Miłość liczona w tysiącach. Lekarka padła ofiarą oszusta

  • 13.03.2018, 05:39 (aktualizacja 12.03.2018 16:01)
  • Robert Horbaczewski
Miłość liczona w tysiącach. Lekarka padła ofiarą oszusta
Ona lekarka, on lekarz. Twierdził, że ją kocha. Ona mu wierzyła. Pomagała finansowo i też kochała. Nawet bardzo. Nawet wtedy, kiedy kilkakrotnie przekładał ślub. Dla niego przeniosła się na drugi kraniec Polski. Przez niego straciła nie tylko kobiecą dumę.

Poznali się w 2002 r. na studiach na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie. Wynajęli wspólnie mieszkanie. Razem planowali przyszłość. Tuż przed zakończeniem studiów w ich związku pojawiła się rysa. Andrzej nawiązał bliższą znajomość z Wioletą M. Wyprowadził się do niej. Rok później, na ostatnim roku studiów wrócił. Przepraszał. Mówił, że to było tylko zauroczenie.

"Prawdziwą miłością jesteś ty, tylko ty" – zapewniał.  

Zaczęli się znowu spotykać. Być parą. Razem odbywali staże medyczne. Później on wrócił do rodzinnej miejscowości na Zamojszczyźnie. Zajął się biznesem. Ona została w Lublinie. Spotykali się, dzwonili do siebie systematycznie. Planowali wziąć ślub wiosną 2010 roku.

W lutym 2010 roku jego rodzice przyjechali do jej rodziców, aby umówić szczegóły przyjęcia weselnego. Andrzej w tym czasie wyjechał za granicę. Miał kłopoty finansowe. Kilkaset tysięcy długów związanych z prowadzonym biznesem. Przekazał swoim rodzicom, aby podczas spotkania z rodzicami Moniki powiadomili ją, że ślubu w ustalonej dacie nie będzie, aby przełożyć go na grudzień 2010 roku. Do tego czasu wyjedzie z długów.

Jesienią Andrzej wrócił do zawodu lekarza. Znalazł pracę w szpitalu w jednym z miast wschodnich Niemiec. Cieszyła się, że wrócił do zawodu. Uzgodnili, że pobiorą się 18 grudnia 2010 roku.

 

Przekładane śluby

Na tydzień przed planowaną datą ślubu Andrzej zadzwonił do niej. Prosił, aby znowu przełożyć termin z powodu warunków atmosferycznych. Grudzień 2010 roku rzeczywiście był najzimniejszym miesiącem od 40 lat. Śnieżnym, kapryśnym.

Zapewniał, że ją kocha. Tłumaczył, że pobiorą się za kilka miesięcy. Skoro są ze sobą już tak długo, to te kilka miesięcy nie robi wielkiej różnicy. Przecież będą ze sobą całe życie. Przyjęła jego wyjaśnienia. Spotykali się nadal. Dwa razy w miesiącu we Wrocławiu.

W maju 2011 roku Andrzej poprosił Monikę, która pracowała wówczas w jednym ze szpitali pod Warszawą, aby przeniosła się bliżej niego do szpitala w jednym z polskich miasteczek pod niemiecką granicę. Akurat szpital szukał takiej specjalistki jak ona.

"Będziemy mogli być obok siebie" – nalegał.

Więcej na ten temat w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia

Robert Horbaczewski
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791) 
jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
SZOK
SZOK 13.03.2018, 21:22
ALE NAIWNA!SZOK!MOZNA AZ TAK SIE ZAKOCHAĆ?
konował
konował 13.03.2018, 06:23
strach leczyć się u tak głupiej lekarki jak ma żle pod sufitem

Pozostałe