Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 25 sierpnia 2026 10:45
Reklama
Reklama
Emerytowany globtroter z Zadębiec

Jan Żebrowski ma 72 lata, raka płuc i potrzebę podróżowania. Ukochał Indie i wciąż tam wraca [ZDJĘCIA]

Ma 72 lata i raka płuc. Ale Jan Żebrowski nie ma czasu na chorowanie. Właśnie pakuje walizki, by znów wyruszyć w świat. Człowiek, który w wojskach rakietowych celował w niebo nad Kazachstanem, przez dekadę pracował dla wojska, a także łamał szyby w gabinetach dyrektorów, po przejściu na emeryturę osiadł w Zadębcach (gmina Trzeszczany). Ale tylko na chwilę – dopóki nie wywoła zdjęć i ponownie nie zatęskni za indyjskim słońcem.
Jan Żebrowski nie ma czasu na chorowanie. Właśnie pakuje walizki, by znów wyruszyć w świat.
Jan Żebrowski nie ma czasu na chorowanie. Właśnie pakuje walizki, by znów wyruszyć w świat.

Autor: Jan Żebrowski

Do Zadębiec w gminie Trzeszczany Jan Żebrowski trafił siedem lat temu. Uciekł z Grodziska Mazowieckiego, które nazywa wprost „warszawską noclegownią”. Szukał miejsca, gdzie ziemia nie jest płaska jak stół i gdzie „splunięcie nie leci kilometr z wiatrem”. 

W Zadębcach Jan Żebrowski kupił stary dom, który sam remontuje we własnym tempie i udoskonala, ponieważ posiada wiedzę teoretyczną oraz praktyczne umiejętności tzw. złotej rączki.

W Zadębcach znalazł Górę Ślimaka, ciszę i krajobraz, który w przeciwieństwie do Mazowsza stawia opór, a jednocześnie przynosi spokój i ukojenie. Tutaj kupił stary dom i sam go remontuje we własnym tempie oraz udoskonala, bo ma wiedzę teoretyczną i praktyczne umiejętności tzw. złotej rączki.

Pranie w Gangesie - Varanasi. Fot. Jan Żebrowski

– Chcę aktywnie żyć na emeryturze, póki jeszcze żyję – podkreśla Jan Żebrowski.

Jego azyl to dom, gdzie sąsiedzi zaglądają przez krzaki, a jego pies czujnie obserwuje pszczoły, sprawdzając, „czy go coś nie gryzie w zadek”. Ale ten spokój to tylko jedna z wielu warstw życia Jana Żebrowskiego – życia, którym można by obdzielić kilka innych żywotów.

Rakiety nad Kazachstanem i „pęknięta szyba”

Zanim Jan Żebrowski został globtroterem, był technikiem od zadań specjalnych. W czasach PRL-u, dzięki koneksjom ojca w kole łowieckim, w którym polował sam wicemarszałek Sejmu Stanisław Gucwa, pozwolenie na broń dostał zaledwie trzy dni po odebraniu dowodu osobistego. Potem była służba w Trzeciej Łużyckiej Dywizji Artylerii.

Varanasi - kobieta przy kuchence opalanej krowimi plackami, ale z telefonem komórkowym przy uchu. Fot. Jan Żebrowski

– Strzelaliśmy rakietami do celów. Jeździliśmy na poligony na Wybrzeżu, ale też do Kazachstanu – wspomina.

Jego kariera zawodowa to pasmo buntu i geniuszu. W Centrum Badawczo-Konstrukcyjnym Obrabiarek w Pruszkowie, jako młody technik, zawstydzał inżynierów wiedzą o cyfrowych układach logicznych. Był również niepokorny. Gdy w zakładach farmaceutycznych składał wymówienie, uderzył nim o biurko tak mocno, że pękła szklana płyta na blacie.

Transport materiałów budowlanych w Varanasi. Fot. Jan Żebrowski

– Musiałem za nią zapłacić, ale nie żałowałem – śmieje się Jan Żebrowski.

Był także cywilnym pracownikiem wojska. Trafił tam przez przypadek, szukając pracy w dobie blokady etatów. Przeszedł mordercze przeszkolenie, uczył się obsługi wozów pancernych i oddał dwa skoki spadochronowe. Trzeciego nie zdążył – zmiana przepisów sprawiła, że musiał odejść z jednostki i zająć się czym innym na potrzeby wojska polskiego.

CZYTAJ TEŻ: Szczebrzeszyn: 50 lat w poszukiwaniu skarbów. Historia życia małżeństwa z Roztocza [ZDJĘCIA]

„Jak raz zobaczysz Indie, to wsiąkniesz”

W latach 90. Jan Żebrowski znalazł się w samym sercu technologicznego przełomu. W prywatnej firmie budował urządzenia, które pozwalały starym komputerom „Odra” widzieć nowoczesne dyski magnetyczne. Zarabiał krocie – za „otwarcie drzwi” dostawał więcej niż wynosiła jego miesięczna odprawa z wojska.

Zaklinacz węży w Varanasi nad Gangesem.  Fot. Jan Żebrowski

Pieniądze pozwoliły mu na pasję: fotografię i podróże. Zaczęło się w Danii, gdzie pracując dla firmy Danfoss, mieszkał w domkach nad fiordami i dokumentował świat starym, analogowym Kodakiem Retina. Potem przyszedł czas na Azję.

– Zafascynowały mnie dwa kierunki: Indie i Wietnam. W Radżastanie pytałem Hindusa, który z ich dwóch milionów bogów jest najważniejszy. Odpowiedział: „Ten, do którego się właśnie modlisz”. To jest prawda o tamtym świecie: jak raz zobaczysz, to wsiąkniesz – opowiada podróżnik.

400 winyli i bilet do Hanoi

W domu w Zadębcach Jan zgromadził skarby: kolekcję sprzętu audio marki Sansui, około 400 winyli i około tysiąca płyt CD. Ale to tylko przystanek między wyprawami. Pan Jan nie uznaje biur podróży. Leci do Wietnamu, a gdy ląduje w Hanoi, to „coś się wymyśli”. Tak trafił do Sapy – dawnej letniej stolicy Francuzów w północnym Wietnamie. Z plecakiem łaził po górach, a nawet... nielegalnie przeszedł granicę z Laosem, dogadując się ze strażnikiem „na słowo”.

Pierwsza wyprawa do Indii. Kilka dni pieszo. Kobiety napełniają wodą naczynia w drodze do Sikar-u. Fot. Jan Żebrowski

Choć walczy z rakiem i skutkami zawału, już planuje kolejny wylot do Indii. Nienawidzi upałów i wilgoci, ale kocha tamtejszą życzliwość i góry. Jego angielski jest „jego własny”, ale dogada się z każdym – od duńskiego inżyniera po wietnamskiego rolnika.

Jan Żebrowski to człowiek, który udowadnia, że emerytura to nie czekanie na koniec, ale czas na realizację scenariusza, którego nie powstydziłby się Hollywood. Zamojszczyzna daje mu oddech, ale to świat daje mu życie.

Powiązane galerie zdjęć:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Kronika Tygodnia

Chcesz częściej widzieć nasze newsy?

Dodaj Kronikę Tygodnia do preferowanych źródeł w Google i bądź bliżej najważniejszych spraw z regionu.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Baner reklamowy B1 firmy WORK CENTRE
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Grzesko Treść komentarza: Zanim wprowadzi się nowy wzór tablic wypadałoby sprawdzić czy wszyscy dotychczasowi użytkownicy skróconych nr rej. powinni je mieć. A to dlatego, że spora część samochodów posiadających takie tablice ma miejsce na tablicę o normalnym rozmiarze, a tylko właściciel takiego auta podając we wniosku rej. "pochodzenie auta np. z USA" wymuszał wydanie małych tablic. Dlaczego? Bo wśród posiadaczy niektórych marek jest snobistycznie "dobrze widziane" posiadanie "małych tablic". Data dodania komentarza: 24.08.2026, 12:54 Źródło komentarza: Zmiana układu znaków na tablicach rejestracyjnych. Zaskakujący powód Autor komentarza: Kierowca zaw. Treść komentarza: Takich kierowcow bez wyobrazni na drodze trzeba koniecznie eliminowac zeby juz wiecej nigdy nie zasiedli za kierownica danego pojazdu . Mam styczność obserwować to na codzien!. Kochani to pomstwa do nieba jak jezdza bez wyobrazni mlodzi kierowcy za fajera ! Data dodania komentarza: 24.08.2026, 10:35 Źródło komentarza: BMW z impetem wbiło się w drzewo w Różańcu Pierwszym Autor komentarza: Emeryt. Treść komentarza: Takich typów bezszczelnych nie ma co żałować i eliminowac ze środowiska ! Glupie wytłumaczenie ze zrobil to dla żartów . To widac na codzien jak zachowuje sie to dranstwo . Ostatnio w Krakowie zamordowano młodego chłopaka ze był niby kibolem ! Data dodania komentarza: 24.08.2026, 09:30 Źródło komentarza: 23-latek z Tomaszowa Lubelskiego planował zamach na czołowych polityków [FILM] Autor komentarza: Z Treść komentarza: Mądry ten 42-latek. Data dodania komentarza: 24.08.2026, 08:53 Źródło komentarza: 11-latka za kierownicą quada! O krok od tragedii na Roztoczu Autor komentarza: Michał Treść komentarza: W tych gdeszynach to rzadko by nie wiało a jak już ma przyjść huragan to wtedy tragedia. Data dodania komentarza: 24.08.2026, 07:29 Źródło komentarza: Burza nad powiatem zamojskim. 31 interwencji strażaków Autor komentarza: Biłgorajka Treść komentarza: Tyle ginie młodych kierowców Data dodania komentarza: 23.08.2026, 22:17 Źródło komentarza: BMW z impetem wbiło się w drzewo w Różańcu Pierwszym
Reklama
Reklama
Reklama