
 |
Tomasovia Tomaszów Lubelski - Spartakus Szarowola 4:1 (2:0)
1:0 Pacholarz 4, 2:0 Baran 14, 2:1 Kozelko 75, 3:1 Ciećko 84 (z karnego), 4:1 Wawryca 90.
Tomasovia: Bartoszyk - Raczkiewicz (87 Chwała), Banaś, Sioma, Myszkowski - Wójcik (67 Żurawski), Zatorski (65 Stefanik), Ciećko, Baran - Gozdek (60 Wawryca), Pacholarz. Trener: Kuczyński.
Spartakus: Kogut (81 czerwona kartka) - Orzechowski, Hamarnik, Dykij - Beza (46 Babiarz), Raisza, Paskiw, Temeriwski (83 bramkarz Waśkiewicz) - Droździel (90 Cywka), Browkin, Kozelko. Trener: Bławacki.
Żółte kartki: Raczkiewicz, Pacholarz (Tomasovia), Dykij, Droździel, Paskiw, Waśkiewicz (Spartakus). Czerwona kartka: Kogut (Spartakus) - w 81 minucie za odepchnięcie przeciwnika. Sędziował: Burak (Zamość).
Mocno rozczarowali się ci, którzy byli zachwyceni poprzednimi występami Spartakusa i przewidywali jego łatwe zwycięstwo w spotkaniu z Tomasovią. Występujący na własnym stadionie w roli gości tomaszowianie udzielili lokalnemu rywalowi solidnej lekcji futbolu. Na błotnistej, grząskiej murawie, podczas deszczu ekipa trenera Zbigniewa Kuczyńskiego wygrała aż 4:1.
- Mój zespół zasłużył na wygraną. Mieliśmy jeszcze kilka wyśmienitych okazji do zdobycia bramki, więc nasza wygrana mogła być wyższa. W żaden sposób nie chcę jednak umniejszać gry Spartakusa. Rywal grał mądrą, techniczną piłkę. Na tym trudnym terenie trudno mu było cokolwiek zrobić - powiedział trener Kuczyński.
Mecz z sukcesem rozpoczęła Tomasovia. Już po niespełna kwadransie było 0:2. Bramkarza Spartakusa najpierw pokonał Jarosław Pacholarz, a potem Ireneusz Baran.
- W ciągu 10 minut straciliśmy dwa gole, podczas gdy w poprzednich 14 meczach - tylko sześć - zauważył trener Spartakusa Bogdan Bławacki.
Brak w defensywie Spartakusa pauzującego za kartki Pawła Stadnickiego był aż nadto odczuwalny, podobnie jak nieobecność w drugiej linii Igora Luca. Bez swego lidera ekipa z Szarowoli nie radziła sobie z rozgrywaniem akcji. I dość długo nie była w stanie zagrozić bramce Tomasovii. Dopiero w 75 minucie Igor Kozelko zmusił do kapitulacji bramkarza Łukasza Bartoszyka. Wtedy właśnie Spartakus złapał wiatr w żagle, odzyskując nadzieję na uzyskanie korzystnego rezultatu. Plany kolegów z zespołu pokrzyżował bramkarz Bogdan Kogut, który po chwyceniu piłki na polu bramkowym odepchnął Przemysława Wawrycę, za co ukarany został czerwoną kartką, a drużyna - rzutem karnym. ''Jedenastkę'' na gola zamienił Tomasz Ciećko. W doliczonym czasie gry wynik spotkania ustalił Wawryca.
- Do tego meczu nie trzeba było nas specjalnie motywować. Chcieliśmy podziękować kibicom i udowodnić, że potrafimy grać w piłkę. W tym meczu wychodziło nam praktycznie wszystko, każda akcja była dobrze przygotowana - podsumował Ireneusz Baran, uznany przez organizatorów spotkania za ''najbardziej wartościowego piłkarza Tomasovii'' (na zdjęciu z lewej, obok Igor Kozelko, numer jeden w Spartakusie).
- Gdybym przed rundą jesienną stanął przed wyborem: wygrać w derbach z Tomasovią czy zdobyć 32 punkty, to wybrałbym to drugie. Wiedziałem, że będzie to ciężki mecz. Ale jeszcze trudniej było wywalczyć tyle punktów, grając 15 meczów 14-osobową kadrą - stwierdził Bławacki.
Trener Kuczyński, zadowolony z udanego finiszu rundy, w którym jego drużyna wygrała trzy kolejne spotkania, słusznie zauważył, że Spartakus nie ma się czego wstydzić.
- Tabela nie kłamie. Spartakus ma 32 punkty, zajmuje drugie miejsce. Słabszy występ trafia się każdej, nawet najmocniejszej drużynie. Liczy się jednak cała runda - chwalił rywali Kuczyński.
Dokonania piłkarzy doceniał też sponsor Spartakusa Lesław Kapka, który pełen wzruszenia, ze łzami w oczach podziękował trenerowi Bławackiemu za to, że ''zrobił coś z niczego''.
|
|
|
|