Wygrana z refleksją w tle

  • 28.02.2019, 15:57
  • tomt
Wygrana z refleksją w tle fot. tomt
To nie będzie mecz, o którym dziadkowie będą opowiadać swoim wnukom. Ba, nie przetrwa pewnie nawet jednego pokolenia pamięci fanów szczypiorniaka. Najważniejsze jednak, że zgadza się wynik. Padwa pokonała ostatni w tabeli Uniwersytet Radom 28:26 (11:10) i do czwartego w tabeli MTS Chrzanów traci już ledwie punkt!

Takie mecze bywają trudne, często bowiem faworyci podświadomie lekceważą rywali. Choć obóz Padwy zarzeka się, że do niczego podobnego nie doszło, to szczególnie pierwsza odsłona pojedynku z outsiderem wyglądała po prostu kiepsko. Żółto-czerwoni rozpoczęli w najmocniejszym zestawieniu, z Jakubem Kłodą i Tomaszem Fugielem, którzy pauzowali ostatnio z powodu urazów. Wydawało się więc, że nasz zespół ma wszystko w swoich rękach. Tymczasem już pierwsze minuty pokazały, że absolutnie nie będzie to spacerek. Przyjezdni byli bardzo zdeterminowani, a defensywa zamościan miała sporo problemów z powstrzymaniem Patryka Rojka (9 bramek) i Marka Kubajki (8). Pod bramką radomian długo zawodzili zaś niemal wszyscy gracze Padwy. Dość powiedzieć, że w 12 min wynik brzmiał 2:4 (!). Dopiero w ostatniej minucie tej części gry zamościanie po trafieniach aktywnego Łukasza Szymańskiego i Tomasza Fugiela prowadzili 11:9. O tym, że ekipa Marcina Czerwonki grać potrafi, pokazał pierwszy kwadrans po przerwie. W tym czasie bowiem zamościanie rozgrywali piłkę szybko i raz za razem dziurawili bramkę akademików. W 38 min było już 17:12, a w 45 min 23:17. Sześciobramkowa (26:20) przewaga utrzymała się do 49 min.

 – Wówczas jednak zagraliśmy źle taktycznie. Na siłę próbowaliśmy powiększyć przewagę, co skutkowało błędami, a rywale skutecznymi kontrami zmniejszali dystans. Powinno być dokładnie odwrotnie. To Radom miał się śpieszyć, a my powinniśmy poczekać i dobić ich z kontry – wyjaśnił trener Marcin Czerwonka.

W efekcie zrobiło się nerwowo i w 55 min było już tylko 26:25. Po chwili na 27:25 trafił Grzegorz Mroczek i choć rywale zdołali zdobyć jeszcze jedną bramkę, to w ostatnich sekundach najskuteczniejszy (10) w szeregach zamościan Łukasz Szymański pozbawił ich marzeń choćby o jednym punkcie.

 – Po takim meczu trudno być zadowolonym z czegoś więcej niż punkty. Na odpowiednim poziomie nie była przede wszystkim nasza strona mentalna. Powinniśmy rywala dobić, natomiast niewiele zabrakło, abyśmy mieli powtórkę z Radzymina, gdzie w kuriozalnych okolicznościach straciliśmy punkt. Pocieszające jest to, że po meczu w naszej szatni wielkiej radości nie było. Zawodnicy mieli refleksję, że coś nie zagrało i z tego występu dumni być nie powinni – przyznał uczciwie Marcin Czerwonka.

 

CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ W WYDANIU PAPIEROWYM I E-WYDANIU.

tomt
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz Regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791 Warszawa) jest administratorem twoich danych osobowych, dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe