Wowky – zemsta i podstęp

  • 05.06.2019, 16:00
  • Mariusz Sawa
Wowky – zemsta i podstęp fot. Litopys UPA Wołodymyr Sywak "Zirka" i Jewhen Sywak "Hajda",
Historia Polski nic jeszcze nie nauczyła swoich synów. Wszelkimi sposobami wysługują się czerwonemu okupantowi, starając się zniszczyć Ukraińców, odwiecznych właścicieli tej ziemi. Polało się już wiele krwi na chełmskiej "Golgocie" i jeszcze wiele się poleje. Ale krew tę my potrafimy pomścić, jak już nie raz na przestrzeni naszej historii mściliśmy. Będziemy umieli raz jeszcze przypomnieć przeklętym polskim tępym głowom hajdamackie uczty, podczas których nie stało na Ukrainie "ni Lacha, ni Żyda".

To słowa zapisane w kronice oddziału Ukraińskiej Powstańczej Armii "Wilki". Ich autorem był urodzony w Masłomęczu Iwan Sywak ps. Bosfor. Doskonale oddają nastroje, jakie targały ukraińskimi konspiratorami. Młodzi nacjonaliści po zakończeniu wojny i zamianie okupanta z niemieckiego na sowieckiego, postawili wszystko na jedną kartę. Albo wywalczą niepodległą Ukrainę, albo zginą. Totalitarna ideologia, którą dawkowali im wychowawcy polityczni nie była ideologią kompromisu i dialogu. Nawet przedstawiciele własnego narodu, którzy z różnych powodów podjęli współpracę z komunistami, musieli ponieść śmierć.

 

 Wowky i Jahoda

"Wilki" powstały jako sotnia (kompania) w ówczesnej Bohorodycy, dzisiejszej Brodzicy, pod Hrubieszowem w połowie marca 1944 r. jako pierwszy miejscowy oddział UPA. Składał się on głównie z okolicznych chłopów, w tym członków banderowskich bojówek Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz dezerterów z jednostek niemieckich, np. 5 pułku policji SS.

Po przeszkoleniu na Wołyniu wrócił na Chełmszczyznę i brał udział w walce z polskim podziemiem oraz Niemcami. Po przejściu frontu rozpoczął intensywną walkę z komunistami, czyli członkami Istriebitielnych Batalionów (sowiecka milicja pomocnicza), funkcjonariuszami Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, członkami Polskiej Partii Robotniczej, Wojskiem Polskim i przede wszystkim z Armią Czerwoną i NKWD.

Oddział partyzancki pochodzącego z Galicji Mariana Łukaszewycza ps. Jahoda atakował z zaskoczenia, częstokroć podszywając się pod formacje polskie lub sowieckie. Jego członkowie świetnie znali teren, a także język polski i rosyjski, co sprzyjało stosowaniu podstępu. Współdziałał przy tym z Oddziałami Specjalnego Przeznaczenia oraz Służbą Bezpieczeństwa OUN. Z czasem wszedł także we współpracę z polskim podziemiem poakowskim, co trwało w formie wsparcia wywiadowczego, kwaterunkowego i wyżywieniowego do akcji "Wisła" w lecie 1947 r.

Cały artykuł dostępny tylko w papierowym i e-wydaniu Kroniki Tygodnia

Mariusz Sawa
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz Regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791 Warszawa) jest administratorem twoich danych osobowych, dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
marek
marek 05.06.2019, 20:49
Straszna historia. Tyle ofiar. Ciekawe to ale w wymiarze moralnym to byly czasy wielkiej tragedii.

Pozostałe