Kostrzewscy z Wasylowa. Pszczelarze trzech pokoleń

  • 24.12.2018, 06:00
  • Robert Horbaczewski
Kostrzewscy z Wasylowa. Pszczelarze trzech pokoleń Familia Kostrzewskich. Stanisława Kostrzewska z najmłodszym synem Kazimierzem, obok jej mąż Franciszek. Ten chłopak w marynarskim mundurku to Zygmunt, obok jego brat Henryk. Stojąca po lewej, to "pani Marta z Poturzyna " wywieziona na przymusowe roboty przymusowe do Niemiec
Na święta Bożego Narodzenia w rodzinie Kostrzewskich w Wasylowie zawsze królował piernik na miodzie. Zygmunt zajadał się nim z braćmi: Heniem i Kazikiem. Mama Stanisława lubiła maczać zaś ogórki kiszone w pachnącym, ciekłym miodzie. Ojciec Franciszek pod ręką miał miodówkę, "na mocnych procentach". Pszczołami Kostrzewscy zajmują się już od trzech pokoleń.

Przed wojną, pszczoła na tych terenach była bardziej czarna niż obecnie. Bardziej rojna, zadziorna, odporniejsza na mróz, ale mniej miododajna. Pochodziła z rasy środkowo-europejskiej. I była prawie wiecznie głodna, bo cukru na dokarmianie było niewiele.

 – Pszczelarz dostawał 2 kilogramy cukru na rodzinę pszczelną na podkarmienie na zimę. Cukier wymieszany był z trocinami dębowymi lub piachem, a potem dodano kolejny sposób. Zabarwiano go błękitem metylowym, aby nie stał się przedmiotem spekulacji. Dokarmianie pszczół nie było jeszcze wtedy tak popularne, niesłusznie – opowiada Zygmunt Kostrzewski, podpułkownik lotnictwa wojskowego, a od ponad czterdziestu lat z górą – pszczelarz. 

Mówi, że od czasu, kiedy jego dziadek Józef zajmował się pszczelarstwem, wiele się zmieniło. Choćby gatunki hodowanych pszczół. Dziś są mniej rojne, bardziej miodne.

 – Ja osobiście hoduję pszczoły południowe, odmianę karpatkę – mówi pan Zygmunt.

 

Rodem z Poturzyna

Kostrzewscy pochodzą z Poturzyna. Tam w dworze Włodzimierza Rulikowskiego, jako owczarz pracował dziadek pana Zygmunta – Józef Kostrzewski.

 – Dziadek Józef był takim wiejskim weterynarzem. W okolicy leczył zwierzęta gospodarcze. Umiał i wykastrować samca i odebrać poród od samicy. Jak trzeba to i kobietom potrafił doradzić, jakich ziół mają zażywać – opowiada Zygmunt Kostrzewski.

To na dworze u Rulikowskich Józef Kostrzewski zetknął się z pszczelarstwem.  Włodzimierz Rulikowski był bowiem zaangażowanym członkiem Warszawskiego Towarzystwa Pszczelarzy. Reprezentował polskich pszczelarzy na XI Międzynarodowym Kongresie Pszczelarskim w Paryżu (10-18 sierpnia 1937 roku).

 – Włodzimierz Rulikowski był też autorem artykułów na tematy pszczelarskie, publikowanych między innymi w "Pszczelarzu Polskim i Ogrodzie". Czytałem jego publikacje na temat badań nad psychologią pszczoły. W tym czasopiśmie opublikował też szczegółowe sprawozdania z przebiegu kongresu w Paryżu. Prace pana Rulikowskiego świadczą, że był on człowiekiem dobrze wykształconym, znającym dogłębnie zagadnienia pszczelarstwa i z dużą wprawą władającym piórem. Generalnie był postępowym gospodarzem. W swoich dobrach miał poletka doświadczalne – mówi pan Zygmunt.

Więcej w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia

Robert Horbaczewski
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz Regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791 Warszawa) jest administratorem twoich danych osobowych, dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe