Gorąca sytuacja za wschodnią granicą postawiła w sobotę, 5 września, polskie służby w stan pełnej gotowości. Tuż przed godziną 15:00 Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) uruchomiło procedurę alarmową po tym, jak Rosja rozpoczęła kolejny atak z powietrza na Ukrainę. Do monitorowania powietrznej przestrzeni NATO poderwano polskie i sojusznicze lotnictwo.
„UWAGA! UWAGA! UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Śledź komunikaty” - wiadomość RCB o tej treści miała trafić na telefony w południowo-wschodniej Polsce.
Szybko rozwijająca się sytuacja w powietrzu wywołała jednak zamieszanie. Zanim system zdążył doręczyć ostrzeżenia do wszystkich abonentów, zagrożenie ustało. RCB podjęło błyskawiczną decyzję o przerwaniu wysyłki pierwotnego alarmu i natychmiast wypuściło komunikat odwoławczy. W efekcie doszło do zamieszania na wyświetlaczach smartfonów: część odbiorców dostała najpierw ostrzeżenie, a chwilę później jego odwołanie. Tysiące mieszkańców otrzymało wyłącznie wiadomość o ustaniu zagrożenia, bez żadnego wcześniejszego kontekstu, co wzbudziło konsternację.
CZYTAJ TEŻ: Wojsko poderwało śmigłowiec. Radary wykryły... stado ptaków
Przedstawiciele RCB tłumaczą, że ten nietypowy przebieg akcji był bezpośrednią konsekwencja dynamicznych zmian na niebie. Gdy tylko myśliwce zapewniły ochronę przestrzeni powietrznej, a sytuacja się ustabilizowała, priorytetem stało się przekazanie informacji o aktualnej sytuacji, by nie generować niepotrzebnej paniki.


Napisz komentarz
Komentarze