Zdobywałeś już bramki, które bezpośrednio przekładały się na punkty. Można powiedzieć, że masz patent na ważne gole?
Bardzo się cieszę, że te bramki pomogły zespołowi zdobyć punkty w trudnych momentach. Te mecze pokazały, że nawet gdy spotkanie nie układa się po naszej myśli, nigdy nie można nam odmówić zaangażowania i walki do końca.
Jednego z takich goli strzeliłeś byłemu klubowi – KSZO. Jakie emocje towarzyszyły ci po trafieniu na wagę zwycięstwa?
W KSZO poznałem wielu wspaniałych ludzi i świetnych zawodników. Z tym klubem mam same pozytywne wspomnienia, zarówno sportowe, jak i pozaboiskowe, dlatego przede wszystkim czułem ogromną radość. Myślę, że dla każdego zawodnika mecze z byłymi klubami są sentymentalne i wiążą się z większą niż zwykle chęcią dobrego pokazania się oraz zwycięstwa.
Przegrywaliśmy 0:1 z niepokonanym do tej pory faworytem do awansu, na jego stadionie, dlatego ten gol smakował wyśmienicie.
W lidze nie zawsze wychodzisz w podstawowym składzie. Jak podchodzisz do rywalizacji o miejsce w jedenastce?
Rywalizacja, jeśli jest sprawiedliwa, to świetna rzecz, bo pomaga zawodnikom się rozwijać i pokazywać maksimum swoich możliwości – zarówno na treningach, jak i podczas meczów. W moim przypadku regularna gra jest główną motywacją do pracy. Mam nadzieję, że będę grał jak najczęściej, ponieważ drużyna dużo zyskuje z mojej obecności na boisku.
Po trzynastu kolejkach macie dwadzieścia punktów i zajmujecie siódme miejsce w tabeli. Jak oceniasz początek sezonu?
Jesteśmy beniaminkiem, a do tego dołączyło do zespołu sporo nowych zawodników. Budowa zespołu to proces, który wymaga czasu. Musimy skupić się na wygraniu każdego meczu. Najważniejsze, żebyśmy regularnie poprawiali wszystkie aspekty naszej gry i rozwijali się indywidualnie oraz jako zespół.
Do Hetmana dołączyłeś przed rozpoczęciem sezonu 2026/2027. Co najbardziej zapamiętałeś z pierwszych dni w Zamościu?
Z pierwszych dni najbardziej zapamiętałem problemy ze znalezieniem mieszkania. Przejrzałem prawie dziesięć ofert i dosłownie w każdym przypadku tuż przed podpisaniem umowy pojawiał się jakiś ukryty problem: dziury w ścianie za szafą, zepsute meble, dodatkowe opłaty wynoszące prawie tysiąc złotych i kilka innych rzeczy, o których wcześniej nie było mowy. Mało brakowało, a nabrałbym się na jedno z tych ogłoszeń.
W 2019 roku, podczas meczu Hetmana z Podhalem, występowałeś jako środkowy obrońca. Dziś jesteś napastnikiem. Jak wyglądała ta droga?
To dość długa historia. W tamtym spotkaniu grałem na środku obrony. Dużo się wtedy działo – był to dla mnie emocjonalny rollercoaster. Najpierw dostałem wątpliwą czerwoną kartkę. Mimo tego zespołowi udało się strzelić gola na 1:0. Następnie nie wykorzystaliśmy rzutu karnego i ostatecznie w końcówce przegraliśmy 1:2.
Dziś wracasz do Zamościa już jako zawodnik Hetmana. Masz z tamtym meczem jakieś szczególne skojarzenia?
Na pewno dobrze go pamiętam, bo wydarzyło się w nim naprawdę dużo. Teraz jednak patrzę na to spotkanie przede wszystkim jako na ciekawostkę. Minęło kilka lat, zmieniła się moja pozycja i wiele innych rzeczy. Fajnie, że po takim czasie mogę ponownie grać w Zamościu, tym razem w barwach Hetmana.
Jesteś wychowankiem Wisły Kraków. Występowałeś w Młodej Ekstraklasie i byłeś blisko debiutu w pierwszym zespole. Czego zabrakło, żeby ostatecznie pojawić się na boisku?
Najbliżej było chyba w meczu Wisła Kraków – Lechia Gdańsk. Jeden z naszych obrońców zgłosił uraz i byłem już przebrany oraz gotowy do debiutu. Było to mniej więcej w 40. minucie. Po interwencji fizjoterapeuty i podaniu środków przeciwbólowych zawodnik zdecydował, że jakoś wytrzyma do przerwy.
W przerwie udało się doprowadzić go do przyzwoitego stanu i trener nie zdecydował się na zmianę. Potem pojawiłem się jeszcze kilka razy na ławce, ale wyniki były średnie i jako obrońca nie dostałem szansy debiutu.
Z perspektywy czasu uważam, że przede wszystkim zabrakło szczęścia i zdrowia. W najważniejszych i najlepszych momentach pojawiały się urazy, które mocno hamowały mój rozwój.
Co czułeś, kiedy dowiedziałeś się, że możesz zadebiutować w Ekstraklasie?
To była ogromna ekscytacja. Byłem przecież bardzo młody i spełniało się jedno z moich największych piłkarskich marzeń. Szkoda, że ostatecznie nie dostałem szansy, ale samo znalezienie się tak blisko debiutu było dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem.
W reprezentacji Polski U-18 rozegrałeś dwa spotkania. Jak ważne było dla ciebie założenie koszulki z orzełkiem na piersi?
Miało to dla mnie ogromne znaczenie. Gdy byłem małym chłopcem, moim największym marzeniem był występ w reprezentacji. Powołanie do kadry traktowałem jako wstęp do ciekawej przygody w piłce.
Dało mi to ogromną motywację, a niedługo potem zostałem włączony do kadry pierwszego zespołu Wisły. Mogłem przebywać w szatni z zawodnikami, których wcześniej podziwiałem w telewizji i którym jako trampkarz podawałem piłki.
Jak ważne jest dla was wsparcie kibiców? Czy doping potrafi dodać zawodnikom energii w trudnych momentach?
Moim zdaniem jest kluczowe. Każdy zawodnik od dziecka trenuje po to, żeby grać na dużych stadionach przy pełnych trybunach. Patrząc nawet przez pryzmat ostatnich meczów, widać, że doping i wsparcie dużo nam dały w trudnych fragmentach. Gra nie do końca się układała, a mimo to zdołaliśmy wywalczyć cenne punkty.
Masz już w Zamościu swoje ulubione miejsce, do którego chętnie wracasz?
Obecnie najczęściej wracam z córką na plac zabaw w parku (śmiech). Do tego tuż pod mieszkaniem mamy świetną kawiarnię z domowymi ciastami.
Czego najbardziej chciałbyś dokonać z Hetmanem w tym sezonie?
Chciałbym regularnie wygrywać. Myślę, że stać nas na jeszcze wyższe miejsce w tabeli niż obecne.
A jakie jest twoje największe piłkarskie marzenie?
Od dziecka marzyłem o grze w reprezentacji i wygraniu Ligi Mistrzów. Z wiekiem chyba będę musiał wymyślić coś innego (śmiech).


Napisz komentarz
Komentarze