Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 23 października 2026 10:26
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Miejsce, które zmienia

Tam, gdzie dłoń dotyka gliny. Niezwykła piwnica Sylwii Jasiuk

Wibrujący dźwięk telefonu. Piąta rano. Sen, który powinien przynieść ukojenie, niczego nie uleczył. Oczy otwierają się z bólem. Następny ruch, kolejny gest. Pochmurny poranek. Wirujące w głowie myśli i zaprogramowany na szereg zadań mózg. Czysta mechanika. Żadnych wzruszeń. Trzeba po prostu zrobić swoje. Zakochana w glinie Sylwia Jasiuk, mieszkanka Wojsławic, dysponuje jednak remedium na ten beznadziejny stan.
Sylwia Jasiuk, gospodyni niezwykłej pracowni ceramiki.
Sylwia Jasiuk, gospodyni niezwykłej pracowni ceramiki.

Źródło: red

Pogubieni, poszukujemy siebie

Ciało i umysł współczesnego człowieka coraz częściej domagają się wyciszenia. Chwili, która będzie pozbawiona wrzawy, zgiełku, niepokoju. Tęsknimy za uważnym spotkaniem z samym sobą. Możliwością pomyślenia o tym, czym tak naprawdę na co dzień żyjemy. Jakie czynniki wpływają na kształt naszego dnia? I czy na pewno nam służą? Wielu z nas potrzebuje uporządkować wewnętrznie siebie. Pozbierać elementy wewnętrznej grzechotki. Ponownie dostrzec siebie na tle niespokojnego świata. Co jednak należałoby zrobić, aby podróż w głąb siebie była istotnie możliwa, owocna? Gdzie poszukiwać azylu, w którym odnajdziemy ciepło, uwagę i upragnioną ciszę?

Konkretne zaproszenie dla wszystkich „błądzących” i „poszukujących” posiada Sylwia Jasiuk, gospodyni niezwykłej pracowni ceramiki. Pełna energii i wewnętrznego światła rzemieślniczka. W niespiesznej rozmowie na temat jej najnowszych projektów zanurzamy się już po pełnych świątecznej wrzawy dniach. Pomiędzy nogami artystycznie ozdobionego stołu przechadza się kot. Od glinianego wnętrza filiżanek odbija się herbaciany susz. Para. Aromat. Właśnie w takich okolicznościach najlepiej patrzy się na to, co przeminęło i to, co przygotowała dla nas przyszłość. Twarz pani Sylwii przepełnia radość. Opowiada o swoich ostatnich odkryciach.

PRZECZYTAJ TEŻ: Tydzień awarii i przesiadek „widmo” w PKP Intercity Kraków-Hrubieszów-Zamość. Czy może być gorzej?

- Spełniło się jedno z moich największych marzeń, a więc tzw. gliniane popołudnia. Rodzaj warsztatów, które prowadzę w mojej artystycznej piwnicy. Na początku zamierzałam je prowadzić dla osób dorosłych, ale po kilku sesjach znajomi i przyjaciele zasugerowali mi, aby formułę spotkań rozszerzyć, zaprosić całe rodziny. I to się faktycznie udało. Warsztaty okazały się doskonałą odpowiedzią na różne trudności, bolączki, napięcia, lęki i stresy, z jakimi się na co dzień mierzymy. Udało się stworzyć przestrzeń, w której można poznać głębiej siebie. Także w relacji do innych – podkreśla pani Sylwia.

Tylko drewno roboczego blatu i kęs gliny. Głębokie spojrzenie. I oko, w którego kąciku pojawia się niepostrzeżenie łza. To nieskrępowana reakcja na coś pięknego i głębokiego. Uczucie, które każdy z nas potrzebuje wykopać spod zwałów codziennych, trudnych emocji. Radość z tego, co tak naprawdę proste. Dostępne dla każdego. I zaskakujące.

- Widzi pan... Myślę, że przy warsztatowym stole wydarzają się takie małe cuda. Małżonkowie, rodzice, dzieci poznają siebie zupełnie od nowa. Ze zupełnie innej strony. Wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, w której rodzic powiedział do dziecka „Wow! Potrafisz to zrobić!”. W tych stwierdzeniach mieszają się zawsze nuty zaskoczenia, niedowierzania i dumy. Zapędzeni, zestresowani, skupieni na kolejnych zadaniach – nie dostrzegamy tego. Tutaj, w pracowni, można sięgnąć do tego, co tak naprawdę proste... Prawdziwe piękno, tak uważam, kryje się w prostocie. Jestem szczęśliwa, że mogę w tym uczestniczyć. Dawać odpowiednią przestrzeń – dzieli się swoimi doświadczeniami artystka.

Glina - lekarstwo dla ciała i umysłu

Ale są też inne, nie mniej istotne owoce wspólnych spotkań przy glinie. Tutaj, w specyficznym mikroklimacie wiekowej piwnicy, pod ceglanym sklepieniem, które pamięta jeszcze czasy rodu Poletyłów, pradawne rzemiosło ma zupełnie inny smak. Właśnie tutaj, w specyficznych podziemnych warunkach, dużo lepiej pracuje się z gliną niż na powierzchni.

- Tak... Materiał tak szybko nie wysycha, dużo dłużej zachowuje swoją plastyczność. Wyrabianie odbywa się więc w nieco innych warunkach. Na wyobraźnię działa jednak sam klimat tego miejsca. Zawsze powtarzam, że glina działa na całego człowieka. Na umysł, cały układ nerwowy, mięśnie. Przy tej pracy można wyregulować oddech, wyciszyć się. Skupić. A przecież tego skupienia właśnie potrzebujemy niczym kania dżdżu. Trudno nam zachować uwagę. Jesteśmy nieustannie bombardowani różnymi bodźcami. Pamiętam jedne z pierwszych popołudniowych warsztatów, kiedy zamiast znajomej na warsztaty przyszedł jej mąż. Żartował oczywiście, że to nie jego bajka, że kluski to domena kobiet, ale po przeszło godzinnej pracy sam z zaskoczeniem stwierdził, że czuje się zrelaksowany. Żarty ustąpiły więc miejsca jakiemuś pięknemu przeżyciu. Ta osoba sama to odkryła. Trzeba tylko dać poprowadzić się glinie – odsłania kolejną z kolekcji swoich życiowych pereł Jasiuk.

Tam, gdzie wkrada się zwątpienie, pani Sylwia wchodzi z otwartą głową, gotowymi do pracy dłońmi i sięga po niemożliwe. Zaraża uśmiechem, pociąga autentyzmem. Jest tu i teraz. Całkowicie na serio. Ma w sobie ciekawość świata, która nie pozwala spocząć na laurach – zarówno jej samej, jak i kursantom, których bierze pod swoje skrzydła. Spotkanie przy herbacie i glinie jest prawdziwe. Prawdziwe są emocje i tańczące w oczach światło. Dla wielu to już „terra incognita”. Obcy, nieznany ląd. Pozbawiliśmy się lub ktoś nas pozbawił możliwości prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem. Posłuchania, co ma nam do przekazania. Jasiuk stara się mozolnie odbudowywać, cegiełka po cegiełce, ten świat elementarnych doznań.

PRZECZYTAJ: "Wiem, skąd mi nogi wyrosły". Franciszka Ogonowska, poeta z Dobużka, w rozmowie o życiu i pisaniu

- Ja sama łapię się często na tym, że wpadam, zupełnie mimowolnie, w niecierpiący sprzeciwu rytm codzienności. Bo czekają kolejne zamówienia, bo praca, dom, bo trzeba coś przygotować na kolejne warsztaty. Coś zamówić, dopilnować. Doczytać. Tak więc prowadzenie pracowni wymaga, także ode mnie, samodyscypliny i rewidowania swoich postaw. Glina nie lubi pośpiechu. Nie lubi błędów. Pięknem wynagradza wtedy, kiedy poświęcimy jej skupienie i uwagę. Nie ma tutaj dróg na skróty. Skróty kończą się w tej pracy porażką. Po prostu. Glinę kocham także za nauczki – śmieje się Jasiuk.

Dotknąć pierwotnej prawdy

Doskonałość wykuwa się w trudach i przeciwnościach. Pani Sylwia nieustannie podwyższa poziom, na którym zawiesza poprzeczkę swoich zawodowych wymagań. Dzięki temu uporowi właśnie jej droga jest tak pasjonująca i niezwykła. Niewielu wpadłoby chyba na pomysł, aby powrócić do pierwotnej, jamowej metody wypału ceramiki. 

A rzemieślniczka z Wojsławic zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. Bo tutaj niewiele da się kontrolować. Ogień i ziemia robią z glinianymi wyrobami to, co tylko chcą. Jeśli już wydaje się, że rozumiemy pewne procesy i potrafimy przewidywać efekty wypału w ziemnym dole, to okazuje się, że trzeba jednak wykonać kilka kroków wstecz. Prześledzić wszystko raz jeszcze. Poprawić, ulepszyć, skupić na szczegółach. I po prostu próbować – wciąż od nowa.

- To prawda – ta forma wypału, tzw. wypał jamowy, był w naszej pracowni zarówno odkryciem, jak i koniecznością. Zanim udało nam się zakupić elektryczny piec, sięgaliśmy po to rozwiązanie. Przy jego pomocy można uzyskiwać zaskakujące efekty. Ciągle zresztą uczymy się tej metody, która kryje jeszcze wiele tajemnic. W tej prostocie – rzecz polega na wykopaniu odpowiedniego dołu i rozpaleniu ognia – kryją się jednak pasjonujące zagadki. Jak zadbać o odpowiednią ilość tlenu? Jak uzyskać rdzawy, dosyć urokliwy nalot? Jakiego drewna używać? Każde ma inne właściwości, które odciskają na glinie niepowtarzalne piętno. Okazuje się, że po wypalaniu w wierzbie, na naczyniach pojawiły się różne szarości, fiolety itp. odcienie. Z kolei obecność żelaza w palenisku pozwala uzyskiwać efekt rdzy. Jednak nie wszystko da się przewidzieć. Takich prac już nie szkliwimy, ale szlifujemy np. przy pomocy zwykłej łyżki czy żarówki. Stal z łyżki także pozostawia na glinie dosyć ciekawe efekty – zdradza szczegóły techniki pani Sylwia.

Gliniany stolik

Wypalane w żywym ogniu projekty cieszą się dużym zainteresowaniem architektów wnętrz. Koneserzy nietypowych rozwiązań cenią sobie np. ceramiczne stoliki. Na blacie i ściankach takiego elementu widoczne są wszystkie ślady niezwykłego procesu. Tam, gdzie zabrakło tlenu, widoczne są czarne plamy. Gdzie indziej szarość pokryła rdzawa patyna. Malownicze „pajączki” na powierzchni blatu pozostawiła też łyżka, którą pani Sylwia szlifowała surowy wyrób. Przygotowane w taki sposób naczynia i inne przedmioty codziennego użytku przemawiają do wyobraźni dużo bardziej niż wszystkie inne wyroby, które wyszły spod rąk garncarza.

- Sądzę, że w tej chwili jestem tak naprawdę gdzieś na początku mojej drogi z ceramiką. Muszę się jeszcze wiele nauczyć. W piwnicy przekazuję pewnie jakiś ułamek tego, co można wiedzieć i czym się zajmować w tym obszarze. Zupełnie niedawno zaczęłam się tej interesować produkcją własnych szkliw. Tutaj potrzeba już konkretnej wiedzy z zakresu chemii. Poza tym fascynują mnie wciąż terapeutyczne właściwości gliny. Chciałabym to systematycznie pogłębiać, powracając trochę do mojego zawodu fizjoterapeuty – mówi o jednym z marzeń pani Sylwia.

W gruncie rzeczy chodzi jednak wciąż o jedno, wciąż to samo – drugiego człowieka. Jego kondycję, emocje, uczucia, zranienia i konkretną historię. Czego jeszcze uczy glina? Tego, aby nie poddawać się mentalnym kalkom. Nie szufladkować. Nie oceniać z góry. Z mało obiecującego kęsa materiału potrafi czasami zrodzić się rękodzieło. Jedno mało obiecujące spotkanie potrafi czasami przemienić życie.

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Kronika Tygodnia

Chcesz częściej widzieć nasze newsy?

Dodaj Kronikę Tygodnia do preferowanych źródeł w Google i bądź bliżej najważniejszych spraw z regionu.

Reklama
Kawalerka po remoncie 35 m² z balkonem – centrum Hrubieszowa Cena: 310000 PLN Na sprzedaż funkcjonalna kawalerka o powierzchni 35 m², położone na parterze bloku przy ul. Piłsudskiego w Hrubieszowie.Lokal jest po remoncie, dzięki czemu nowy właściciel może wprowadzić się bez konieczności ponoszenia dużych nakładów na start.Dużym atutem mieszkania jest balkon, który zwiększa komfort codziennego użytkowania, a położenie na parterze będzie szczególnie wygodne dla seniorów, rodzin z małym dzieckiem czy osób, które nie chcą korzystać ze schodów.Do mieszkania przynależy również piwnica o powierzchni 2,85 m², zapewniająca dodatkowe miejsce do przechowywania.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 35 m²partermieszkanie po remonciebalkonpiwnica: 2,85 m²lokalizacja: Hrubieszów, ul. Piłsudskiegobezpośrednie sąsiedztwo dworca autobusowegobardzo dobra lokalizacja w centrum miejskiej infrastrukturyNieruchomość znajduje się w miejscu zapewniającym wygodny dostęp do najważniejszych punktów miasta. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, komunikacja, placówki medyczne oraz inne elementy codziennej infrastruktury.To dobra propozycja zarówno dla osoby poszukującej mieszkania dla siebie, jak również pod wynajem — centralna lokalizacja i niewielki metraż mogą być dużym atutem inwestycyjnym.Cena: 310 000 złZapraszam do kontaktu i umówienia prezentacji mieszkania.Monika Hart723 771 [email protected]ółnoc Biuro Nieruchomości Zamośćul. Żeromskiego 3 Bezpłatnie pomagamy w formalnościach związanych z uzyskaniem kredytu na zakup nieruchomości. Nasz doradca kredytowy bezpłatnie sprawdzi Twoją zdolność kredytową i przedstawi najlepsze oferty z ponad 10 banków.Posiadasz podobną nieruchomość? Skorzystaj z bezpłatnej konsultacji – odpowiemy na pytania dotyczące ceny, procesu sprzedaży oraz możliwości poprawy atrakcyjności oferty.Oferujemy również:•⁠ ⁠Pośrednictwo w kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.•⁠ ⁠Pomoc w sprzedaży nieruchomości o skomplikowanej sytuacji prawnej.•⁠ ⁠Rzetelne oceny wartości nieruchomości.•⁠ ⁠Uzyskanie świadectwa energetycznego.Nie zwlekaj, zadzwoń już teraz!Oferta została przygotowana przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji. Data dodania ogłoszenia: 17.10.2026 Kawalerka po remoncie 35 m² z balkonem – centrum Hrubieszowa
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama Baner reklamowy B1 firmy WORK CENTRE
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: powodzenia ! Treść komentarza: Co niektórzy tutaj są ekspertami w każdej dziedzinie, czas dołączyć do 700 osobowej drużyny doradców prezydenta, Nawrockiego bo ma za mało. Data dodania komentarza: 23.10.2026, 10:11 Źródło komentarza: Czy nasze dzieci wywiozą ze szkół autobusami? MSWiA: to fake news! Autor komentarza: DO BETONU Treść komentarza: Faktami 2014r armia 100 tys, 2023 armia 230 tys + wyposażenie + 50 tys WOT.Kusiniak oddał patrioty Kamysz oddał samoloty i pinindzy nima, to nie zmyślanie straszenie tylko fakty. Data dodania komentarza: 23.10.2026, 07:34 Źródło komentarza: Czy nasze dzieci wywiozą ze szkół autobusami? MSWiA: to fake news! Autor komentarza: do kosmita Treść komentarza: napisz coś bardziej teraźniejszego, Irak, Afganistan co tam wyprawiali Polacy, i w imię czego Data dodania komentarza: 22.10.2026, 21:03 Źródło komentarza: Pełny bak nawet 16 zł taniej. Nowe ceny paliw od 20 października Autor komentarza: Emeryt. Treść komentarza: Przestan sie błaźnić . Data dodania komentarza: 22.10.2026, 19:50 Źródło komentarza: Czy nasze dzieci wywiozą ze szkół autobusami? MSWiA: to fake news! Autor komentarza: Haha Treść komentarza: Odwracają się bo kochają Putina Data dodania komentarza: 22.10.2026, 17:51 Źródło komentarza: Polacy odwracają się od Trumpa, bo jego polityka nam szkodzi Autor komentarza: Haha Treść komentarza: Idż się leczyć Macierewicz zbudował 50.000 armię WOT a Kusiniak się z tego wyśmiewał, teraz Kamysz nic nie zbudował ale twierdzi że to wartościowa jednostka, który z nich jest debilem. Data dodania komentarza: 22.10.2026, 17:48 Źródło komentarza: Czy nasze dzieci wywiozą ze szkół autobusami? MSWiA: to fake news!
Reklama
Reklama
Reklama