Nagrania z głosem Maryi

  • 23.05.2017, 16:00
  • bn
Nagrania z głosem Maryi ze zbiorów Stanisława Rudego. Na zdjęciu
Chrześcijanie traktują Maryję, matkę Jezusa Chrystusa, niemal jak... własną. Modlą się do niej, powierzają jej swoje sekrety, skarżą się na trudny los. Wiele osób z nadzieją przyjmuje także kolejne, maryjne objawienia czy "interwencje". Nie wszystkie zostały oficjalnie uznane przez kościół, ale wszystkie obudziły... potężne emocje.

To było jedno z najsłynniejszych tego typu wydarzeń w naszym kraju. W czerwcu 1983 r. Kazimierzowi Domańskiemu, byłemu pracownikowi Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego ukazała się Matka Boska. Do tego objawienia miało dojść w ogrodzie działkowym (na działce nr 146) im. Stanisława Staszica w Oławie. Wiadomość o tym cudzie lotem błyskawicy obiegła całą Polskę i dotarła także na Zamojszczyznę. 

Dla wielu osób była prawdziwym szokiem. – Trzeba pamiętać, że to był czas tuż po Stanie Wojennym. Żyliśmy w szarej, brutalnej rzeczywistości. I wtedy pojawiło się takie dalekie światełko, promyk nadziei – wspomina 73-letnia pani Joanna z Zamościa. – W wielu parafiach niemal natychmiast zaczęto organizować pielgrzymki do Oławy. To było daleko, jechało się tam co najmniej kilka godzin. Wierni się wówczas modlili, śpiewali nabożne pieśni i gorączkowo rozmawiali o tym cudzie. 

Mama pani Joanny (ta kobieta już niestety nie żyje) także pojechała z taką pielgrzymką. I doznała mistycznego przeżycia. 

– Gdy pielgrzymi dotarli na te oławskie działki, dzień był zimny, pochmurny. Kiedy jednak ludzie przyszli w okolice miejsca, gdzie miało dochodzić do objawień, zrobiło się im ciepło, przyjemnie – opowiada pani Joanna. – Mama przekonywała, że tylko w tym miejscu panowała wyższa temperatura. Może to było wrażenie wywołane emocjami, a może coś innego...

Pan Adam z Zamościa nie był wówczas w Oławie. Pojechała tam jednak jego matka (mieszkała w jednej z podzamojskich wiosek), kuzyni oraz m.in. jeden z dobrych znajomych. Ten mężczyzna chorował na raka żołądka. 

– Wyruszył do Oławy w intencji swojego wyzdrowienia. Domański go dotknął i... podobno choroba się cofnęła. Tak było przez rok. Potem rak wrócił i znajomy zmarł – mówi pan Adam. – Nie wiem co o tym myśleć... Inni ludzie także doznawali takich mistycznych wrażeń, różnych uzdrowień. 

W 1983 r., tuż po wieści o objawieniu w Oławie, zamojski PKS był wręcz oblężony przez pielgrzymów z naszego regionu. Jak zapewnia jeden z naszych rozmówców każdego miesiąca wynajmowano w tym przedsiębiorstwie kilkadziesiąt autobusów, które kursowały do miejsca objawień. Zaniepokoiło to w końcu zamojskie (oficjalnie ateistyczne), komunistyczne władze. 

– Wtedy paliwo było jeszcze limitowane. Próbowano je wstrzymać dla autobusów z pielgrzymami. Z tego, co pamiętam, to się jakoś nie udało. Być może w PZPR liczono się z tym, że sprzeciw wiernych będzie zbyt duży? Nie umiem dzisiaj tego rozstrzygnąć – zastanawia się jeden z naszych rozmówców, były pracownik zamojskiego PKS-u.

Więcej na ten temat w papierowym i e-wydaniu Kroniki Tygodnia. 

bn

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz Regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791 Warszawa) jest administratorem twoich danych osobowych, dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe