Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 1 listopada 2026 08:01
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Ganiał diabły, a przed sądem domagał się egzorcysty

„Tajemnicę zabiorę ze sobą do grobu”. Koniec procesu o zabójstwo w Lisznie

Janowi H. nikt nie wierzył, gdy mówił, że właśnie zadźgał sąsiada. – Myśmy brali to za żart, bo on nieraz, jak pił, to miał omamy i bajki opowiadał – mówiła podczas rozprawy jedna z mieszkanek Liszny (gmina Sławatycze). Po wszystkim zjadł u sąsiadki jajecznicę, wypił herbatę i czekał na policję. W lubelskim sądzie właśnie zakończył się proces w sprawie zabójstwa Witolda P. Wyrok zapadnie jeszcze w marcu.
Jan H. łączył się z salą sądową w formie wideorozmowy z aresztu śledczego, gdzie przebywa od chwili zatrzymania.
Jan H. łączył się z salą sądową w formie wideorozmowy z aresztu śledczego, gdzie przebywa od chwili zatrzymania.

Autor: Dorota Hojda

12 marca przed Sądem Okręgowym w Lublinie zakończył się proces Jana H. 61-latek oskarżony jest o zabójstwo swojego 78-letniego znajomego, Witolda P. Z uwagi na zawiły charakter sprawy ogłoszenie wyroku zostało odroczone.

– Należy wskazać, że do dokonania zabójstwa doszło w miejscu zamieszkania pokrzywdzonego, który – jak wynika z relacji świadków – był osobą zniedołężniałą, ograniczoną w zakresie zdolności motorycznych. W zaufaniu wpuścił pana H. do swojego domu, a oskarżony, wykorzystując to zaufanie, pozbawił go życia. W tych okolicznościach wnoszę o wymierzenie kary 20 lat pozbawienia wolności – argumentował w swojej mowie końcowej prok. Mateusz Malecki z Prokuratury Rejonowej w Parczewie.

Oskarżyciel publiczny zawnioskował również o środek zabezpieczający w postaci stacjonarnej terapii w zamkniętym zakładzie. Oparł się na opinii biegłych, którzy wskazali, że zaburzenia osobowości i alkoholizm Jana H. stwarzają wysokie ryzyko ponownego popełnienia zbrodni. Terapia miałaby nastąpić po odbyciu kary więzienia.

Do wniosków prokuratora w całości przyłączyła się adw. Marta Palacz-Miłecka, reprezentująca córki oraz żonę Witolda P., która zmarła w trakcie trwania postępowania. Mecenas w imieniu rodziny wniosła o zasądzenie od oskarżonego zadośćuczynienia w łącznej kwocie 500 tys. zł. Obrońca oskarżonego, adw. Kacper Troszkiewicz, prosił o uniewinnienie swojego klienta, wskazując na brak przyznania się do winy oraz orzeczoną przez biegłych niepoczytalność. Mecenas podkreślił, że nielogiczne wyjaśnienia 61-latka są wynikiem choroby alkoholowej, a nie celowej manipulacji. Alternatywnie apelował o łagodny wymiar kary.

PRZECZYTAJ: Lubelskie: Osiem zarzutów, tysiące litrów nieczystości i tysiąc złotych grzywny. Właśnie zapadł wyrok

Od ucha do ucha

Po południu 4 marca 2024 r. dyżurny komisariatu w Wisznicach otrzymał zgłoszenie o mężczyźnie z ranami kłutymi i ciętymi. Osoba zgłaszająca nie miała złudzeń – 78-latek nie żyje. Policjanci udali się do wsi Liszna, zaledwie dwa kilometry od granicy z Białorusią, gdzie w jednym z domów przy głównej drodze potwierdzili makabryczne odkrycie. Ciało Witolda P. miało rany w okolicy twarzy, szyi i klatki piersiowej.

– Już wstępne ustalenia wskazywały, że do śmierci mogły przyczynić się osoby trzecie. Czynności na miejscu zdarzenia wykonywane były pod nadzorem prokuratora decyzją którego ciało zostało zabezpieczone do dalszych badań – poinformowała nadkom. Barbara Salczyńska-Pyrchla z bialskiej komendy. Śledczy ustalili, że z domu nic nie zginęło, co pozwoliło wykluczyć motyw rabunkowy.

Jan H. został zatrzymany jeszcze tego samego dnia. Był pijany i przebywał poza swoim miejscem zamieszkania. Gdy wytrzeźwiał usłyszał zarzut zabójstwa, a sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Składał wyjaśnienia, w których przedstawił swoją wersję wydarzeń. Zgoła inną niż późniejsze ustalenia śledczych i biegłych sądowych. Gdy w styczniu 2026 r. przed lubelskim sądem ruszył proces Jan H. twierdził, że swoich tłumaczeń z tego czasu już nie pamięta. 

– Opisałem sen, który miewa alkoholik w stanie majaczenia, gdy pojawiają się omamy i zwidy – mówił przed Temidą, jak relacjonowała dziennikarka Katarzyna Nakonieczna na łamach „Dziennika Wschodniego”. H. twierdził, że w swoich halucynacjach wydawało mu się, że wieczór przed zbrodnią był gdzieś indziej i spotkał się z zupełnie kimś innym, nie z Witoldem P. Był wtedy w co najmniej dwutygodniowym cugu alkoholowym.

Jan H. przekonywał, że z ofiarą był jak rodzina. Znali się wiele lat i lubili razem wypić. Uparcie twierdził też, że zabił w samoobronie.

PRZECZYTAJ: Nauczyciel z Zamościa skazany na więzienie. Jest wyrok za skrzywdzenie uczennicy

 – Zapytałem, czego ode mnie chce. Zaproponował rozmowę w mieszkaniu. On wszedł pierwszy. Gdy wchodziłem, zauważyłem, że złapał za nóż i zadał mi dwa ciosy. Pierwszy cios odbiłem ręką. Przy drugim złapałem jego rękę, a następnie lewą ręką chwyciłem za ostrze i wyrwałem mu nóż – relacjonował. Później miał się już tylko bronić.

– Zadałem mu tylko dwa ciosy – tłumaczył się, by dodać po chwili: – W brzuch. Tylko dwa. Spojrzałem na niego, a on się dalej śmiał od ucha do ucha – twierdził.

– Usiadłem na jakieś krzesło i siedziałem przy nieboszczyku. Żadne uczucie mną nie kierowało. Ani nienawiść, ani litość. Byłem jakiś obojętny, jakbym był w innej przestrzeni – cytował oskarżonego Dominik Smagała z portalu „Biała Się Dzieje”. – Nie wierzę w sprawiedliwy wyrok. Bo tu do składu sędziowskiego potrzebny jest jeszcze jeden człowiek: ksiądz egzorcysta. Ten człowiek miałby coś do powiedzenia – stwierdził Jan H.

Diabła ganiał po podwórku

W lutym odbyła się kolejna rozprawa, a w marcu sędzia Aneta Świdzińska-Kozieł zamknęła przewód sądowy. Ostatniego dnia procesu zeznawały dwie kobiety wezwane w charakterze świadków.

– Przyszedł rano, mówił, że ktoś tam próbował go zaatakować i on użył noża, i przebił go tym nożem... Coś takiego. Ale najśmieszniejsze było to, że ja brałam to jako żart – wspominała poranek sprzed dwóch lat jedna z mieszkanek Liszny, do której Jan H., niedługo po zabójstwie, miał zajść w gości. Blisko godzinę wcześniej miał być u innej sąsiadki, 84-letniej, która usilnie próbowała bronić go przed sądem. – Wierzę mu jak w Pana Boga, ale nie wierzyłam w to, co on do mnie mówił – powiedziała. W zabójstwo Witolda nie uwierzyła Janowi też partnerka ofiary. Przed wizytą u seniorki, zaraz po wyjściu z domu Witolda, miał udać się na pobliską stację benzynową, gdzie pracowała. – Powiedziałem: „Pani mąż nie żyje”. Roześmiała się i mówi: „Idź się prześpij”. No to ja se kupiłem setkę wódki, na terenie CPN-u pół wypiłem, a pół jak doszłem do domu – opowiadał Jan H.

Kobiety przed sądem określały „Janka”, jak go nazywały, jako osobę, która muchy by nie skrzywdziła. 

– Rąbał mi drzewo, kosił trawę, wszystko mi zrobił, o co go poprosiłam. Nigdy nic u mnie nie ukradł, złego słowa nie powiedział – wyliczała sędziwa Lisznianka. 

– To dobry człowiek, moja „prawa ręka”. Uprawiał gospodarkę, gospodarzył całą parą! U nas na całej wiosce drugiego takiego nie znajdziesz – kontynuowała. Jego poranne „chłopa zabiłem po drugiej stronie” zignorowała. Myślała, że mu się przyśniło. Nasmażyła mu jajek, zrobiła herbaty. Patrzył nerwowo w okno. Mówił, że zaraz po niego przyjadą. 

– Siedział, rozmawiał, tak jak trzeba. Ja powiedziałam: „Janek, ja już jadę na spotkanie seniorów do Sławatycz, a ty idź do domu” – poprosiła. No i poszedł. Najpierw – z piwem w ręku – do innej sąsiadki, później do domu. Seniorka zamknęła go w środku, żeby „już nigdzie nie łaził”. Klucz schowała w traktorze. Później rodzina zawiozła go na kroplówkę do szpitala, ale go nie przyjęli. Wieczorem zabrała go już policja.

PRZECZYTAJ: Prezydent Zamościa chce przeprosin. Wystąpił do sądu z pozwem

Obie sąsiadki zgodnie twierdziły, że Jan H. o poranku nie miał na sobie ani kropli krwi. – Janek, nie oszukujmy się, nie należał do najczystszych osób. Przebierał się może raz na tydzień. Spał w tym, w czym pił. Nie było po nim tego dnia widać, że coś się stało – mówiła młodsza z przesłuchiwanych. Z kolei w zeznaniach seniorki można było wyczuć niechęć do Witolda P. 

– Ja z nim nie trzymała, ja do niego nie chodziła – mówiła nazywając go „koniuchem”. – Bo jego ojciec kiedyś dużo koni trzymał – tłumaczyła. Mówiła wprost: „Janek” jest niewinny. Z zeznań wynikało, że dla seniorki oskarżony był „rodziną”, a Witold P. jedynie nielubianym sąsiadem zza miedzy. Ogromna wdzięczność wobec H. za pomoc przy obejściu sprawiła, że w jej oczach był ofiarą swoich „zwidów” i... Witolda P.

– On się bronił od tego noża, bo inaczej to on by tam leżał – tłumaczyła żywo. Obwiniała znienawidzonego „koniucha” o rzucanie nożami i butelkami, na co, obecna na sali jedna z córek zmarłego, kiwała głową w geście sprzeciwu. Druga z sąsiadek, znajoma od ponad 30 lat, wspominała, że oskarżony już wcześniej miewał przerażające wizje i często „bajki opowiadał”. – Przecież Janek, jak on pił, to on opowiadał, że on tam diabły ganiał po podwórku, że wojsko widział, że go tam napadali – zeznała.

Na zakończenie głos zabrał sam oskarżony. Z rozprawą łączył się w formie wideorozmowy z aresztu śledczego, gdzie przebywa od chwili zatrzymania. Podczas połączenia siedział w niedbale rozpiętej koszuli w pasy, co wyraźnie kontrastowało z formalnymi strojami osób obecnych na sali sądowej; fot. Dorota Hojda

Wystawili mu laurkę

Przed rozpoczęciem wystąpień stron adw. Marta Palacz-Miłecka uderzyła w jeden z punktów obrony Jana H. – o rzekomym braku więzi ofiary z rodziną. Mecenas złożyła w sądzie plik dokumentów i fotografii, które miały raz na zawsze zadać kłam twierdzeniom oskarżonego, że córki nie kontaktowały się z ojcem od 30 lat. – Wnoszę o przeprowadzenie dowodów z kopii kart okolicznościowych wysyłanych przez Witolda P. do córek i żony oraz fotografii z dokładnym opisem dat i miejsca ich wykonania – wyliczała mecenas. Jako ostateczny dowód na bliskość rodziny przedłożyła billingi. 

– To wykazy połączeń z numeru córki na numer telefonu Witolda P. z okresu poprzedzającego to tragiczne zdarzenie – argumentowała, składając wnioski na ręce sędzi.

Następnie strony przystąpiły do wygłoszenia końcowych stanowisk. Prok. Mateusz Malecki przekonywał, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy pozwala jednoznacznie odtworzyć przebieg zdarzeń. Odwoływał się zarówno do wyjaśnień oskarżonego, jak i do relacji świadków oraz opinii biegłych. 

– Zgromadzony materiał dowodowy w sposób niebudzący wątpliwości pozwala stwierdzić, że pan oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu – mówił. Wskazywał, że choć relacja Jana H. o przebiegu zdarzeń była – jak określił – „dosyć surrealistyczna”, to w kluczowych elementach potwierdzała ustalenia śledczych. Zwracał uwagę na ślady biologiczne zabezpieczone na odzieży oskarżonego oraz na nożu z 15-centymetrowym ostrzem, a także na zeznania świadków, u których mężczyzna pojawił się niedługo po zdarzeniu. 

– Pan oskarżony bezpośrednio po zdarzeniu przyznał się, mówiąc wprost: „zabiłem człowieka” – podkreślał. Prokurator zaznaczał również, że ciosy zostały zadane w miejsca newralgiczne dla funkcji życiowych człowieka.

Pełnomocniczka oskarżycielek posiłkowych, adw. Marta Palacz-Miłecka, w swojej mowie akcentowała brutalność ataku oraz cierpienie rodziny zmarłego.

CZYTAJ: Grażyna Kaźmierczak zaginęła przed Wigilią. Ślad urywa się na przystanku

– To była egzekucja nad 78-letnim bezbronnym człowiekiem – mówiła. Przywoływała szczegółowe ustalenia biegłych z zakresu medycyny sądowej, wskazując na rozległość obrażeń. – Przecięta tętnica szyjna, uszkodzona aorta, rany w obrębie klatki piersiowej. Każdy z tych ciosów był zadawany z zamiarem pozbawienia życia – wyliczała.

Podkreślała również, że dobrowolne wprowadzenie się w stan nietrzeźwości nie może stanowić okoliczności łagodzącej.

 – Pijaństwo nie może być taryfą ulgową dla mordercy – stwierdziła. Zwracała uwagę, że przez cały czas trwania postępowania oskarżony nie okazał skruchy wobec rodziny zmarłego. – Nie padło ani jedno słowo „przepraszam” – mówiła, wskazując na emocjonalne konsekwencje zbrodni dla bliskich pokrzywdzonego.

Zupełnie inaczej sprawę oceniał obrońca oskarżonego, adw. Kacper Troszkiewicz. W swojej mowie wskazywał, że tragedia dotknęła nie tylko rodzinę zmarłego, lecz także samego oskarżonego. Przekonywał, że w sprawie nadal istnieją wątpliwości, które nie pozwalają jednoznacznie przypisać jego klientowi sprawstwa. Zwracał uwagę, że oskarżony konsekwentnie nie przyznaje się do winy i twierdzi, że nie pamięta, aby dopuścił się zarzucanego mu czynu.

– To nie jest przyjęta linia obrony, lecz wyraz jego rzeczywistych wspomnień z tamtego czasu – argumentował.

Adwokat przypominał również o wnioskach opinii sądowo-psychiatrycznej, zgodnie z którą w chwili zdarzenia Jan H. miał całkowicie zniesioną poczytalność. Podkreślał przy tym, że przez wiele lat oskarżony zmagał się z nałogiem alkoholowym, odbywał liczne odwyki i pozostawał w długotrwałej abstynencji, co powinno być uwzględnione przy ocenie jego stanu psychicznego i stopnia zawinienia. 

CZYTAJ TEŻ: Archiwum X wraca do zbrodni w Zwierzyńcu. Czy po latach uda się ustalić sprawców? [ZDJĘCIA]

– Wszyscy świadkowie, których słuchaliśmy, wystawili mu w istocie laurkę – mówił, dodając, że Jan H. przez lata uchodził za człowieka, który „rzuciłby wszystko, żeby pomóc innym”. Wniósł o uniewinnienie swojego klienta, a w przypadku uznania go za winnego – o łagodniejszy wymiar kary, uwzględniający zarówno jego trudną sytuację życiową, jak i przewlekłą walkę z alkoholizmem.

Na zakończenie głos zabrał sam oskarżony. Z rozprawą łączył się w formie wideorozmowy z aresztu śledczego, gdzie przebywa od chwili zatrzymania. Zapewniał, że nie zabił swojego znajomego. W swoim wystąpieniu wrócił do dawnych relacji z Witoldem P., opisując sytuację sprzed lat, kiedy – jak twierdził – starszemu mężczyźnie brakowało podstawowych rzeczy do życia. 

– Siedem lat temu zadzwonił do mnie Witek. Mówi: „Nie mam złotówki na chleb, nie mam drewna, nie mam węgla”. Poszedłem do niego, dałem mu cztery sztuki masła, pomogłem z drewnem na opał – relacjonował. Jednocześnie Jan H. odniósł się do wydarzeń z nocy z wiosennej nocy sprzed dwóch lat

– Wiem mniej więcej, co się wydarzyło w tym domu, ale tego nie powiem. Przyrzekłem na Boga, że o tej rozmowie nikt się nie dowie. Zabiorę tę tajemnicę ze sobą do grobu – mówił.

 

 

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Kronika Tygodnia

Chcesz częściej widzieć nasze newsy?

Dodaj Kronikę Tygodnia do preferowanych źródeł w Google i bądź bliżej najważniejszych spraw z regionu.

Reklama
Konkurs syndyka - nieruchomość w miejscowości Siemierz Cena: 16000 PLN Syndyk masy upadłości Barbary Rogowskiej , osoby fizycznej nieprowadzącej działalności gospodarczej zaprasza do składania pisemnych ofert w konkursie na sprzedaż wchodzącego w skład masy upadłości prawa własności nieruchomości gruntowej niezabudowanej obejmującej działkę ewidencyjną nr 1055 oraz działkę ewidencyjną nr 1665 o łącznej powierzchni 1,427 ha, położonej w miejscowości Siemierz, gminie Rachanie, powiecie tomaszowskim, dla której Sąd Rejonowy w Tomaszowie Lubelskim, IV Wydział Ksiąg Wieczystych prowadzi księgę wieczystą numer ZA1T/00070216/0. Sprzedaż dokonywana jest w postępowaniu upadłościowym prowadzonym w Sądzie Rejonowym dla Krakowa - Śródmieścia w Krakowie VIII Wydział Gospodarczy dla spraw upadłościowych i restrukturyzacyjnych pod sygn. akt: KR1S/GUp-s/834/2025 przez syndyka z wolnej ręki. Podstawą prawną sprzedaży nieruchomości jest art. 311 ust. 1, w zw. z art. 49111a ust. 1 ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe oraz inne właściwe przepisy prawa. Cena wywoławcza nieruchomości wynosi 16.000,00 zł (słownie: szesnaście tysięcy złotych i zero groszy). Termin składania pisemnych ofert do kancelarii syndyka oraz wpłacania przez oferentów wadium w kwocie 1.600,00 zł na rachunek bankowy masy upadłości podany w szczegółowych warunkach konkursu, pod rygorem odrzucenia oferty, upływa w dniu 23 listopada 2026 r. (decyduje data wpływu wadium na rachunek bankowy masy oraz wpływu oferty do Kancelarii Syndyka), natomiast otwarcie ofert, przeprowadzenie konkursu oraz ewentualnej licytacji nastąpią w dniu 24 listopada 2026 r. o godzinie 1000 w Kancelarii Syndyka Pauliny Duwer przy ul. św. Marka 7-9/2 w Krakowie. Osoby zainteresowane udziałem w rozstrzygnięciu konkursu ofert mogą uczestniczyć osobiście albo za pośrednictwem wideokonferencji przy wykorzystaniu platformy Zoom zgłaszając syndykowi chęć udziału w trybie zdalnym najpóźniej do dnia składania pisemnych ofert. Wadium wpłacone przez oferenta, którego oferta zostanie przyjęta, podlega zaliczeniu na poczet ceny nabycia, a pozostałym uczestnikom konkursu zostanie niezwłocznie zwrócone w terminie do siedmiu dni od daty rozstrzygnięcia konkursu. Syndyk zachowa wpłacone wadium, jeżeli oferent, którego oferta została przyjęta, nie dokona wpłaty całej ceny lub uchyli się od zawarcia umowy w terminie do trzech miesięcy od daty rozstrzygnięcia konkursu. Szczegółowe informacje o przedmiocie sprzedaży oraz o szczegółowych warunkach konkursu ofert, w tym wymogach formalnych oferty, sposobie wpłacania wadium, sposobu dokonania zgłoszenia chęci uczestnictwa w rozstrzygnięciu konkursu w formie zdalnej, czy innych warunkach sprzedaży można uzyskać w godzinach 900 - 1500 osobiście w Kancelarii w Krakowie przy ul. św. Marka 7-9/2, a także pocztą elektroniczną. Zapytania proszę kierować na adres e-mail: [email protected], ewentualnie telefonicznie pod numerami (12) 623 54 21 lub +48 795 822 426. Oględziny nieruchomości możliwe są w każdym czasie (działki nie są ogrodzone). Syndyk zastrzega sobie prawo odwołania lub zamknięcia konkursu bez wybrania oferty, swobodnego wyboru oferty bez przeprowadzenia licytacji jak również unieważnienia konkursu lub licytacji bez podania przyczyny. Data dodania ogłoszenia: 30.10.2026 Konkurs syndyka - nieruchomość w miejscowości Siemierz
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama Baner reklamowy B1 firmy WORK CENTRE
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Wisła Płock Treść komentarza: Mijają lata , zmieniają się twarze , milicjant wykona , co rudy folksdojcz rozkaże ! Data dodania komentarza: 31.10.2026, 21:30 Źródło komentarza: Masowa akcja "Trzeźwość" na drogach powiatu hrubieszowskiego Autor komentarza: Shady Treść komentarza: Dawid Szponar to nasz magik 💚❤️ Data dodania komentarza: 31.10.2026, 20:14 Źródło komentarza: Uśmiech Fortuny. Olimpiakos wygrał po raz trzeci, a Graf sensacyjnie poniósł pierwszą porażkę Autor komentarza: Kosmita Treść komentarza: Szanowny zwący siebie Polak, jak rozumiem to jesteś przybocznym GRASANTEM imć Pana Nawrockiego, któren zgodnie z „rycerską” tradycją lubi sprawiać łomot BIAŁOGŁOWOM oraz Kosmitom. Wybacz, ale gdy widziałem jak mężnie jedna BIAŁOGŁOWA stanęła w obronie TK a wobec takiego faktu potem Pan Nawrocki miał się z pyszna, to uważam, że chyba jednak bez stosownych kibolskich atrybutów, to ON sobie nie da rady. Więcej Tobie powiem, każdy Kosmita ma na swym wyposażeniu PIORUNIRATOR ODOROWY tumanizujący dokumentnie adwersarza, więc wybacz, strachu w nas nie ma. To po pierwsze. Po drugie, próbujesz WYZYWACTWA, ale sam musisz przyznać, że jakoś tak nie bardzo ono Tobie wychodzi. Takie ono jakieś nijakie i byle, jakie. Miałkie ono, to twoje WYZYWACTWO i wcale niesoczyste. Widać braki w wykształceniu. Nie żebym się czepiał lub szydził. Teraz jestem jak najdalszy od tego, bo mam nadzieję, że jak trochę literatury zgłębisz, to następnym razem się podciągniesz. Wybacz, ale dziś PAŁA. Po trzecie, Szanowny zwący siebie Seba, cieszę się, że moja forma literacka szyderiady sarkastycznej Tobie przypadła do gustu, ale uczulam Ciebie, że najłatwiej jest równać do najgorszych. To, że Pan Polak wykazał się brakiem kultury, to Ty też chcesz być taki jak On? Zapewniam Ciebie, nie warto i proszę, przemyśl tą sprawę. Teraz zaś pożegnam się i życzę wszystkim pięknych snów. Dobranoc. Data dodania komentarza: 31.10.2026, 20:06 Źródło komentarza: Masowa akcja "Trzeźwość" na drogach powiatu hrubieszowskiego Autor komentarza: Seba. Treść komentarza: Jaki z Ciebie Polak bezczelna gnido smrodzie o parszywym pysku jak i ci ktorych popierasz takiego sutenera i alfonsa z Grand Hotelu w Sopocie . Ten czlowiek nie ma honoru i wstydu za grosz . Pluc wam w oczy a jeden z drugim powiesz ze pada deszcz , a Kosmita napisał sluszna prawde i go popieram a ciebie to zabolalo. A Ty blaznie i prorosyjski patolu z obsrana koszula w zębach przynosisz wstyd stojąc jak śmiec pod brama Trybunału Konstytucji w W-wie . Data dodania komentarza: 31.10.2026, 17:56 Źródło komentarza: Masowa akcja "Trzeźwość" na drogach powiatu hrubieszowskiego Autor komentarza: Polak Treść komentarza: On nic nie musi mieć w rękach , wystarczy że podszedł by do ciebie to byś się Zesrał jak czarzasty w POlu , POtem by ci tylko dał z plaskacza aż byś w to gówno siadł lewaku ! Ale tego nie zrobi , bo nie będzie se w gównie babrał , dlatego stój jak obsrany uj na paradzie pedalskiej ! Data dodania komentarza: 31.10.2026, 17:07 Źródło komentarza: Masowa akcja "Trzeźwość" na drogach powiatu hrubieszowskiego Autor komentarza: Do pampersa vel folksdojcza Treść komentarza: A ty powiedz starej żeby tak często koloru szminki nie zmieniała Data dodania komentarza: 31.10.2026, 17:06 Źródło komentarza: Tajemnicze zaginiecie nad Bugiem, czy rzeka skrywa tajemnicę? Mija rok od zaginięcia Damiana
Reklama
Reklama
Reklama