga Sikorska, Stanisława Dowgiałło i Janina Kosmowska – oraz ich następczynie musiały zajmować wyznaczone miejsca w salach wykładowych, w tzw. „ławkowych gettach” oznaczonych napisem „Miejsce dla pań”. Profesorowie nie ukrywali wrogości, deklarując, że kobiety nigdy nie będą studiować niektórych kierunków, w tym zoologii.
Symboliczny był także los Zofii Stryjeńskiej, która przez rok, posługując się dokumentami brata Tadeusza Lubańskiego, udawała mężczyznę, by móc studiować w Monachium. Maria Skłodowska–Curie z kolei zdobywała wiedzę na tajnym Uniwersytecie Latającym w Warszawie, ponieważ oficjalne studia w zaborze rosyjskim pozostawały dla niej niedostępne.
Jak zauważa dr Anna Bodasińska, prodziekan ds. rozwoju Filii AWF w Białej Podlaskiej, fakt, że kobiety w Polsce uzyskują więcej habilitacji niż mężczyźni już drugi rok z rzędu, dostarcza ważnej informacji o dynamice przemian w polskim środowisku akademickim.
– Można go odczytywać jako symptom głębszej zmiany, która ma swoje źródła zarówno w demografii akademickiej, jak i w ewolucji ról społeczno-zawodowych kobiet, choć nie przesądza jeszcze o pełnym przeobrażeniu strukturalnym w systemie nauki – twierdzi doktor nauk o kulturze fizycznej i dodaje: – Od kilku lat kobiety w Polsce stanowią większość osób kończących studia doktoranckie, a ta przewaga na etapie edukacyjnym naturalnie przekłada się w czasie na wyższą liczbę habilitacji. Można więc uznać, że obserwowane zjawisko jest efektem zmian demograficznych i edukacyjnych, które narastały przez lata.

Zjawisko Matyldy – jak historia wymazywała nazwiska kobiet
Choć statystyki roku 2025 napawają optymizmem, sukcesy kobiet wyrastają na gruncie wielowiekowej tradycji przemilczania ich osiągnięć. Zjawisko to, nazwane w 1993 roku efektem Matyldy, opisuje praktykę przypisywania zasług badaczek ich męskim współpracownikom lub przełożonym. Margaret W. Rossiter przypomniała m.in. przypadek Trotuli, włoskiej lekarki żyjącej na przełomie XI i XII wieku. Autorstwo jej wybitnych dzieł przypisywano mężczyznom, by w końcu zaprzeczyć samemu istnieniu uczonej.
PRZECZYTAJ: Archiwum X wraca do zbrodni w Zwierzyńcu. Czy po latach uda się ustalić sprawców? [ZDJĘCIA]
Historia nauki pełna jest takich „cichych bohaterek”. Cecilia Payne-Gaposchkin to kobieta, która jako pierwsza odkryła, że głównym składnikiem gwiazd jest wodór, jednak jej teoria była odrzucana aż do momentu, gdy te same wnioski opublikował mężczyzna w 1929 roku. Podobny los spotkał austriacką fizyczkę jądrową Lise Meitner, która opisała zjawisko rozbicia jądra atomowego, ale Nagrodę Nobla za to odkrycie odebrał w 1944 roku Otto Hahn.
Efekt Matyldy dotknął również Marii Winkelmann – odkrywczyni komet, której odmówiono stanowiska w akademii po śmierci męża, oraz Rosalind Franklin, której fundamentalny wkład w badania nad DNA został przyćmiony przez sukcesy jej kolegów. Jak pokazują kariery starożytnych uczonych, takich jak astronomka Aglaonike czy matematyczka Teano, kobiety od zawsze miały potencjał do zmieniania świata, choć systemowo starano się go tuszować.
Dziś, mimo że kobiety stanowią już 60 proc. osób na studiach pierwszego stopnia w Polsce, efekt ten wciąż rzuca cień na kariery – przejawia się rzadszym cytowaniem prac kobiet czy mniejszą liczbą prestiżowych grantów. Wyzwaniem na kolejne lata pozostaje stworzenie systemu, w którym nazwisko żadnej badaczki nie zostanie ponownie tuszowane.

Biała Podlaska: Edukacyjny bastion kobiet w regionie
W Białej Podlaskiej przewaga kobiet na starcie kariery jest uderzająca. W Akademii Bialskiej im. Jana Pawła II panie stanowią aż 60,5 procent studentów z ponad 1,9–tysięcznej społeczności, a wśród 164 etatowych nauczycieli akademickich jest ich ponad 62,2 procent. To tutaj kształcą się przyszłe liderki regionu, zwłaszcza w dziedzinie nauk o zdrowiu, ekonomicznych i społecznych. Jednak głębsza analiza kadr w bialskiej Filii AWF pokazuje zjawisko szklanego sufitu. W statystykach kadrowych tej placówki pracuje 53 kobiety i 62 mężczyzn.
Na poziomie magistrów (21 kobiet, 19 mężczyzn) oraz doktorów (27 kobiet, 29 mężczyzn) siły są niemal wyrównane. Jednak im wyższy stopień, tym cichszy staje się kobiecy głos. Wśród doktorów habilitowanych w Filii AWF mamy 4 kobiety i 10 mężczyzn, a na samym szczycie – wśród profesorów – na czterech panów przypada tylko jedna kobieta.

Podlaskiej. Specjalizuje się w naukach o kulturze fizycznej. Trenerka piłki siatkowej, event managerka, doradca edukacyjno-zawodowy, specjalistka od komunikacji interpersonalnej. Prywatnie pasjonatka aktywności fizycznej i
ziołolecznictwa. Była siatkarka; źródło: AWF Biała Podlaska
Dr Anna Bodasińska, analizując te dane, zauważa: – Z danych kadrowych Filii AWF w Białej Podlaskiej widać, że wiele kobiet pozostało na poziomie doktoratu. Jest to prawdopodobnie efekt kumulacji kilku czynników, w tym presji związanej z budowaniem dorobku naukowego, dużej liczby obowiązków dydaktycznych czy opiekuńczych związanych z rolą matki oraz braku wzorców kobiet na wyższych stanowiskach naukowych. Jednocześnie w naszej uczelni obserwujemy pozytywne przykłady kobiet, które uzyskały habilitację lub aktywnie do niej dążą. Ich sukcesy pokazują, że przy odpowiednim wsparciu instytucjonalnym, świadomym planowaniu kariery, aktywnym uczestnictwie w projektach badawczych i grantowych oraz korzystaniu z mentoringu, kobiety są w stanie pokonać bariery strukturalne i kulturowe, kontynuując karierę naukową aż do poziomu habilitacji i dalszego awansu.
PRZECZYTAJ: Przemysław Czarnek kandydatem PiS na premiera
Pułapki na drodze do samodzielności naukowej
Dlaczego tak wiele zdolnych kobiet zatrzymuje się w połowie drogi? Dr Bodasińska, autorka ponad 90 prac naukowych, wskazuje, że kobiety najczęściej rezygnują z kariery akademickiej po doktoracie.
– Dane i obserwacje pokazują, że kobiety najczęściej rezygnują z kariery akademickiej po doktoracie, w kluczowym okresie przejścia do samodzielności naukowej. Decyzje te wynikają z kumulacji czynników: presji publikacyjnej i konieczności pozyskiwania grantów, obowiązków opiekuńczych ograniczających mobilność, a także braku mentoringu i wzorców kobiet na wyższych stanowiskach – tłumaczy pani prodziekan.
Macierzyństwo pozostaje kluczowym wyzwaniem: – Macierzyństwo stanowi w karierze naukowej kobiet poważne wyzwanie, szczególnie w okresie między doktoratem a habilitacją, gdy intensywnie buduje się dorobek naukowy. Przerwy związane z opieką nad dziećmi oraz nierówny podział obowiązków opiekuńczych spowalniają publikowanie, ograniczają mobilność i elastyczność czasową. Choć system akademicki oferuje pewne formy wsparcia, kultura instytucjonalna wciąż faworyzuje stałą dyspozycyjność, co sprawia, że wiele kobiet czuje trudności w rozwoju kariery i w związku z tym rezygnuje z dalszej pracy naukowej.
Statystyki społeczne jednoznacznie pokazują, że mimo formalnej równości, podział pracy domowej w Polsce pozostaje głęboko niesprawiedliwy. Z danych GUS wynika, że kobiety poświęcają na obowiązki domowe średnio 4,2 godziny dziennie, podczas gdy mężczyźni zaledwie 2,4 godziny – ta różnica generuje kobietom dodatkowy, „niewidzialny etat” w wymiarze niemal 15 godzin tygodniowo.
Potwierdzają to analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, według których w 63 proc. rodzin z małymi dziećmi to matki biorą na siebie ciężar większości prac domowych, a zaledwie 27 proc. kobiet deklaruje, że podział obowiązków z partnerem jest rzeczywiście równy. W praktyce kobiety spędzają na nieodpłatnej pracy nawet trzy razy więcej czasu niż mężczyźni, co wiąże się również z niemal automatycznym przejmowaniem opieki nad chorymi członkami rodziny.
To kobiety znacznie częściej korzystają z urlopów opiekuńczych, co w warunkach rynkowej niestabilności i ograniczonej liczby etatów na uczelniach zwiększa ryzyko utraty pracy lub nieprzedłużenia kontraktu. Statystyki wskazują, że przerwy w aktywności zawodowej wynikające z ról opiekuńczych są jedną z głównych przyczyn wolniejszego awansu naukowego i częstszych zwolnień kobiet w porównaniu do mężczyzn zajmujących analogiczne stanowiska. Formalnie możliwości rozwoju są równe, ale praktyka bywa inna.
– Formalnie doktorantki mają takie same prawa i dostęp do rozwoju naukowego jak doktoranci, jednak w praktyce równość nie zawsze się utrzymuje. Choć publikują równie często, rzadziej są pierwszymi autorkami i autorkami korespondencyjnymi, co ogranicza widoczność dorobku. W konkursach grantowych kobiety składają mniej wniosków i częściej pełnią rolę wykonawczyń niż kierowniczek projektów. Ponadto większe zaangażowanie w dydaktykę i zadania organizacyjne, które nie są wysoko punktowane, powodują, że przy porównywalnym wysiłku ich dorobek naukowy jest mniej widoczny w kryteriach awansu – wylicza dr Bodasińska.

Recepta na sukces: Strategia i maraton
Mimo trudności, bialska badaczka widzi powody do optymizmu.
– Zauważam to, że coraz więcej współczesnych doktorantek myśli o karierze naukowej długofalowo, świadomie planując rozwój naukowy, udział w projektach naukowych, publikacje i aktywność międzynarodową. Ich podejście jest realistyczne i pragmatyczne, oparte na znajomości wymagań systemu akademickiego. Doktorat traktują jako element szerszej strategii kariery, nie tylko jako cel sam w sobie – podkreśla prodziekan ds. rozwoju.
Co jednak musi się zmienić w samym systemie? – Aby zwiększyć liczbę kobiet osiągających habilitację i stanowiska profesorskie, konieczne są zmiany strukturalne i kulturowe w szkolnictwie wyższym, które dotyczą: stabilizacji zatrudnienia po doktoracie, uwzględnienia przerw opiekuńczych w ocenie dorobku naukowego, rozwoju mentoringu i sieci wsparcia, większej obecności kobiet w gremiach decyzyjnych czy elastycznych form mobilności. Tylko spójna realizacja tych działań może sprawić, że przewaga kobiet na poziomie doktoratów i habilitacji przełoży się na proporcjonalną reprezentację wśród profesorów.
Dr Bodasińska daje młodym kobietom jasną radę: – Planuj świadomie, inwestuj w siebie i szukaj wsparcia. Określ strategię rozwoju naukowego, buduj sieci mentoringowe i współpracy, dbaj o równowagę między pracą a życiem prywatnym, inwestuj w kompetencje wspierające rozwój kariery naukowej: pisanie wniosków grantowych, zarządzanie zespołem badawczym czy komunikacja naukowa i interpersonalna. Ale przede wszystkim pamiętaj, że kariera naukowa to maraton, a nie sprint i efekty przychodzą stopniowo. Tylko świadome wybory i korzystanie z mechanizmów wsparcia pozwalają rozwijać się w nauce efektywnie i trwale.


![Tomaszów Lubelski: Powiatowy Dzień Kobiet 2026 [ZDJĘCIA cz. 2] Tomaszów Lubelski: Powiatowy Dzień Kobiet 2026 [ZDJĘCIA cz. 2]](https://static2.kronikatygodnia.pl/data/media/2026/03/06/sm-4x3-tomaszow-lubelski-powiatowy-dzien-kobiet-2026-zdjecia-cz-2-1772807068-39.jpg)
![Tomaszów Lubelski: Powiatowy Dzień Kobiet 2026 [ZDJĘCIA cz. 1] Tomaszów Lubelski: Powiatowy Dzień Kobiet 2026 [ZDJĘCIA cz. 1]](https://static2.kronikatygodnia.pl/data/media/2026/03/06/sm-4x3-tomaszow-lubelski-powiatowy-dzien-kobiet-2026-zdjecia-1772805579-6.jpg)











![Ujazdów: Kierowca miał 2, pasażer 3 promile. Zaliczyli zjazd do rzeki [ZDJĘCIA] Ujazdów, 1 marca 2026. Pijany kierowca audi wjechał do rzeki.](https://static2.kronikatygodnia.pl/data/articles/sm-4x3-ujazdow-kierowca-mial-2-pasazer-3-promile-zaliczyli-zjazd-do-rzeki-zdjecia-1772445196.jpg)




Napisz komentarz
Komentarze