Dziecko, to nie potrwa długo. Opowieść o Andrzeju Szymaniku

  • 7.12.2017, 07:00 (aktualizacja 06.12.2017 12:04)
  • Robert Horbaczewski
Dziecko, to nie potrwa długo. Opowieść o Andrzeju Szymaniku
Niemcy pozwolili się pożegnać z aresztowanymi. Andrzej Szymanik, właściciel składu materiałów budowlanych i opałowych w Hrubieszowie, ostatni raz pogłaskał po głowie swoje dzieci: 10-letnią Kasię, 7-letniego Stasia. Pogładził po brzuchu żonę, która była w ósmym miesiącu ciąży.

Andrzej Szymanik (ur. 18 listopada 1894 roku) pochodził z Bukowiny koło Tarnogrodu. Jego ojciec Jan Szymanik był tam bogatym gospodarzem. Miał sporo lasu, łąk i pola (siał grykę, len, łubin, konopie). Miał też dużą pasiekę złożoną z 150 pni pszczół. I spory sad owocowy, aby rodzina miała owoce, a pszczoły pożytki. Mama Andrzeja, Magdalena z domu Piebiak, zajmowała się prowadzeniem domu i wychowaniem 7 dzieci: Franciszka, Rocha, Andrzeja, Piotra, Marii, Stanisława i Katarzyny. 

Młodego Andrzeja rodzice posłali do szkoły w Lublinie. Skończył 4 klasy gimnazjum. Potem wybuchła wojna. Andrzej Szymanik jako poddany cesarza Franciszka Józefa wcielony został do CK Armii. Ponoć służył w intendenturze. Po zakończeniu wojny zakochał się i w 1919 roku ożenił. Młoda żona zmarła jednak podczas połogu. Andrzej mając 25 lat został wdowcem.   

 – Dziadek Jan miał duży drewniany dom. Jedną z izb, z osobnym wejściem, przeznaczono na działalność gospodarczą. Raz mieścił się tam sklep, innym razem izbę wynajmowano pod potrzeby szkoły. W tej izbie tato prowadził też bibliotekę. Miał nawet pieczątkę "Biblioteka Andrzeja Szymanika w Bukowinie" – opowiada Katarzyna Bajurka z Hrubieszowa, córka Andrzeja.  

W interesach Andrzejowi wiodło się dobrze. Przynajmniej nie narzekał. Miłości nie szukał.  Powiadał: "Miłość boli. Zawiodłem się na niej". Jego młodsi bracia i młodsze siostry założyły rodziny. On konsekwentnie trwał we wdowieństwie. Przyjaciele radzili mu: "Andrzeju, ożeń się ponownie, bo do końca życia będziesz takim stryjkiem dla wszystkich".

 – W Tarnogrodzie, niedaleko Bukowiny za mąż wyszła jego starsza siostra Franciszka. Mój ojciec często zaglądał do siostry. I tam poznał swoją przyszłą żonę, a moją mamę. Była młodsza od niego o 11 lat. Spodobała się ojcu, a on jej  – mówi pani Katarzyna.

Więcej na ten temat w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia

Robert Horbaczewski
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe