Dziadek wozak, ojciec jeniec

  • 03.04.2019, 05:48
  • Robert Horbaczewski
Dziadek wozak, ojciec jeniec W niemieckim lazarecie Władysław Czerwieniec spędził kilka miesięcy. Bohater tekstu na pierwszym planie oparty o łóżko
Babcia Anastazja dała się oszukać. Uwierzyła, że złote imperiały mogą się zetrzeć w podróży. Tym samym stracić na wartości. Zgodziła się przyjąć równowartość złota w banknotach . Cała fortuna familii Tyszków przepadła.

- O tyle zostało po całym majątku – Zofia Szyszka ze wsi Kosobudy wyjmuje z sakiewki plik rosyjskich bonów kredytowych z początku XX wieku: 100, 50, 25 10 rublowych. Pięknie wyglądają, lecz są nic nie warte.

Rodzina Tyszków z Kosobud, jako podani cara Mikołaja II Romanowa zostali ewakuowani w głąb Rosji w 1915 roku. Działo się to podczas I wojny światowej, kiedy wojska rosyjskie wycofywały się na wschód przed wojskami Autro-Węgier i Niemiec.  Rodzinna opowieść mówi, że familia Tyszko dotarła gdzieś aż pod Moskwę.

Stefan Tyszko został wozakiem. Na tej profesji dorobił się sporych oszczędności. Bywało, że całymi tygodniami był poza domem, bo woził towary. W Rosji rodzina przeżyła rewolucję i zakończenie pierwszej wojny światowej. 

W 1921 lub w 1922 roku po wojnie polsko-bolszewickiej, Stefan Tyszko zdecydował o powrocie do kraju. Upoważnił żonę Anastazję, aby wybrała z banku ulokowane tam złote ruble.  I jak niesie rodzinna opowieść, ta zamiast złotych imperiałów przyniosła do domu plik bonów kredytowych wydanych przez bank Rosji. Z bonów można wyczytać, że 1 rubel równa 1/15 imperiała, a okazicielowi przysługuje 17,424 należności czystego złota. W rzeczywistości, po powrocie do Polski, pliki banknotów okazały się nic nie wartymi papierkami.

 - Ponoć babcia dała się przekonać w rosyjskim banku, że w podróży złoto może się wytrzeć i stracić na wartości. Dziadek tak się na nią zdenerwował, że przez dwa lata nie odzywał się do niej . Z tej całej Rosji przywieźli tylko jedną złotą rublówkę na pamiątkę – opowiada pani Zofia.

Stefan i Anastazja Tyszko byli wyznania prawosławnego . Mieli córkę Ewę. I to nią, przed ołtarzem kościoła rzymskokatolickiego w Kosobudach, poślubił Władysław Czerwienic z Zarzecza.

- Dziadek Stefan zmarł w 1943 roku. Został pochowany w Kosobudach. Babcia Anastazja wraz z synem Mikołajem i córką Marią w 1944 roku, jako prawosławni musieli wyjechać za Bug. Mama utrzymywała z nimi kontakt.  Pamiętam, że w 1956 była w odwiedzinach u babci. Rok później pojechała już tylko na jej pogrzeb – opowiada pani Zofia.

Więcej w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia

Robert Horbaczewski

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz Regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791 Warszawa) jest administratorem twoich danych osobowych, dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe