W poszukiwaniu śladów – historia rodziny Kusiaków z Topoli pod Izbicą

  • 11.08.2017, 09:00 (aktualizacja 08.08.2017 10:55)
  • Robert Horbaczewski
W poszukiwaniu śladów – historia rodziny Kusiaków z Topoli pod Izbicą Robert Horbaczewski
Bracia Józef i Stanisław Kusiakowie poszli na wojnę. Józef trafił do obozu jenieckiego. Stanisław zginął w pierwszych dniach wojny w okolicy Koluszek. O tym jednak rodzina dowiedziała się dopiero po wielu latach.

Babcia wypatrywała oczy za stryjem. Łudziła się, że może wróci. Korespondowałem z wieloma instytucjami, prosząc o udzielenie informacji. I nic się nie dowiedziałem – mówi Henryk Kusiak z Zamościa.

Pisał też w sprawie swojego ojca, który został jeńcem niemieckim.

 – Ojciec zmarł, kiedy miałem 13 lat – mówi pan Henryk.

Rodzina Kusiaków pochodzi z wioski Topola, położonej między Wólką Orłowską a Orłowem.

 – Dziadek Michał Kusiak zmarł, kiedy kończyła się I wojna światowa w 1918 roku. Mój tato miał wtedy 9 lat, jego bracia: Jan – 6 lat, a Stanisław zaledwie 3 lata. Najstarsza siostra skończyła 11 lat. Babcia wkrótce wyszła ponownie za mąż – opowiada pan Henryk.

Józef, jego ojciec, tak jak wielu młodych ludzi został powołany do wojska. Trafił do 50 Pułku Strzelców Kresowych w Kowlu. W piechocie służył blisko 2 lata. W 1935 roku ożenił się z Feliksą z domu Cimek, młodszą od niego o 9 lat. Młodzi zamieszkali w domu, który Józef odkupił od swego wuja legionisty, który przeniósł się w okolice Włodawy. Kusiakowie zajęli się gospodarstwem, Józef dorabiał murarką. Na świat przyszły dzieci. 

Kiedy wybuchła wojna Józefa Kusiaka zmobilizowano i skierowano na front. Prawdopodobnie trafił w okolice Tomaszowa Mazowieckiego. Gdzie dokładnie? Pewności nie ma. Wiadomo natomiast, że dostał się do niewoli. Trafił do stalagu XI A w okolicy Altengrabow pod Magdeburgiem.Z obozu przesłał do żony wiadomość. Pisał, że głoduje, prosił, aby w paczce przysłać mu chleb. Pan Henryk jak przez mgłę pamięta jak mama i dziadkowie wypiekali bochny chleba, suszyli je w piecu na suchary i natłuszczali, aby się nie zepsuły się w drodze.

 – Mama jakoś wystarała się i ojca zwolniono z obozu. Warunkiem było, aby uprawiał tytoń i stawiał się na wezwanie władz. I rzeczywiście rodzice uprawiali tytoń. Kiedy w 1943 roku była susza, ojciec w beczkach woził wodę z rzeki na pole, a nam z bratem kazał kubkiem podlewać sadzonki, aby nie uschły. Ojciec mówił, że Niemcy gotowi są jeszcze wyschnięte przez upał flance potraktować jako sabotaż – mówi pan Henryk.

Więcej przeczytasz w najnowszym numerze i e-wydaniu Kroniki Tygodnia.

Robert Horbaczewski
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe