Płynna granica z zaświatami

  • 01.11.2017, 10:00 (aktualizacja 02.11.2017, 05:50)
  • bn
Płynna granica z zaświatami archiwum
"Ja tu leżę, Hołubek, Gołąbkiem mnie zwano. Pod Byczyną zabito, tu zaś pochowano. Ale mężni Polacy krzywdy mej się mścili. Gdy Hołubka zgubiwszy, Orła uchwycili" – głosiło epitafium Kozaka Hołubka. Był on żołnierzem hetmana Jana Zamoyskiego. Zginął w sławnej bitwie pod Byczyną (1588 r.).

Wielki założyciel Zamościa wziął wówczas do niewoli samego arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, którego więziono potem w Zamościu. Nawiązywała do tego ostatnia część rymowanego epitafium poległego Kozaka. Nie wiadomo jednak gdzie ten nagrobek się znajdował. O jego istnieniu możemy jedynie przeczytać w książce Adama Naruszewicza (1733-1796) pt. "Życia sławnych Polaków".

Takich ciekawych epitafiów jest wiele. Nie brakuje też źródeł pokazujących stosunek naszych przodków do śmierci. 

W dawnej Rzeczpospolitej śmierć odniesiona w bitwie była chwalebna. Upamiętniano ją dość często. Czasami robiono to w sposób nietypowy... O jednym z takich trochę dziwnych epitafiów informował w 1829 r. Kurier Warszawski. Dowiadujemy się z tego tekstu o pewnym napisie umieszczonym za ołtarzem farnym w Brzeżanach (dzisiaj w obwodzie tarnopolskim).
Brzmiał on tak: "Tu leży Jakub, co miał za herb Strzemię. Puślisko (chodzi o skórzane paski, na których wisiały przy siodle strzemiona – przyp. red.) się urwało, a on heb na ziemię".

Co ta rymowana informacja właściwie dokumentowała? Za owym wielkim, brzeżańskim ołtarzem pochowano zwłoki niejakiego Jakuba Strzemieńczyka. Był on dziarskim pułkownikiem "służącym pod hetmanem Sieniawskim" (chodzi prawdopodobnie o Adama Mikołaja Sieniawskiego, który żył w latach 1666-1726). W jednej z bitew przeciwko Tatarom pan Jakub dwukrotnie przełamał nieprzyjacielskie hufce. Udało mu się wówczas przedrzeć nawet do wrogich taborów, ale wtedy raniła go tatarska strzała. 

Dzielny żołnierz sam ją sobie na bitewnym polu wyrwał. Potem jednak został zaniesiony do kościoła farnego i tam skonał. Tuż przed śmiercią własną krwią, napisał na jednej ze ścian kościoła ów rymowany wierszyk o "puślisku" ukazujący jego ostatnie zmagania z nieprzyjaciółmi naszego kraju. To zrobiło wrażenie nie tylko na jemu współczesnych. 

"Napis ten za wielkim ołtarzem dla uwiecznienia pamiątki złotymi literami na białym marmurze wyrytym został" – donosił z uznaniem "Kurier Warszawski".

Inne, ciekawe epitafium (ułożone zapewne przez autora za życia) można było natomiast znaleźć w starotrockim opactwie św. Benedykta:
"Miłościwy Boże, zmiłuj się! R. 1610 dnia 28 listopada. Jan Grocki tu pogrzebion leżę. Dlaczego? Nie wiem, ani też nie dbam o to, czy ty wiesz lub nie wiesz. Jeżeliś zdrów to dobrze. Ja, żyjąc, miałem się dobrze i teraz także. Jeżeli zaś nie, o tym ci nie powiem (...). Bądź zdrów i odejdź! Módl się za mnie. Amen".

Więcej na ten temat w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia

bn

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz Regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791 Warszawa) jest administratorem twoich danych osobowych, dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe