Gdy większość mieszkańców regionu we wtorkowy poranek zbierała się do codziennych obowiązków, ekrany ich smartfonów rozbłysły ostrzegawczymi komunikatami.
Czytaj także: Emerytury 2027. Hojniejszej waloryzacji nie będzie
"Uwaga! Rosyjski atak powietrzny"
O godz. 5.23 Rządowe Centrum Bezpieczeństwa oraz służby uruchomiły alert. Krótka treść nie pozostawiała złudzeń co do sytuacji:
„UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów”.
Czytaj też: Nowe wydanie "Kroniki Tygodnia" od 20 października w sprzedaży! Sprawdź, o czym przeczytasz
Już w poniedziałkowy wieczór mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia kilkukrotnie otrzymywali alerty RCB. Pierwszy alarm dotarł około godziny 21:00 (odwołany po 22:30), a kolejny – tuż po godzinie 23:00, utrzymywał się do północy. Ostatni poranny komunikat był jednak eskalacją napięcia, która zmusiła służby do natychmiastowej reakcji.
Dron tuż obok polskiej granicy?
Oliwy do ognia dolały nieoficjalne doniesienia zza naszej wschodniej granice. Według monitorujących ruch powietrzny kanałów informacyjnych, w trakcie nocnych nalotów jeden z rosyjskich bezzałogowców miał pojawić się w obwodzie wołyńskim – zaledwie około 20 kilometrów od granicy z Polską, w rejonie Włodzimierza Wołyńskiego.
Czytaj również: Rachunki i drożyzna budzą dziś większe obawy niż wojna
Choć polskie władze uspokajają, że sytuacja jest pod pełną kontrolą, a nasze lotnictwo i sojusznicy stale monitorują przestrzeń powietrzną, bliskość zagrożenia sprawia, że w regionie czuć było realny niepokój. Mieszkańcy proszeni są o zachowanie czujności i baczne śledzenie kolejnych komunikatów służb.
20 października około godz. 7.30 Dowództwo Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało: "Operowanie wojskowego lotnictwa w polskiej przestrzeni powietrznej zostało zakończone, a naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego powróciły do standardowej działalności operacyjne".


Napisz komentarz
Komentarze