Wojak nie może być analfabetą

  • 9.04.2019, 10:00
  • Bogdan Nowak
Wojak nie może być analfabetą Uczestnicy kursu dla analfabetów w przedwojennym Wojsku Polskim.
Walka z analfabetyzmem spędzała sen z oczu światłym osobom. W wojsku była ona sprawą o znaczeniu strategicznym. W 1919 r. Departament Naukowo-Szkolny Ministerstwa Spraw Wojskowych wydał podręcznik pt. "Nauka czytania i pisania w wojsku polskiem". Opublikowano go – jak napisano: na żądanie Uniwersytetu Żołnierskiego w Warszawie. Zasługi tej publikacji trudno przecenić.

Podręcznik został przygotowany przez Tadeusza Prószyńskiego (żył w latach 1873-1925), publicystę oraz posła na Sejm RP w latach 1922-1925. Już w jego wstępie dowiadujemy się jak ważna była umiejętność czytania i pisania w siłach zbrojnych odradzającej się Rzeczpospolitej Polskiej: "Armia złożona z wielkiej ilości ludzi, pozbawionych choć jednego z głównych zmysłów, wzroku, słuchu lub dotyku, nie pokona armii złożonej z ludzi normalnych. Umiejętność czytania i pisania jest jednym z najważniejszych zmysłów, którym obdarzyła człowieka nie przyroda, lecz jego własny geniusz". 

Wstręt do słowa pisanego

Autor podręcznika martwił się, iż w polskiej armii było najwięcej analfabetów-żołnierzy w całej Europie Środkowej. Jeszcze na początku 1919 r. dowódcy nie przejmowali się tym zanadto. Ćwiczono wówczas przede wszystkim żołnierską "prężność ciał", celność strzałów czy umiejętność prowadzenia manewrów. O oświacie jakoś zapominano. To się musiało zmienić! 

"Poza oswobodzeniem Rzplitej i gruntowaniem jej niepodległości siłą oręża, nie ma dziś w Polsce sprawy donioślejszej i pilniejszej nad wydźwignięcie narodu z tego haniebnego upośledzenia, jakim jest powszechny prawie, do dziś dnia, brak umiejętności czytania i pisania" – pisał Tadeusz Prószyński. 

Bo bez, jak to określił: "zmysłu czytelności" żołnierze nie potrafili przecież odczytywać rozkazów czy raportów. Wysyłanie listów do rodzinnych domów takich wojaków, załatwianie urzędowych czy kancelaryjnych spraw także było utrudnione lub niemożliwe. Z wielu względów. Bo jak tłumaczył autor podręcznika, żołnierze-analfabeci nie mieli, w związku ze swoim edukacyjnym "upośledzeniem", rozwiniętej zdolności samodzielnego myślenia. Na nic się zatem zdawała życzliwa pomoc bardziej "piśmiennych" kolegów czy podoficerów. 

Więcej w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia

Bogdan Nowak
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz Regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791 Warszawa) jest administratorem twoich danych osobowych, dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe