W oczekiwaniu na lepsze czasy

  • 20.02.2021, 08:06
  • Agnieszka Piela
W oczekiwaniu na lepsze czasy Irena Czerwińska (w stroju czarownicy): Nasze społeczeństwo jest zupełnie nieprzygotowane na taką zabawę.
Oswajanie mieszkańców gminy Hrubieszów z wioskami tematycznymi trwało kilka lat. Były spotkania, niekończące się rozmowy, pomysły i wielki entuzjazm. Utworzono dziewięć wiosek. Niewiele przetrwało próbę czasu.

Osobą zaangażowaną w rozwój wiosek tematycznych jest Irena Czerwińska, prezes Stowarzyszenia Kobiet Gminy Hrubieszów "Polskie Kwiaty". To ona w 2008 roku, gdy pracowała w urzędzie gminy wraz z ówczesnym wójtem Janem Mołodeckim, sprowadziła z dalekiego Pomorza twórcę tamtejszych wiosek tematycznych dra Wacława Idziaka. Idea tworzenia i funkcjonowania wiosek, gdzie wiele zależy od zapału, pomysłowości i konsekwencji w działaniu mieszkańców bardzo spodobała się pani Irenie.

 – Musiałam oswoić się z tą myślą. Do tego pomyślałam sobie, że to jest doskonały sposób na załatanie problemu mieszkańców wsi, jakim było wtedy bezrobocie, i że to może się u nas udać na bazie istniejących kół gospodyń wiejskich – mówi Irena Czerwińska.

Burza mózgów we wsiach

I choć na terenie gminy Hrubieszów działa 28 KGW inicjatorzy powstania wiosek wiedzieli, że nie wszystkie podejmą się nowego wyzwania. Zgodziło się dziewięć. Dziesięć zadeklarowało chęć wzięcia udziału w warsztatach z drem Idziakiem. Wśród nich była Wioska Gotów, która z perspektywy czasu najlepiej poradziła sobie z tematem (przekształciła się w stowarzyszenie).

 – Każde koło miało za zadanie przemyśleć co jest najmocniejszym atutem danej wsi. Przeanalizować zasoby materialne i niematerialne. Poszukać wśród mieszkańców zdolności i umiejętności. Wykorzystać lokalne dziedzictwo kulturowe – wyjaśnia pani Irena. Trwało to kilka lat. Wszystko robiono małymi krokami, by przypadkiem nikogo nie odstraszyć, by pozwolić na rodzenie się nowych, lepszych pomysłów lub dojrzewanie starych. Pomocne były fundusze unijne dla wsi. Złożono odpowiednie wnioski. Wypracowano główne motywy przewodnie, tematy dziewięciu wiosek. Opracowano scenariusze i programy przyjmowania turystów. Kupiono stroje.

 – Nie było to łatwe. Z prostego powodu. Panie nigdy nie pracowały z turystami. Po czterech latach wytężonej pracy, gdy wreszcie każdy wiedział, co ma robić, kim jest, co ma mówić, wioski zaczęły się otwierać – podkreśla pani Irena i dodaje, że pomocne były wizyty studyjne, ale i zaangażowanie lokalnego samorządu.

 – Na wizytach podpatrywaliśmy lepszych. Uczyliśmy się tworzyć produkt turystyczny w postaci pamiątki. A gmina wydrukowała nam ulotki o każdej wiosce. Jeździliśmy z ofertą między innymi do Lublina – wspomina.

Dziewięć bajkowych krain

Wioski tematyczne powstały w Moroczynie (Wioska Strachów w Moroczynie – Bajkowa Kraina Gotanii), Cichobórzu (Wesołe skalisko), Wolicy (Królestwo żab), Nowosiółkach (Ziemniakowo), Stefankowicach-Kolonii (Einstein na łące), Ubrodowicach (Nasze podpałki zdrowsze niż chałki), Szpikołosach (Cudowny świat krasnali), Ślipczu (Nad dzikim Bugiem) i Kułakowicach Pierwszych (Dziki Zachód). Budowano place zabaw, stare domy przeznaczano na skanseny, testowano produkt na znajomych i rodzinie. Obsługa wiosek otrzymała stroje tematyczne.

 – Czarownice, diabły i wampiry pojawiły się w Moroczynie. Pyza w Ziemniakowie i tak dalej. Turyści zaczęli pokazywać się w tych wsiach, ale było ich niewielu. Przede wszystkim młodzież z miejscowych szkół i dzieci z okolicznych przedszkoli. Do Moroczyna przyjeżdżały chętnie przedszkolaki z Chełma – mówi pani Irena.

Rozczarowania 

W innych wioskach było gorzej. Nie odwiedzały ich nawet dzieci i młodzież. 

 – Pomyślałam, że rolnicy, którzy prowadzą małe gospodarstwa rolne mogliby prezentować turystom "jak to drzewiej było". Byliby czymś w rodzaju kustoszy muzeów. W ich obejściu stoi jeszcze pług, jest też kosa, można znaleźć nawet sierp. Poza tym rolnicy mają ogromną wiedzę. Gdyby przyjeżdżała grupa do wioski, to można by było ubogacić ofertę o gospodarstwo rolnicze. Tego by turyści oczekiwali. Napić się mleka prosto od krowy, spróbować nabiału czy podpłomyka – snuje opowieść Czerwińska. Gdy próbowała przekonać do swego pomysłu rolników, usłyszała komentarze typu: "a co ja będę z siebie robić wariata?".

To było jej pierwsze rozczarowanie. Wkrótce pojawiło się kolejne. 

 – Wioska tematyczna nie muzeum. Owszem jest zwiedzanie, są warsztaty kulinarne, pokazy, ale dominują zabawy, animacje i edukacja. Tutaj trzeba coś przeżyć, czegoś doświadczyć i odpocząć. A nasze społeczeństwo nie jest na to gotowe. Trzeba było też stosować się do wymogów sanepidu –  mówi Irena Czerwińska. Podkreśla, że posiadanie książeczki zdrowia to był najmniejszy problem.

 – Panie z KGW nie mogły lepić pierogów i ich sprzedawać. Zabawa zabawą, ale coś zjeść trzeba. Rozwiązaliśmy to w ten sposób, że przyjeżdżano ze swoim wyżywieniem. Ale to jeszcze nic. Pojawił się inny problem. A mianowicie brak pełnej obsługi. Do naszych Kół nie należy zbyt wiele osób. Bywało, że któraś z pań zachorowała czy miała problem z dzieckiem i już nie było jej kim zastąpić. Wtedy zaczęło się zniechęcenie – tłumaczy pani Irena.

Uśpione wioski

Mimo że grupy chciały przyjeżdżać, Kułakowice Pierwsze i Cichobórz zawiesiły działalność.

 – Kilka wiosek zgłosiło, że nie przyjmują turystów, a reszta mówiła, że nikt nie pytał o nich ani razu. Do tego doszła pandemia. Utrzymały się Stefankowice i Moroczyn. Reszta śpi i czeka na lepsze czasy – mówi inicjatorka utworzenia wiosek. Małe zainteresowanie ofertą tłumaczy tym, że powiat hrubieszowski nie jest aż tak atrakcyjny turystycznie. Wszyscy wyjeżdżają gdzieś dalej zwiedzać, mało kto przyjeżdża w ten zakątek.

 – Nam się wydawało, że w takim Ziemniakowie dzieci będą non stop. Będą robiły cuda z tych ziemniaków, ale tak nie było. Słaba promocja? Owszem. Gdyby wioski miały swoje strony internetowe lub pokazywały zdjęcia w mediach społecznościowych to by się ruszyło. Jestem tego pewna. Panie też jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa – podkreśla. Pani Irena dodaje, że w działalność wiosek tematycznych powinny zaangażować się samorządy. I takie rozmowy trwają. 

 – Tam, gdzie rada sołecka jest razem z KGW, gdzie mieszkańcy wierzą w rozwój wsi, to się udaje. Tam, gdzie ludzie są skonfliktowani lub nie identyfikują się z motywem przewodnim wioski, jak mieszkańcy Cichobórza, wioska zaprzestaje działać. Z chęcią pokazałabym im Krainę Rumianku w Hołownie. Ludzie potrafią się bawić pożytecznie i zarabiać pieniądze, a nie mówić, że wioski tematyczne to jakieś głupoty – podsumowuje prezes Stowarzyszenia Kobiet Gminy Hrubieszów "Polskie Kwiaty". 

Agnieszka Piela

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (4)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz Regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791 Warszawa) jest administratorem twoich danych osobowych, dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Mamy XXI wiek
Mamy XXI wiek 23.02.2021, 11:37
Te wszystkie tzw. "Miękkie projekty" są jak papier toaletowy. W tych wsiach potrzeba projektów inwestycyjnych, które polepszyłyby życie mieszkańców, a nie tworzenie kolejnych skansenów. Czy władze gminy w końcu to zrozumieją??
Dr
Dr 23.02.2021, 14:36
Zgadzam się. UE wymyśliła, a my powielamy. Często bez pomyślunku.
KPZU
KPZU 22.02.2021, 19:42
To kto to oczekuje lepszych czasów ? Stara komuna co poobsadzała sie po bibliotekach i innych bezmyslnych etatach starostwa?



obserwator
obserwator 22.02.2021, 09:22
Strata pieniędzy, żadnego pożytku

Pozostałe