16 października w Ludźmierzu (woj. małopolskie) odbyła się uroczystość wręczenia decyzji o wpisach na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego oraz do Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego.
Decyzje przedstawicielom wspólnot i instytucji wręczyli: Agata Kurdziel – zastępczyni dyrektora Departamentu Ochrony Zabytków w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Michał Krasucki – p.o. dyrektora Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Podczas gali wręczono również medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” i odznaki honorowe „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.
Uroczystość rozpoczęła się w Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala w Ludźmierzu, natomiast dalsza część odbywała się w Instytucie Dziedzictwa Niematerialnego Ludów Karpackich. Galę poprowadzili Hanka Rybka i Krzysztof Trebunia-Tutka.
CZYTAJ TEŻ: Huczwa Tyszowce zyskała Mazurka. Debiut był bolesny, ale plan na przyszłość jest jasny
W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele administracji państwowej i samorządowej, instytucji kultury, środowisk zajmujących się ochroną dziedzictwa niematerialnego. Wśród gości nie mogło zabraknąć jej bohaterów, czyli osób, które pielęgnują tradycję i są zasłużone dla polskiej kultury.
Nowe wpisy
Wśród nowych wpisów na Krajowej liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego ogłoszonych w 2025 i 2026 roku znalazły się: kultura górali polskich Karpat, żywieckie tradycje zdobnictwa bibułkowego, Niedźwiedzie wielkanocne z Góry, procesja Bożego Ciała z tradycją dywanów kwietnych w Skęczniewie, procesja Emaus i turki, czyli straż Grobu Pańskiego w parafii Dobra oraz umiejętność wykonywania pisanek techniką drapaną – krasek z Krasnegostawu i okolic.
Decyzje o wpisie otrzymali także depozytariusze zabawkarstwa drewnianego z Brzózy Stadnickiej, lasowiackiego zabawkarstwa drewnianego w widłach Wisły i Sanu oraz wycinankarstwa kurpiowskiego z Puszczy Białej, tradycyjnej plastyki obrzędowej i zdobniczej Pałuk, wylewania i noszenia świec olbrzymek w Tyszowcach, pszczelarstwa na Śląsku Opolskim, wykonywania światów i ozdób z opłatka na Lubelszczyźnie, garncarstwa i ceramiki figuralnej ośrodka w Chałupkach oraz tradycyjnego rzemiosła zduńskiego.
PRZECZYTAJ: Tomaszów Lubelski: Dyrektor PUP alarmuje. Bezrobotnych przybywa, pieniędzy na pomoc coraz mniej
Do listy dołączyły również tradycja wyplatania ozdób ze słomy w Majdanie Kozłowieckim, Annoborze i Łucce-Kolonii oraz język łemkowski jako nośnik dziedzictwa kulturowego Łemków.
Tradycja sięgająca XVII wieku
Decyzję o wpisie tradycji wylewania i noszenia świec olbrzymek w Tyszowcach pojechali przyjąć depozytariusze tradycji: Anna Bzdyra, Jan Dudziński, Piotr Kraś i Dariusz Grabiec oraz burmistrz Tyszowiec Robert Bondyra i zastępca burmistrza Konrad Jóźwik.
Do Ludźmierza zabrali ze sobą 3-metrową świecę wylaną dla nieistniejącego dziś tyszowieckiego gimnazjum, które nosiło imię Konfederacji Tyszowieckiej. Choć to najmniejsza ze świec z Tyszowiec, to na Podhalu i tak robiła wrażenie.
Niewątpliwie nie mniejsze wrażenie wywołuje sama historia zwyczaju, która sięga jeszcze XVII wieku i czasów Konfederacji Tyszowieckiej (1655 r.). Według lokalnej legendy tradycja narodziła się po odkryciu podstępu Szwedów, którzy mieli podarować mieszkańcom świece wypełnione prochem strzelniczym. Na pamiątkę tych wydarzeń zaczęto wykonywać własne świece z pszczelego wosku. Niewielkie grono mistrzów, ponad 20 osób, robi to do dziś.
Dziś noszą nie tylko kawalerowie
Jan Dudziński jest związany z tradycją wylewania i noszenia świec od ponad 40 lat. Pamięta jeszcze jak przywilej ten należał do członków cechów.
– Kiedyś tylko członkowie cechów i tylko kawalerowie mogli nosić świece. Każdy z cechów, szewski, kuśnierski i kowalski, miał swoje świece. Moi przodkowie byli szewcami. Swego czasu mieli największy i najbogatszy cech. Świece nosił na pewno mój pradziadek, dziadek, ojciec, czy także wcześniejsi przodkowie – tego nie wiem. Ja zacząłem je nosić w 1983 r. po powrocie do Tyszowiec z wojska. Potem zaangażowałem się w wylewanie świec – opowiada Jan Dudziński.
Dodaje, że z czasem dostęp do pielęgnowania tradycji stał się bardziej powszechny. Nie wymagano już przynależności do cechów ani by chętni do noszenia olbrzymek byli koniecznie kawalerami. Wynikało to z oczywistych braków tych zawodów i młodych mężczyzn, którzy czuli potrzebę kontynuowania tradycji.
Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

Kiedyś świece były też dużo większe. Mogły ważyć nawet 40 kilogramów. Ale dźwiganie ich do przyjemności nie należało, chociaż ten, kto niósł, na pewno czuł się dumny. Teraz wylewa się już lżejsze i krótsze świece. Jedna waży ok. 20 kg i ma ok. 4,5 metra długości.
Kiedyś 40, dziś 20 kg
Proces wylewania świec powtarzany jest w miarę potrzeb, co 2-3 lata.
– Komplet czterech świec wylewamy w 3-4 dni, zależnie od pogody. Zużywamy przy tym ok. 100 kg wosku pszczelego – mówi pan Jan.
Zdradza, że teraz zastosowano wkłady parafinowe, dzięki czemu świece tak szybko się nie spalają i służą dłużej.
Stare świece są wyeksponowane w kościele parafialnym w Tyszowcach.
– W tej chwili mamy w kościele 12 świec, trzy komplety o wysokościach 4,5 m, 5,5 m i 5,75 m. Można przyjść, zobaczyć, dotknąć – zachęca pan Jan.
Samą tradycję noszenia świec można zobaczyć podczas świąt. Mieszkańcy, parafianie, noszą olbrzymki podczas rezurekcji, procesji Bożego Ciała, rocznicy Konfederacji Tyszowieckiej (29 grudnia), a także w inne święta kościelne i państwowe i pogrzeby osób, które pielęgnowały tradycję za życia.
PRZECZYTAJ TEŻ: Tyszowce: Czy w bufecie u Kalmuka będzie muzeum? Historyczny budynek ma szansę na nowe życie
– Tradycja trwa już 370 lat! W pojedynkę by się nie dało jej kontynuować. Cieszymy się, że coraz więcej ludzi w całej Polsce o niej słyszy i mamy nadzieję, że to zachęci młodsze pokolenia, by trwały na jej straży – stwierdza Jan Dudziński.
On sam dba o nią cały czas i chętnie jeździ w różne zakątki Polski, by opowiadać o tyszowieckich świecach i pokazywać na warsztatach jak się je wylewa.


Napisz komentarz
Komentarze