
 |
Ks. Jan Bojarski, proboszcz parafii pod wezwaniem NMP w Kryłowie, a jednocześnie przewodniczący Kapituły Świętego Mikołaja twierdzi, że parafii nie stać, aby zapłacić za doklejenie do figury obtłuczonego ucha.
Kamienna figura świętego Mikołaja z przycupniętym obok wilkiem, znajduje się w kolonii Kryłów, na niewielkim wzniesieniu, spod którego wypływa źródełko. Ma opinię cudownego. Historia tego urokliwego miejsca owiana jest tajemnicą. Jedni mówią, że figurkę świętego Mikołaja - patrona trzody - ufundował zarządca majątku Kryłów, któremu przyśnił się pomór bydła. Inni uważają, że to wotum za to, że dzięki wodzie ze źródełka rządca wyzdrowiał. Powiadają też, że wykonaną z piaskowca rzeźbę wilka miał ufundować podróżny, cudownie ocalony przed watahą wygłodniałych wilków.
Do źródełka św. Mikołaja – jednego z najsłynniejszych sanktuariów Lubelszczyzny i Wołynia - od dawna wędrowały procesje prawosławnych i katolickich pielgrzymów. Jedni i drudzy rościli sobie do niego pretensje. W 1911 r. doszło tu nawet do bijatyki między procesjami obu wyznań o to, kto ma prawo korzystać z uzdrowicielskiej wody i przy okazji ze składanych przez pielgrzymów datków. Spór trafił do sądu w Chełmie. Ten nakazał, aby obok zdroju, przy wkopanym w ziemię brusie stanęła skarbonka. Datki z jednego tygodnia zabierał katolicki ksiądz, z drugiego prawosławny batiuszka.
Dziś tych animozji nikt nie pamięta. Obok figurki stoją auta, zarówno z polskimi, jak i z ukraińskimi rejestracjami. Codziennie miejsce to odwiedza kilkadziesiąt osób. Jedni wierzą w uzdrowicielską moc wody ze źródła, inni, że prawdę mówi legenda o wilku, który leczy bezpłodne kobiety. Muszą go tylko dosiąść okrakiem (najlepiej bez bielizny), pogłaskać tkliwie po kamiennym brzuchu i szepnąć swoją prośbę do ucha.
|
|
|