Zapaliłem świeczkę na grobie ojca

  • 2.03.2018, 06:00 (aktualizacja 02.03.2018 07:05)
  • Robert Horbaczewski
Zapaliłem świeczkę na grobie ojca
Tomasz Urban był jednym z mieszkańców Siemierza aresztowanych w grudniu 1943 roku. Do domu już nie wrócił. Dopiero w ubiegłym roku rodzina dowiedziała się, że nie zginął na zamojskiej Rotundzie, ale na żydowskim cmentarzu w Cieszanowie koło Lubaczowa. Wzruszony Jan, ostatni żyjący syn Tomasza, mógł zapalić świeczkę na jego grobie.

Tomasz Urban, rocznik 1905, był szewcem w rodzinnym Siemierzu. Dość wcześnie owdowiał. Żona Karolina z domu Rosół w 1934 roku zmarła podczas porodu kolejnego dziecka. Na barkach Tomasza spoczęło wychowanie pięcioletniego syna Alfonsa. Samotnemu mężczyźnie z dzieckiem było trudno. Tomasz Urban ożenił się więc powtórnie z młodszą o pięć lat Władysławą Jandułą, która pochodziła z sąsiednich Werechań. Z tego związku na świat przyszły kolejne dzieci: Stefan (1937), Jan (1939), Kazimiera (1941, która wkrótce zmarła) oraz najmłodszy Tomasz urodzony już po śmierci swojego ojca w 1944 roku.

 

Ten mroźny poniedziałek

Tomasz Urban został aresztowany w mroźny poniedziałek 7 grudnia 1943 roku. Do wioski samochodami przyjechali żandarmi niemieccy. Wypędzili ludzi na plac (tu, gdzie stoi kościół). Wybrali 18 mieszkańców jako zakładników. Załadowali ich na ciężarówkę i wywieźli do Zamościa na Rotundę. Byli to: Józef DziedzicStanisław Dziedzic ps. Lipka, Władysław Dziedzic ps. Dąb, Iwan GmiterMichał Karpowicz,Józef KremplaCzesław MichalskiWładysław PorębkaFranciszek PorębkaAlfred RosółJan RóżanieckiStanisław SzewczukStanisław Obuchowicz, Feliks TwardowskiStanisław UlanowskiWojciech UlanowskiIzydor UrbanTomasz Urban. Nikt z wywiezionych nie wrócił do domu. Część z nich miała zginąć na Rotundzie, inni mieli zostać rozstrzelani 1 lutego 1944 roku we wsi Potoczek koło Adamowa.

 – Kiedy Niemcy wycofali się z Zamościa, mama jeździła tam szukać ojca. Na Rotundzie ludzie odkopywali świeże jeszcze groby, aby identyfikować bliskich. Szczątków ojca nie znalazła. Wspominała, że część ciał była spalona – mówi Jan Urban.

W końcu Władysława Urban złożyła w sądzie w Zamościu sprawę o stwierdzenie śmierci męża. Sąd przyjął, że Tomasz Urban zginął na Rotundzie.

 – Rotundę uważaliśmy za grób ojca. Tam też paliliśmy świeczki. Nazwisko ojca znaleźliśmy na jednym z afiszy, który można oglądać w jednej z cel na Rotundzie – mówi Jan Urban.

Wdowie z małymi dziećmi było w Siemierzu ciężko. W 1955 roku Władysława Urban razem dziećmi przeprowadziła się do Szczecina, tam mieszkały już jej siostry Stanisława i Józefa.

 – Ciocia Stanisława miała duże mieszkanie. Odstąpiła nam jeden z pokoi. Załatwiła też mamie pracę w stołówce – opowiada Jan Urban.

Więcej przeczytasz w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia

Robert Horbaczewski
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Kronika Tygodnia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791) 
jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe