Ostatnia dziedziczka ze Skierbieszowa

  • 2.01.2019, 16:20
  • Bogdan Nowak
Ostatnia dziedziczka ze Skierbieszowa
Maria Niklewiczowa była pisarką i poetką mocno związaną ze Skierbieszowem i jego mieszkańcami. Pisała, że są oni mężnym ludem, który zawsze stawał w pierwszym szeregu, gdy wypadało bronić ziemi ojczystej. Czyż może być piękniejszy komplement?

 "Skierbieszowa nie wymyśliłam. Skierbieszów istnieje, znajdziecie go na każdej dokładniejszej mapie Polski. W murach jego kościoła, którego kamień węgielny położono przed sześciu przeszło wiekami, utkwiła kula ze szwedzkiego działa (...)" – pisała Maria Niklewiczowa we wstępie do swojej powieści "Hetman Kuba". "Dzisiaj zamiast jeziora ciągną się tam podmokłe łąki. Ale pośród tych łąk zachował się nasyp zwany Zamczyskiem, choć teraz rośnie na nim pszenica i tylko wyorywane czasem cegły przypominają o fortyfikacji.

Była to wymarzona sceneria dla powieści historycznej. Jej akcja dzieje się w XVII-wiecznym Skierbieszowie. Jednym z obrońców obleganego wówczas przez Szwedów zamku był 14-letni Kuba, syn ormiańskiego rusznikarza. W różnych kłopotach i niebezpieczeństwach pomagała mu grupa młodych chłopców. 

Powieść ma 350 stron. Może być ciekawą lekturą nie tylko dla miłośników lokalnej historii. 

Wydźgowie herbu Jastrzębiec

Tak w "Hetmanie Kubie" rozpoczyna się np. rozdział dotyczący oblężenia skierbieszowskiego zamku. Przypomina on opisy rodem z sienkiewiczowskiej "Trylogii". "Tego samego wieczoru Szwedzi przyprowadzili trzy polowe działa i ustawili je pod osłoną nocy na górze, skąd od rana otworzyli ogień na Zamczysko" – czytamy w tej części "Hetmana Kuby". "Zrazu kule nie dolatywały i zdawało się, że nie będą mogły zaszkodzić fortalicji. Lód tylko się rozpryskiwał i razem z bryzgami błota wytryskał w powietrze, iskrząc się w słońcu za każdym strzałem. Zagrzmiały w odpowiedzi armaty fortalicji (...). Koło południa szwedzcy puszkarze wstrzelili się jednak. Kule ogniste padały teraz częściej i bliżej, wreszcie huk i trzask rozległ się tuż za murami". 

Na tym ostrzał się nie skończył. "Następna kula ognista przeleciała łukiem ponad murem i wybuchła na majdanie fortyfikacji obok wschodniej baszty. Szkody wszakże nie uczyniła, bowiem ludzi tam nie było" – pisała dalej Maria Niklewiczowa. "Szwedzi widać mniemali, że złamali ducha obrońców, toteż wysłali parlamentariuszy (...). Komendant przyjął ich chłodno i wyniośle".

Więcej w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia

Bogdan Nowak
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz Regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791 Warszawa) jest administratorem twoich danych osobowych, dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Wioletta
Wioletta 3.01.2019, 14:08
Pochodzę ze Skierbieszowa znam historię jest przepiękna

Pozostałe